Prawie trzydzieści lat temu 53-letnia dziś Cindy Jackson zapragnęła zostać lalką Barbie. W tym celu zafundowała sobie nowy nos, powiększyła usta i biust, zmniejszyła szczęki i talię, odessała tłuszcz. W sumie poddała się dziewięciu bardzo poważnym operacjom plastycznym i niezliczonej ilości ostrzykiwań botoksem, wypełnień kwasem hialuronowym, wybielań zębów. Brrr... Sama lista zabiegów przyprawia o ból. Cindy wygląda rzeczywiście znakomicie, przynajmniej na zdjęciach, udziela wywiadów kolorowym gazetom, firmuje swym nazwiskiem kosmetyki do domowej dermabrazji. "Żywa lalka", rekordzistka księgi Guinnessa, zarabia dziś na plastikowej sławie. I choć twierdzi, że spełniła marzenie życia, po przeczytaniu jej biografii nasuwa się pytanie: po co?
Zabiegi upiększające są po prostu w modzie. W zeszłym roku prawie trzy miliony Amerykanów wyprasowało sobie zmarszczki botoksem. Pięćset tysięcy kobiet odessało tłuszcz, czterysta tysięcy - włożyło w biust wkładki powiększające. Skoro "nowy" nos dostaje się w Ameryce na "naste" urodziny, to z okazji świąt w wielu amerykańskich domach w mikołajowych skarpetach pojawią się czeki na "nowe" biusty, biodra i uszy. Przez ostatnie 10 lat liczba chirurgicznych poprawek urody wzrosła w Stanach prawie pięciokrotnie! Dlaczego?
Po pierwsze - żyjemy coraz szybciej. Wiele osób zarabia coraz więcej i chce sobie to życie ułatwić. Zamiast katować się dietą, wolą odessać tłuszcz. Po drugie - Amerykanie, ale także Brazylijczycy czy Polacy, dawno już zauważyli, że inwestycja w urodę w dzisiejszych czasach kultu ciała jest opłacalna. Szczególnie gdy ktoś myśli o karierze w mediach, show-biznesie czy polityce. Jak choćby włoski premier, Silvio Berlusconi, któremu po nieudanym liftingu trzeba było robić poprawki. Po trzecie - zabiegi chirurgiczne są coraz tańsze.
Jeszcze dziesięć lat temu botoks był luksusem dla bogaczy. Dziś za kilkaset złotych ostrzykują nim nawet kosmetyczki. Po czwarte - medycyna idzie naprzód. Naukowcy wymyślają coraz mniej inwazyjne sposoby na zachowanie młodości. Jeszcze parę lat temu powiększanie biustu wiązało się ze sporym ryzykiem, dzisiaj to ryzyko zmalało, choć nadal jest to poważna operacja. Po piąte - tracimy zaufanie do kremów odmładzających i tabletek na urodę. Już wiemy, że tabletka nas nie odchudzi, nie wyprasuje zmarszczek ani niczego nie powiększy.
Oswajamy plastik. Media i brukowce lansują coraz bardziej wyzywające wzorce urody. Panienki z doklejonymi tipsami, przedłużonymi włosami i trwałą nawet na rzęsach to w polskim show-biznesie norma. Tym bardziej, że "poprawki" naszych gwiazd to nic w porównaniu z uzależnieniem od skalpela i botoksu gwiazd Hollywood. Zapewniam, że po obejrzeniu strony ze zdjęciami amerykańskich gwiazd bez makijażu i po setkach operacji plastycznych (www.awfulplasticsurgery.us) samoocena niejednej z nas wzrośnie.
"Wszystko jest dla ludzi" - mawiała moja ciotka, wypijając do świątecznego śledzia jeden kieliszek. "Nie piję alkoholu, ale jeden głębszy nie zaszkodzi, lekarz mi zalecił" - dodawała. Dlatego, żeby mieć jędrną skórę i młodą twarz, warto po 35. roku życia raz na pół roku odwiedzić dermatologa zajmującego się medycyną estetyczną i oceniwszy trzeźwo za i przeciw, poddać się proponowanym przez niego zabiegom. Warto też uważać, by się nie uzależnić i nie poddać za bardzo presji lekarza, bo często chcą poprawiać wiele rzeczy z rozpędu.
W Polsce wykonuje się około 20 tysięcy operacji plastycznych rocznie. Tak mówią szacunkowe dane. Czasem operacje są nieodzowne. Kiedy kilka miesięcy temu zadzwoniła do mnie przyjaciółka z liceum, by poradzić się w sprawie wyboru chirurga plastycznego, od razu powiedziałam jej: "nareszcie się zdecydowałaś, cudownie". Marta spadła w przedszkolu z huśtawki, która uderzyła ją, łamiąc nos. Dziś, po wielu latach zdecydowała się go wreszcie zoperować. Takie operacje naprawcze są refundowane przez NFZ, podobnie jak hipoplazja, czyli niedorozwój piersi u kobiet.
"Lubię patrzeć, jak kobiety po zabiegach wychodzą zadowolone". Tak mówił mi parę lat temu światowej sławy chirurg plastyczny, prof. Marco Gasparotti, wynalazca metody liposukcji, "poprawiacz" gwiazd (podobno nawet odsysał Madonnę). "Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że świat szaleje. Pojawiły się programy telewizyjne, w których można dzięki chirurgii plastycznej upodobnić się fizycznie np. do ukochanego idola. W świecie coraz bardziej pozbawionym wartości, coraz częściej liczy się kult ciała". Życzmy więc sobie nie tylko na święta, byśmy w tym całym plastikowym szaleństwie zachowali zdrowy rozsądek.
Czytaj w Znam.to : Oceny, opisy, recenzje kosmetyków
>