Choć o nasze bezpieczeństwo dba wiele instytucji na całym świecie, czuwa nad nim Komisja Europejska, a niezależni naukowcy prowadzą badania, wątpliwości pozostają. Weźmy pod lupę cztery z najczęściej krytykowanych składników.
RABAN O PARABENY
Parabeny to konserwanty przedłużające trwałość kosmetyków. Dzięki nim w kremach nie rozwijają się grzyby i bakterie wywołujące poważne zakażenia skóry. Parabeny oskarża się jednak o to, że powodują alergie i nowotwory. Wiarygodności tym plotkom dodały badania brytyjskich naukowców, którzy wykryli parabeny w komórkach raka piersi. Tymczasem onkolodzy podkreślają, że to żaden dowód, bo tkanka rakowa to śmietnik, który gromadzi toksyny. Parabeny wielokrotnie gruntownie badano i nigdy nie udowodniono ich działania rakotwórczego ani nadmiernie alergizującego. Według UE są bezpieczne.
ŚLISKA SPRAWA Z SILIKONAMI
Te bezbarwne i bezwonne tworzywa sztuczne w postaci przezroczystego żelu dodawane są do licznych kosmetyków. Kremom nadają poślizg, włosy po użyciu kosmetyków z silikonami stają się gładkie i błyszczące. Tusze do rzęs, szminki i podkłady dzięki nim równo się rozprowadzają. Jednak silikony oskarżane są o zatykanie porów, wysuszanie skóry. Naukowcy twierdzą, że nie są szkodliwe i nie kumulują się w organizmie. I wręcz zabezpieczają skórę przed ucieczką wody, tworząc na niej warstewkę. UE uznała je za nieszkodliwe.
PARAFINA I JEJ WINA
Parafinę i wazelinę, czyli oleje mineralne pozyskiwane z ropy naftowej znają wszyscy. Półprzezroczyste, tłuste, bez zapachu. Podobne do olejów roślinnych, ale dużo tańsze i trwalsze, więc chętnie używa się ich do produkcji kosmetyków i maści. Na skórze tworzą mocną barierę, która zapobiega jej wysuszaniu, ale może powodować zatykanie porów i zaskórniki. Pod ich adresem padają zarzuty, że to "chemiczne śmieci" odkładające się w nerkach i wątrobie. Że przyczyniają się do powstawania trądziku, zaburzają proces pocenia czy detoksykacji skóry. Jednak parafina i wazelina są uznawane w UE za składniki bezpieczne (nie przenikają przez skórę, nie gromadzą się w organizmie), choć kosmetolodzy podkreślają, że z umiarem trzeba je stosować do skóry tłustej czy mieszanej.
PRZEŚWIETLAMY FILTRY
Chemiczne filtry nie pozostawiają białej, trudnej do rozsmarowania warstwy tak jak filtry mineralne (dwutlenek cynku czy tytanu). Kremom i odżywkom do włosów nie ujmują lekkości. Mimo to są krytykowane. Zarzuca im się, że są nieskuteczne, uczulają i rozkładają się na skórze, produkując rzesze wolnych rodników. Nie ma jednak badań potwierdzających te zarzuty. Zarówno UE, amerykańskie ministerstwo zdrowia, a także niezależni naukowcy, bazując na wynikach setek badań, uznają filtry chemiczne za skuteczne i bezpieczne.
LEPIEJ PRZEBADANE
Bez składników syntetycznych nie byłoby silnie złuszczających kosmetyków, skutecznych przy trądziku, witaminy A - królowej odmładzania, najlepszych filtrów słonecznych. Mają one wiele zalet: są lepiej przebadane i działają zawsze tak samo. Witamina C z laboratorium zawsze jest taka sama, a wyciąg z rumianku niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, gdzie rumianek rośnie i jak pozyskuje się z niego ekstrakt. Składniki naturalne mogą być nawet bardziej podrażniające i uczulające od syntetycznych. To dlatego alergikom polecane są testowane na tysiącach osób kosmetyki syntetyczne bez zapachów i barwników (nawet naturalnych).