Siwizna nam się po prostu nie mieści w głowach, nie przepadamy też za naszymi naturalnymi mysimi kolorami. W efekcie zmieniamy barwę włosów najczęściej w Europie - przeszło 70 proc. Polek je farbuje. W ciągu roku kupujemy około 35 milionów opakowań najróżniejszych farb, czyli po dwa na każdą kobiecą głowę. Najwyraźniej też nie przejmujemy się żartami o blondynkach: przeszło jedna trzecia z nas farbuje włosy na blond, 30 proc. na czerwienie i rudości, a tylko 20 proc. wybiera ciemne odcienie. No i jeśli już farbujemy, to na amen - prawie 80 proc. sprzedawanych w Polsce kolorantów to farby trwałe.
Niby wszystkie Polki wiedzą, że farbowanie włosów w domu jest trochę jak rosyjska ruletka. Kolor wychodzi zawsze trochę inny niż na modelce na opakowaniu farby, włosy są nieco bardziej zniszczone, a efekt daleki od oczekiwań. Nasze Zosie samosie nie zawsze doczytają ulotkę do końca, więc a to za długo trzymają farbę na włosach, a to zapominają, że nie nakłada się chemicznej na ziołową... Dlatego warto, choćby od czasu do czasu, szczególnie wtedy, gdy chcemy naprawdę radykalnie zmienić kolor, wybrać się do fryzjera, bo brunetka zamieniona domowymi sposobami w jasną blondynkę oznacza prawie zawsze katastrofę na włosach.
Farby fryzjerskie są nieco łagodniejsze, mają bogatszą, bardziej naturalnie wyglądającą na włosach gamę kolorów. Farbowanie u fryzjera daje lepsze efekty i mniej niszczy włosy. Mieszając różne odcienie, fryzjer może dobrać kolor najbardziej pasujący do naszej cery i oczu. Dobry fachowiec najpierw patrzy, w jakim stanie są włosy, potem w razie potrzeby je zregeneruje, następnie podetnie i uformuje, co też ma niebagatelne znaczenie. Podczas farbowania przypilnuje też, by aktywne składniki farby nie zniszczyły włosów. Mimo to - jak wynika z badań - farbujemy włosy przede wszystkim same. Dlaczego? Bo tak jest taniej i wygodniej - można to zrobić w ostatniej chwili, nawet o północy. Jest również szybciej: w domu zajmuje to około godziny, u fryzjera - trwa kilka godzin.
Kiedy kilka lat temu jedna z największych firm kosmetycznych na świecie przeprowadzała badania, zaprosiła reprezentatywną grupę polskich konsumentek do testowania nowej farby. Nowość była zaopatrzona w aplikator, który pozwalał mieszać barwnik w środku opakowania i nanosić go bezpośrednio na włosy. Żadnych miseczek, mieszania i babrania rąk. Fajne? Fajne, ale Polkom się nie spodobało. Tradycja gwarantująca pełnię kontroli - "sama lepiej wymieszam i nałożę" - wygrała z nowoczesnością. Z badań wynika też, że chętniej kupujemy farby, które mają dodatki ochronne - wyciągi roślinne, odżywki, oleje. To akurat sensowne, bo skoro farbujemy włosy często, to doskonale wiemy, jak farba potrafi je osłabić. Producenci więc od lat szukają sposobu, jak agresywne w swej istocie farby chemiczne zamienić na najbardziej przyjazne dla włosów. Warto jednak pamiętać, że gdy chwalą się na opakowaniu, że w farbie nie ma amoniaku, to i tak musi tam być inny, silnie działający składnik, który otworzy łuski włosa, by stary kolor zniknął, a pojawił się nowy.
Mimo wszystko jednak farby z wczoraj i dziś to niebo a ziemia. Schwarzkopf właśnie wprowadził koloranty bez amoniaku Igora. W opakowaniu są dwa preparaty. Mocniejszy, trwały nakłada się na odrosty, słabszy, pielęgnujący i jedynie pogłębiający kolor - na końce. Łódzka Venita do farb
Perfect Color dodaje nawilżający olejek jojoby i witaminę C, które chronią włosy podczas farbowania. L'Oréal od niedawna proponuje nowe czekoladowe odcienie farb Casting Creme Gloss. Nie mają amoniaku, ale jednak rozjaśniają włosy o jeden ton i pokrywają siwiznę. Owocowo pachnące farby 100 proc. Color Garniera mają w swoim składzie witaminy B3 i B6 regenerujące włosy, Wellaton Kolory Natury - olej kokosowy, a Londacolor Naturals - wyciąg z kory drzewnej i granatów. Dwie ostatnie marki należą do koncernu Procter & Gamble i to właśnie on wprowadził wiosną w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii największą rewolucję na rynku farb. Od marca sprzedawane są tam farby Clairol Perfect ze składnikiem aminoglycine (wkrótce będą dostępne i u nas). Są mniej zasadowe, przyjaźniejsze dla włosów, a jednocześnie pozbawione intensywnego chemicznego zapachu. Pachną kwiatowo i uwaga - farbują włosy w 10 minut! Jest tylko jeden problem. Mają wymyślny aplikator ze specjalnym grzebieniem. Czy spodoba się on Polkom?