Tak Wszelkie święta zwiększają integrację społeczną prof. dr hab. Włodzimierz Wincławski, socjolog,
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu:
Jestem zdecydowanie "za", bo powszechnie obchodzone święta sprzyjają integrowaniu się społeczeństwa. Bardzo lubię na przykład walentynki, bo to dodatkowa okazja, żeby być miłym dla żony, a w dzień świętego Patryka zwykle piję piwo z sąsiadem o tym imieniu. No, Halloween raczej nie obchodzę, bo to zabawa
dla dzieci A tak na poważnie - jako socjolog - uważam, że trzeba zaakceptować nieuniknione. Obyczajowość jest zjawiskiem dynamicznym, zmiennym. Niedawno przeglądałem
słownik folkloru polskiego i znalazłem tam wiele naszych, słowiańskich świąt, których nazwy nie mówią już nic chyba nikomu poza historykami kultury i etnografami.
Można ,oczywiście, żałować, że gubimy coś, co ma podłoże w naszej własnej kulturze, ale nie ma co przeciwstawiać się naturalnie zachodzącym zjawiskom. Moim zdaniem właśnie teraz zmienia się typ osobowości Polaków. My długo mieliśmy wpisane w podświadomość dawne wzorce - pracy, walki, mniej lub bardziej czynnego oporu. Nasze obyczaje świętowania wywodziły się z chrześcijaństwa i nie oszukujmy się - gloryfikowały cierpiętnictwo. Teraz wchodzimy w okres zmian, który inne kultury przeszły dawno temu. Sytuacja się zmienia i formuje się osobowość ludyczna. Bardziej swobodne obyczaje pozwalają na zabawę. Weźmy choćby dzień św. Patryka - jego znaczenie zmieniło się także w Irlandii. W XIII wieku pod wpływem kultu tego świętego kształtował się naród - dobre parę wieków wcześniej niż to zjawisko miało miejsce w pozostałej części Europy. Teraz również w Irlandii jest to wyłącznie święto służące zabawie. I nikt tam nie drze szat z tego powodu. Pamiętajmy też, że znacznie zwiększyło się tempo życia. Ludzie, zwłaszcza w dużych miastach, żyją szybciej, pracują więcej niż dawniej. Nic więc dziwnego, że chcą się więcej i huczniej bawić.
Przepływ informacji sprawia, że świat zrobił się mniejszy - wszelkie nowinki i zjawiska łatwiej się więc adaptują. Nie możemy też zapominać, że niektóre zwyczaje po prostu lepiej się sprzedają. Nie mam pomysłu, jak można by zarobić na przykład na Marzannie, a na walentynki mamy gotowy wzorzec - te wszystkie kartki, serduszka, prezenciki, sms-y. Jest to miłe i zabawne, a na dodatek daje się przeliczyć na konkretne sumy. Nic więc dziwnego, że właściwie wszystkim zależy na promowaniu tych świąt. One po prostu dobrze się wpisują w nowe czasy.
Nie Takie święta nic nie dają, a nawet szkodzą Monika Jakubowska, mgr etnologii i antropologii kulturowej
Każdy kraj ma swoją własną tradycję i własne święta. W Polsce ważne było wszystko to, co wiązało się z kultem ziemi i powtarzaniem cyklu przyrody. Stąd dożynki, święto ognia i wody, zapusty. Uroczyście obchodzono także różne etapy w życiu człowieka. Były więc i postrzyżyny, i huczne weseliska z oczepinami, i poważne obrzędy pogrzebowe. Ludowe święto zmarłych, czyli Zaduszki, to pradawny zwyczaj żegnania się ze zmarłymi, podkreślania, że pamiętamy. Starsi dumali nad rozstaniem, a młodzi mieli okazję poznać rodzinę, swoje korzenie. Teraz panuje
moda na przejmowanie świąt z innych kultur. Uczymy się języków, zwłaszcza angielskiego, a wraz z nimi poznajemy inne tradycje. Dla nas obce, a więc fascynujące. W dodatku pozbawione nostalgii, smutku i powagi, a pełne radości i zabawy. Jak Halloween.
Do nas Halloween trafiło bez głębi, bez bazy, jaką jest tradycja. Zostało sprowadzone do rangi dziecięcych wygłupów. I nic dziwnego, że
dzieci wolą ganiać za słodyczami, niż pogrążać się w zadumie nad grobami nieznanych im cioć i dziadków. Ale czego dzieci się uczą? Jedynie tego, że wystarczy pogrozić albo zapukać do drzwi, by dostać nagrodę. Po co więc przenosić takie święta na nasz grunt? Są tacy, którzy mówią, że jedno drugiemu nie przeszkadza. W ostatni wieczór października można się przebierać za wampiry i zombie, a następnego dnia iść na cmentarz. To prawda, tylko po co nam święto, które nic nie daje? A nawet szkodzi, bo uczy złych wartości. Skoro nie potrafimy szanować i przekazywać rodzimych tradycji, po co jeszcze ściągamy kolejne? Podobnie rzecz się ma z walentynkami. Przecież w kulturze słowiańskiej jest święto miłości. To noc świętojańska, sobótka, kupalnocka. To były zabawy przy ognisku, tańce i więcej swobody niż na co dzień. A walentynki? Owszem, kuszące, bo obrosłe gadżetami. Cukrowane serduszka, różowe poduszki etc. Komercja, płytka i powierzchowna. Sposób na pokazanie miłości poprzez prezenty. Przecież nie chodzi o to, żebyśmy raz w roku podarowali sobie kartę w kształcie serduszka. Czy to scementuje więzi, pogłębi relacje?
Po co wprowadzać obce święta, skoro mamy własne? Kto dziś pamięta pełne śmiechu chodzenie z gaikiem lub babski comber obfitujący w różne atrakcje? Może lepiej kultywować nasze tradycje, także wesołe i stwarzające okazje do zabawy, a jednocześnie pełne głębi i pozbawione komercji. Bo święto z samej swojej definicji powinno być czasem szczególnym, wyjątkowym. To okazja do spotkań rodzinnych, lekcja relacji społecznych i zasad. To nie jest zwyczajna impreza, lecz coś niepowtarzalnego i pełnego magii. A Halloween to tylko zabawa.