Przysłowie mówi, że błądzenie jest rzeczą ludzką, czymś naturalnym. Czy to prawda? Za błędy przecież jesteśmy karani, przez nie otrzymujemy gorsze oceny, ponosimy straty. No właśnie..., czy rzeczywiście zawsze jesteśmy karani za nasze błędy? Ja bym powiedziała, że nasze błędy i porażki pozwalają nam się uczyć, pokazują nam drogę, która jest przed nami. Ale bardzo trudno jest nam nasze błędy dostrzegać i w pozytywny sposób korzystać z nich. Dlaczego tak jest? To szersza i bardziej złożona sprawa, która ma coś wspólnego z naszym poczuciem wartości. My - Polacy - mamy z jednej strony tendencję do zachowań wielkościowych, mamy mesjańskie poczucie wyjątkowości, ale na co dzień czujemy się gorsi, słabsi, mniej warci od innych. Dlatego, gdy ktoś nam ujawnia, że mamy w naszej historii nie tylko wzniosłe i heroiczne karty - nie jesteśmy w stanie tego przyjąć. Obrażamy się lub atakujemy posłańca, który nam te słabości pokazuje. To wynika z kompleksów.
Na planie osobistym też żyjemy dziś w dużym lęku przed popełnieniem błędu. Skąd bierze się w nas takie silne dążenie do perfekcji? Przyczyn jest wiele. Po pierwsze - dom. Mnóstwo zależy od wychowania. Jeśli
dziecko nie czuje się przyjęte, takie jakie jest, może zacząć nabierać przekonania, że powinno "starać się bardziej". Dziecko nadmiernie krytykowane, z którego
rodzice są wiecznie niezadowoleni, które nie widzi błysku zachwytu w rodzicielskich oczach, może uznać, że dopiero, kiedy zacznie się jeszcze bardziej starać, rodzice będą z niego zadowoleni. Jest w błędzie, bo rodzice stawiają mu po prostu zbyt wysokie, nierealne wymagania. I nawet największe starania ich nie zadowolą...
Nie zapominajmy o szkole! Tak, to w niej uczymy się, że błąd jest rzeczą niedopuszczalną.
Żyjemy w kulturze, która nie toleruje niedoskonałości... Musimy być wiecznie piękni i młodzi, zdrowi i sprawni. Media w aliansie z celebrytami kreują rzeczywistość dwuwymiarową, w której wszystkim wszystko "świetnie" się układa. A jeśli nawet ktoś popełnił błąd, to dawno i nieistotny. Czy przypominasz sobie, żeby ktoś w telewizji na zadane mu pytanie odpowiedział: "nie wiem"? A przecież my często czegoś nie wiemy, jesteśmy zagubieni, bezradni, skonsternowani. Kultura kreuje perfekcjonistyczne wzory, bo na tym można dobrze zarobić.
Ale błąd jest czymś niedobrym. Błędnie rozwiązane zadanie czy błędy w testach powodują, że nie zdajemy egzaminów. To nie są lęki w naszych głowach, to realne zdarzenia. Sama widzisz. Przywołujesz jako przykład szkołę i testy, które są elementem tego systemu edukacji, na który tak bardzo narzekam. Oczywiście, to ważne, by umieć rozwiązać zadanie, na przykład umieć coś policzyć - to się w życiu bardzo przydaje. Ale cała edukacja zaczyna się sprowadzać do tego, żeby przygotować ucznia do "niepopełniania błędów na testach". Błąd staje się podstawowym wrogiem ucznia. Moim marzeniem byłoby raczej uczenie
dzieci tego, jak mogą używać twórczo swojej wyobraźni do rozwiązywania problemów, czyli dawanie im np. takich zadań, które mogą mieć wiele różnych, równie dobrych rozwiązań. Brzmi jak herezja, prawda? Ale obawa przed zrobieniem błędu, poniesieniem porażki to coś, co bardzo hamuje rozwój.
Skutki niektórych błędów mogą być jednak tragiczne... Zaraz powiesz, że są dziedziny, w których popełnienie błędu może kosztować ludzkie życie - lekarz, kierowca, pilot, kontroler ruchu itp. Oni muszą działać bezbłędnie. Zgadzam się. Ale my mówimy o czymś, co dotyka niemal każdego. Mówimy o pułapkach perfekcjonizmu.
A jak wyjaśnić lęki bardziej egzystencjalne: czy wybrałam właściwego partnera, czy dobrze wychowuję dzieci... Boimy się, czy podejmujemy dobrą decyzję. Ten lęk jest chyba wpisany w naszą kondycję. Nie wiemy i nie mamy kogo zapytać - czy nasze decyzje są właściwe. W dodatku to, co dziś wydaje nam się dobre, za kilka lat może okazać się fatalne w skutkach. A to, co teraz zdaje się nie do zniesienia, może zaowocować czymś bardzo dobrym. To, co możemy zrobić, to przestać wymagać od siebie bezbłędności. Możemy ze sobą porozmawiać przed podjęciem decyzji. Zapytać się siebie: "No i co najgorszego może się stać, jeśli tak zrobię?", "Czy wolę żałować, że to zrobiłam, czy że tego nie zrobiłam?", "Może jak to zrobię i nawet okaże się, że zrobiłam głupstwo, to choć się czegoś nauczę?". Mówisz o wyborze partnera - tak, to poważna decyzja, w dodatku wybierając tego jednego, jedynego, rezygnujemy ze wszystkich pozostałych. I możemy się pomylić. Ale nie ma na to recepty, możemy jedynie próbować postąpić najlepiej, jak umiemy. I pytać ludzi bliskich, co myślą o naszych pomysłach. Ale gwarancji nie dostaniemy.
A może boimy się, że nie uda nam się błędów naprawić? Myślę, że "naprawiamy błędy", poddając refleksji to, co nas spotyka i to, co robimy, i starając się być lepszymi, przyzwoitszymi ludźmi. Naprawiamy błędy, próbując zagospodarować te nasze codzienne głupstwa. Które każdy robi.
Myślę, że to bardzo ważne, aby mieć poczucie, że uczymy się na błędach, a bardzo frustrujące jest powtarzanie wciąż tych samych błędów Jeśli stale powtarzamy ten sam błąd, jeśli się nie uczymy, to znaczy, że działa w nas nieświadomy "przymus powtarzania". Wystawiamy się na te same bolesne sytuacje, choć wiemy, jak się kończą... Przerwać ten łańcuch można za pomocą terapii, która to, co nieświadome wydobędzie "na powierzchnię", uczyni świadomym. A wtedy ten mechanizm przestanie nami rządzić. Kiedy więc w naszym życiu kolejny raz powtarza się to samo - wybieramy partnera, który nas zdradza, nie potrafimy dokończyć kolejnego projektu, nie zwalajmy winy na zły los, tylko wybierzmy się do terapeuty.
Dlaczego tak trudno przyznać się do błędu, przeprosić. Czy ciężko nam pogodzić się z naszą niedoskonałością, czy boimy się utraty autorytetu? Boimy się, że stracimy akceptację, a może nawet miłość bliskich. Dzieci, poddawane nieustającej krytyce lub chwalone za wszystko, wyrastają na dorosłych, którzy sami siebie stale oceniają. Takie narcystyczne osoby nie są w stanie przyznać się do błędu, ponieważ groziłoby to zdruzgotaniem ich wizerunku. Są zależne od zewnętrznego uznania i podziwu. Sprzyjający narcyzmowi styl wychowania staje się powszechny, promuje się gromadzenie dóbr, zdobywanie uznania i podziwu, a nie budowanie głębokich, wartościowych relacji z ludźmi. A tymczasem naprawdę "nikt nie jest doskonały". Kiedy w to uwierzymy, tak naprawdę i dogłębnie - poczujemy wielką ulgę.