Dawanie i branie - dwie strony medalu

z Justyną Dąbrowską psycholożką rozmawia llona Szajkowska
A A A Drukuj
Fot. DIOMEDIA / ImageSource
O tym, czym w naszym życiu może być dawanie i otrzymywanie prezentów
ZOBACZ TAKŻE


Justynko, czy lubisz dostawać prezenty?

Lubię. Choć im jestem starsza, tym bardziej cieszę się z prezentów niematerialnych. Największą frajdę sprawiają mi bilety do teatru, na spektakl, na koncert lub kupon do SPA. Warunkiem jest, bym mogła tam pójść z kimś bliskim. Chodzi więc bardziej o doświadczanie, a mniej o posiadanie. Lubię też dostawać prezenty robione własnoręcznie. W naszej sypialni na honorowym miejscu wisi zdjęcie zrobione przez przyjaciół - wiem, że spędzili pół dnia, żeby upolować dobre ujęcie. W szkatułce na stoliku mam kolczyki zrobione przez moją córkę, a w samochodzie słucham muzyki nagranej na płytę przez syna. Na śniadanie jem dżem mirabelkowy od przyjaciółki i ciągle się wzruszam, bo wiem, jak trudno go zrobić.

Czyli prezenty nie tylko dzieciom sprawiają radość?

Dobry prezent, taki, który odpowiada na potrzeby obdarowanego, każdego - jak sądzę - ucieszy, bo jest wyrazem tego, że widzimy drugiego człowieka, że go znamy i staramy się wyjść mu naprzeciw. Że wsłuchujemy się w niego, w to, o czym marzy, czy co zwyczajnie, po ludzku, lubi. A bycie ważnym dla kogoś, bycie widzianym każdemu sprawia przyjemność. Ostatnio dostałam od męża książeczkę Anne Fadiman "Wyznania czytelnika". Drobiazg, ale sprawił mi radość, bo ja, podobnie jak Anne, bardzo lubię czytać, a książka cała jest o przyjemnościach płynących z czytania. Wiem, że mąż czasem się irytuje, że się tak zatapiam w książkach, więc tym bardziej doceniłam ten prezent!

A czy lubisz też prezenty dawać?

Bardzo! Myślę, że dający sam mnóstwo "dostaje". Lubię też wymyślać, co mogłabym dać najbliższym. Mam ucho wyczulone na specyficzne sygnały płynące od prezentobiorców. Kiedy ktoś mówi, o czym marzy, notuję to sobie ukradkiem w podręcznym notesie, by móc to wykorzystać przy najbliższej okazji. Staram się, żeby te prezenty były dostosowane do osoby, dla której są przeznaczone, niekoniecznie muszą się podobać mnie samej.

Dlaczego dla niektórych kupowanie prezentu to taki ogromny kłopot?

Kłopot pojawia się wtedy, gdy czujemy, że dawanie prezentu jest przymusem. Dlatego nie przepadam za tradycją dawania prezentów w Boże Narodzenie. Nie lubię tej presji, tej atmosfery ani tego kontekstu - irytują mnie wszechobecne reklamy, czuję się jak zwierzyna łowna, na którą polują handlowcy i marketingowcy. Buntuję się przeciwko skomercjalizowaniu tych świąt. Zobacz, ledwie zgasną świeczki na grobach w listopadzie, już pojawiają się wszędzie bombki, lampki i choinki. Mnie to irytuje. Innym powodem trudności w dawaniu prezentów mogą być nasze emocje wobec obdarowywanych - święta to czas bardzo nasycony emocjami, i nie tylko dobrymi. Wszyscy mamy swoje urazy związane z Wigilią.

A ja z radością planuję i kupuję gwiazdkowe prezenty. Może dlatego, że zaczynam to już od połowy roku. Kiedy widzę coś ładnego czy oryginalnego, kupuję to z myślą o świętach. Sporo rzeczy zbiera mi się podczas wyjazdów na wakacje. Inna sprawa, że nie zawsze udaje mi się nie podarować ich wcześniej

Ano właśnie! Ja mam podobnie. Trudno jest odwlekać ten moment, w którym widzimy uśmiech na twarzy obdarowanego, prawda? Lubię przywozić moim bliskim drobiazgi z podróży, to taki znak, że myślę o nich nawet wtedy, gdy jesteśmy od siebie oddaleni.

Prezenty dajemy nie tylko na gwiazdkę. Imieninowe, urodzinowe czy rocznicowe. I też bywa, że sprawiają kłopot.

Kłopot jest wtedy, gdy tracimy w tym swobodę, gdy danie prezentu wymusza na nas jakaś tradycja, norma, społeczne oczekiwanie. Gdy tracimy kontakt z wewnętrzną potrzebą obdarowania tej drugiej osoby. Trudno też dawać prezenty komuś, kogo nie znamy. Bywa i tak, że nadchodzą imieniny, wiemy, że wypada dać prezent, a my akurat jesteśmy w jakimś konflikcie z solenizantem. Czujemy złość, irytację i jesteśmy jak najdalsi od tego, by mu coś dawać. A jednocześnie konwencja zobowiązuje nas do szczodrości. Przeżywamy więc konflikt wewnętrzny - czujemy, że powinniśmy dać prezent, ale wcale tego nie chcemy. I to nas zjada.

Co daje nam obdarowywanie innych?

Intencji jest bardzo dużo i nie wszystkie są wyłącznie pozytywne. W ogóle mam poważne wątpliwości, czy w życiu społecznym występuje coś takiego jak czysty altruizm (śmiech). Dajemy, bo chcemy być lubiani, akceptowani. Bo lubimy czuć się potrzebni. Bo chcemy dobrze wypaść we własnych oczach. Bo chcemy, by ktoś był nam wdzięczny. Bo chcielibyśmy sami dostać prezent - i mamy nadzieję na rewanż. Bo lubimy wpływać na samopoczucie innych. Bo pacyfikujemy w ten sposób czyjąś złość, "obłaskawiamy go". Dajemy na przeprosiny albo z poczucia winy (częste u rozwiedzionych ojców!). A czasami dajemy tylko dlatego, by zobaczyć błysk zachwytu w oczach ukochanego człowieka. I to jest bezcenne!

Brzmi to pesymistycznie. Tylko dla tego ostatniego powodu warto obdarowywać!

Brzmi pesymistycznie? Powiedziałabym raczej, że - realistycznie! No tak, ale nie lubimy widzieć w swoim altruizmie drugiego dna, prawda?

O niektórych osobach mówi się, że mają dar wybierania idealnych, trafionych podarunków.

To są ci uważni i mało skupieni na sobie ludzie, którzy potrafią słuchać i wczuwać się w upodobania drugiego człowieka, porzucić własne gusty i postawić się na miejscu obdarowanego. Lubią samo dawanie, nie oczekując niczego w zamian. Nie mają zapewne kłopotu z poczuciem własnej wartości, są otwarci na to, co dzieje się dookoła nich. Nie tylko słuchają, ale słyszą drugiego człowieka. Nie tylko patrzą na niego, ale go widzą. Razem z jego pragnieniami i marzeniami.

Niektórzy wolą kupować prezenty "na zamówienie", bo jest to łatwiejsze, ale czy otrzymanie prezentu zamówionego nie odbiera nam miłego dreszczyku, który niesie niespodzianka?

No właśnie, ale ilu z nas naprawdę się cieszy z owych niespodzianek? One są często bardzo spodziewane! Sądzę, że zamówiony prezent jest lepszy niż otrzymanie piętnastego krawata lub szalika. Znam mężczyznę, który przez lata dostawał od swojej mamy pod choinkę kalesony. To był jej wyraz troski o niego, zimą jest zimno, a ona nie chciała, by syn marzł. Sama rozumiesz, że niespecjalnie się cieszył z tych kalesonów

Niemałą sztuką jest też przyjmowanie prezentów...

Może to zabrzmi dla ciebie dziwnie, ale jestem przekonana, że u podstaw umiejętności "brania" leżą nasze wczesnodziecięce doświadczenia. To bardzo ważne, czy byliśmy dziećmi, które dostawały wystarczająco dużo uwagi, czułości, troski. Czy nasi opiekunowie wychodzili naprzeciw naszym potrzebom. Jeśli tak, to "dostawanie" kojarzy nam się z czymś bardzo przyjemnym, kojącym, sycącym. Jeśli jednak mieliśmy jakieś deficyty miłości - możemy czuć, że "nie zasługujemy" na dostawanie czegoś dobrego. Możemy obawiać się, że podlegamy jakiejś manipulacji albo że dostajemy coś przez przypadek. Jeśli nasze poczucie wartości jest niskie, możemy też mieć kłopot z braniem, bo wydaje nam się, że nie zasługujemy, że nigdy nie będziemy w stanie się "odwdzięczyć". Tym, którzy mają tego rodzaju problemy, radziłabym spojrzeć na to z innej strony. Biorący także daje. Daje komuś możliwość przeżycia tej radości, o której mówiłyśmy wcześniej. Branie i dawanie to dwie strony tego samego medalu. I będąc po obu stronach, można przeżywać wdzięczność.

Co chciałabyś dostać w tym roku pod choinkę?

Marzę o wieczorze spędzonym wspólnie z moimi najbliższymi. O tym, żebyśmy ra- zem coś najpierw ugotowali (na szczęście nie mamy wygórowanych wymagań), a potem sobie w spokoju jedli, pili wino i żartowali. Żeby wszyscy byli zdrowi i w dobrych nastrojach, żeby się ze sobą dobrze czuli. Mam dużą potrzebę pielęgnowania więzi, a jednocześnie bardzo małą rodzinę i dorosłe dzieci. Więc taki wspólny, niespieszny i smakowity wieczór będzie dla mnie najwspanialszym prezentem.

Prezenty zrobione własnoręcznie mają szczególną wartość.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)





Polub nas na Facebooku