Komputer można wyłączyć

A A A Drukuj
O mądrym korzystaniu z internetu z Justyną Dąbrowską, psycholożką rozmawia llona Szajkowska.

ZOBACZ TAKŻE
Jak często surfujesz po internecie?

Bardzo często. I widzę, że to rzeczywiście jest "surfowanie", czyli ślizganie się po powierzchni. I że czasami to bycie w sieci zagarnia mnie jak fala - miło się na niej kołysać, to dobra zabawa, ale nagle można się zorientować, że jest się daleko od brzegu. W niezłych tarapatach. Jeśli pytasz o szczegóły, to jestem w internecie codziennie. Sprawdziłam, przeglądam około pięćdziesięciu stron dziennie.

To więcej niż ja. Mam tylko kilkanaście ulubionych stron... Czy zgadzasz się z opinią, że internet to złodziej naszego czasu?

Tak, ale tylko w pewnym sensie. Bo to jest narzędzie. To prawda, potrafi być bardzo niebezpieczne i pochłonąć dużą część naszej uwagi, a co za tym idzie czasu - tak łatwo się w nim "pływa"..., ale z drugiej strony, jeśli szukam informacji potrzebnej mi do pracy, to dzięki sieci znajduję tę informacje znacznie szybciej, niż gdybym miała wyjść z domu, wsiąść w autobus, pojechać do biblioteki i tam szukać. Podam ci przykład. Ostatnio zainteresowałam się sprawą GMO. Budzi duże kontrowersje, chciałam się więcej dowiedzieć. Znalazłam w sieci dużą ilość badań na ten temat. Szukając ich "w mieście", straciłabym więcej czasu. Czas zabiera mi bycie dostępnym dla wielu ludzi. Jestem w sieci, znajomi "widzą" mnie, więc zagadują na Facebooku, gmailu, dzwonią na skype itp. Z jednej strony to bardzo miłe, a z drugiej zaciera się granica między tym, co prywatne, a tym, co publiczne. Nie zawsze mam ochotę na kontakty, nie dlatego, że kogoś nie lubię, ale dlatego, że mnie to rozprasza. Internet funkcjonuje w sposób, który wzmacnia nasze rozproszenie. Nie pomaga się koncentrować. I to zjada czas.

Często korzystam z opcji "niewidoczny". Polecam.

Tak, to jest jakiś pomysł. Ale wymaga wypracowania w sobie systemu wewnętrznej kontroli, prawda? W sieci jesteś strasznie "na widoku" pod wieloma względami. Musisz uczyć się strzec swojej prywatności, zakładać, że jesteś w jakimś sensie "zwierzyną łowną" na przykład dla marketingowców. Zdumiewa mnie, jak łatwo z zewnątrz śledzić nasze wędrówki po sieci.

Czy czujesz się czasem zagrożona? Bo ja tak. Kiedy muszę się rejestrować z adresem domowym, kiedy podaję numer karty kredytowej. Mniej na portalach społecznościowych. Ale ponoć nawet anonimowych użytkowników można zidentyfikować.

Nie, właściwie nie czuję się zagrożona, ale jestem bardzo ostrożna. Staram się nie podawać nigdzie moich danych. Gdy dokonuję transakcji, sprawdzam zawsze, czy strona jest "zakłódkowana". Przez te wszystkie lata nigdy mnie nic nieprzyjemnego nie spotkało w sieci, no może poza krytyką moich tekstów wyrażoną w niezbyt dyplomatyczny sposób. Ale cóż, taka jest cena bycia redaktorem i dziennikarzem.

Czego szukasz w sieci?

Po pierwsze, korzystam z internetu jako narzędzia komunikacji. Piszę maile, zarządzam pracą w redakcji, piszę też dłuższe listy do przyjaciół i znajomych, którzy są mi bliscy, a z którymi nie zawsze mam czas się spotkać. To daje mi poczucie bycia z nimi w kontakcie.

Po drugie, prowadzę prywatnego zamkniętego bloga, na którym piszemy z naszą rodziną, co kto porabia, zamieszczamy zdjęcia, refleksje, zapiski z podróży. Dzięki temu wiemy, co u kogo słychać, choć czasem jesteśmy na dwóch krańcach świata. Po trzecie, robię w internecie zakupy: ciężkie rzeczy dla domu (żarcie dla zwierząt, ziemniaki, chemię itp.) - bo nie mam siły dźwigać; książki - bo są o wiele tańsze; ubrania - omija mnie męczące chodzenie po wielkich sklepach (szkoda, że butów nie można kupić zdalnie!). Zawsze, gdy mamy kupić do domu coś większego i upatrzonego - mikser, leżak, kran - sprawdzam, czy ten produkt jest w sieci i jeśli sklep budzi zaufanie, kupuję tam. Mam dwa tygodnie na ewentualny zwrot, co w realnych sklepach nie zawsze jest możliwe. Po czwarte, szukam w sieci inspiracji dla swoich tekstów, czytam blogi matek, dyskusje na forach. Korzystam także z przepisów kulinarnych Olivera i Bittmana, i właśnie w sieci oglądam, jak gotują swoje ultraszybkie i łatwe potrawy!

Czy informacje, które znajdujesz, są rzeczywiście wartościowe? Wielokrotnie się rozczarowałam i po okresie zachwytu wróciłam do tradycyjnych źródeł. Mam wrażenie, że w internecie znajdujemy więcej plew niż ziaren i trudno jest nam oddzielić jedne od drugich.

Szukanie informacji w sieci wymaga od nas rozwinięcia całkiem nowych umiejętności. Musimy nauczyć się, jak "rozmawiać" z Google. Widzę, że nie ma co szukać w internecie "newsów". One są zazwyczaj na niskim poziomie, pisane na szybko, często niechlujnie, albo są to powielane depesze agencyjne. Kiedy Japonię zalało tsunami, chciałam się dowiedzieć, co się naprawdę dzieje - wiarygodne newsy były tylko na stronach japońskich, dla mnie niedostępnych. Na stronach po polsku była wszędzie ta sama skąpa, niepełna informacja PAP-u. Dziennikarze internetowi pracują pod presją czasu, co odbija się na rzetelności. Ale sieć znakomicie się sprawdza, gdy szukamy informacji poważniejszych - np. o badaniach naukowych. Korzystam także z informacji, które podają sobie ludzie. Robię teraz remont i mnóstwo się dowiaduję z rozmaitych forów. O nowych technologiach, doświadczeniach z nimi związanych. Żaden handlowiec mi tego nie powie, to jest bezcenne.

Nie zniechęcają cię agresja, wulgaryzmy, prymitywizm? Wiele wypowiedzi użytkowników wygląda jak wyładowanie frustracji, kompleksów. Tym bardziej, że anonimowość zapewnia ich autorom bezkarność.

Tak, to jest poważny problem. Ale ja po prostu nie zaglądam na fora na dużych portalach. To tam się wylewa jakieś szambo. Na forach dla młodych matek panuje spokój i życzliwość. Mam wrażenie, że tematy dotyczące polityki skupiają, przyciągają ludzi sfrustrowanych i ci rzeczywiście wyładowują agresję. Ja tam nie bywam. Natomiast mam kłopot z forami na temat ciąży i porodu. Zakazuję je czytać naszym czytelniczkom. Nie wiem dlaczego, ale tam kobiety strasznie się nawzajem straszą. Chyba odreagowują swoje przykre przeżycia. Anonimowość, niestety, zdejmuje odpowiedzialność. Dlatego ciekawsze rozmowy odbywają się na Facebooku, gdzie każdy z nas występuje pod swoim nazwiskiem. I zobacz, tam panuje o wiele wyższa kultura. Tam sobie ludzie dają w prezencie fajną piosenkę, zdjęcie z wakacji. Tam skrzykują się, by bronić Puszczy Białowieskiej albo znaleźć dom dla porzuconego psa. Tam się pokazuje lepsza strona naszej natury.

Wydaje mi się, że łatwość kontaktu w sieci zabija nasze kontakty osobiste, że przez to stajemy się analfabetami w relacjach międzyludzkich. Znałam braci, którzy mieszkając w sąsiednich pokojach, woleli się porozumiewać na czatach.

Tak, jest coś w tym, co mówisz. To dotyczy głównie młodszego pokolenia. My już mamy nasze relacje, mamy przyjaciół, bliskich. Po prostu zmieniamy narzędzie komunikacji. Młodzi mogą uciekać w sieć przed trudnościami i wyzwaniami, jakie zawiera w sobie budowanie przyjaźni. No, jednak nad przyjaźnią, nad miłością trzeba się trochę natrudzić. W sieci ta "wymiana" może być o wiele bardziej powierzchowna, więc wydaje się, że mniej kosztuje. Ale w efekcie takie relacje nie przynoszą satysfakcji. Trudno przecież o prawdziwie głęboką przyjaźń, która realizuje się wyłącznie poprzez sieć. Głębokie relacje opierają się jednak na robieniu czegoś wspólnie. W ten sposób buduje się bliskość - poprzez intymność, zaangażowanie. Trudno to rozwijać w kontakcie wirtualnym.

Czy internet może być sposobem na samotność? Oknem na świat, np. dla osób niepełnosprawnych?

Tak, zdecydowanie tak. Zobacz, jak wiele młodych matek korzysta z dobrodziejstw rozmaitych forów. Właśnie dzięki temu wychodzą ze swojej samotności, z "siedzenia" z dzieckiem w czterech ścianach. W internecie ludzie tworzą rozmaite grupy wsparcia i to jest fantastyczne. Pewnie, że w idealnym świecie ci ludzie mogliby się spotykać osobiście. Ale w realnym, niestety, nie mogą. Więc lepiej, by się spotykali poprzez ekran komputera, prawda?

Ja najbardziej się boję, że internet pozbawia nas cierpliwości i tolerancji. Naciskamy klawisz i jest informacja, wpisujemy adres i oglądamy film. Dostajemy to, na co mamy ochotę i to bardzo szybko. A potem tego samego oczekujemy od ludzi. Jeśli nie są szybcy, posłuszni, bezbłędni, opuszczamy ich jak stronę, która nie spełnia oczekiwań...

Te nowe narzędzia - telefony komórkowe, przenośne komputery - sprawiają, że życie toczy się jeszcze szybciej, trudno znaleźć czas na pomyślenie, nicnierobienie, refleksję, beztroskę. Zgadzam się. Ale każde z tych urządzeń ma wyłącznik. Musimy o tym pamiętać. I o tym, że żadne urządzenie, nawet najdoskonalsze, nie da nam tego, co daje osobista, przyjacielska relacja z drugim człowiekiem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)





Polub nas na Facebooku