Ważne jest nie tylko to, co jemy, ale także - w jaki sposób. Dziecko powinno wiedzieć, że jada się w określonych porach, przy stole, wspólnie z rodziną, w miłej i spokojnej atmosferze. To ważne dla kształtowania nawyków żywieniowych i więzi rodzinnych. Badania wskazują np., że takie dzieci rzadziej w przyszłości cierpią na zaburzenia łaknienia (anoreksja, bulimia, objadanie się). Najlepiej więc zaprosić dziecko do wspólnego stołu i pozwolić mu jeść to, co pozostali domownicy. Pod warunkiem jednak, że przygotowując posiłki, będziemy pamiętać o kilku zasadach.
WYBIERAMY NATURALNY SMAK W wielu domach używa się produktów, które mają wzmacniać smak potraw, ułatwiać przygotowywanie zup czy sosów. Zawierają mnóstwo soli, sztuczne aromaty, barwniki, a nawet szkodliwe tłuszcze trans i chemiczne konserwanty. Produkty te nie są odpowiednie dla dzieci. A i dorosłym na zdrowie wyjdzie, jeśli z nich zrezygnują. Po paru tygodniach gotowania bez takich dodatków okaże się, że jedzenie ma swój pyszny, naturalny smak.
OGRANICZAMY SÓL Statystycznie zjadamy 2,5 łyżeczki soli dziennie (górna granica normy to łyżeczka - 6 g, a do prawidłowego funkcjonowania organizmu potrzebujemy 1 g). To grozi nadciśnieniem i chorobami układu krążenia. Warto zmienić te przyzwyczajenia. Kanapka z twarożkiem i pomidorem czy jajecznica ze szczypiorkiem mają dość własnego smaku - nie warto go tłumić solą. Potrawy, które aż proszą się o mocniejsze doprawienie, przyrządzajmy z użyciem suszonych lub świeżych ziół, papryki, pieprzu, czosnku.
ODCHODZIMY OD WĘDLIN Wydawałoby się, że kanapka z szynką to idealna propozycja dla małego dziecka. Prawda jest inna. Wędliny zawierają bardzo dużo soli, azotany i azotyny, szkodliwe składniki dymu wędzarnianego... Lepiej na chleb położyć upieczone w domu (w przyprawach i ziołach) mięso: schab, pierś indyka, szynkę.
Oczywiście nic się nie stanie, jeśli dziecko czasem skosztuje wędliny z dobrego źródła. Ale na pewno nie proponujmy mu kupnych pasztetów, wędlin typu mortadela czy parówek przeznaczonych dla dorosłych. Są z mięsa złej jakości i bardzo tłuste.
STAWIAMY NA MLEKO Dietetycy alarmują, że w diecie maluchów jest zbyt mało wapnia. To groźny trend, grożący osteoporozą, i to także wśród bardzo młodych ludzi. Często dzieje się tak, że dziecko po wyjściu z okresu niemowlęcego, gdy mleko było podstawą jego diety, przestawia się na inny sposób jedzenia. Rodzice muszą dopilnować, by w diecie malca znalazły się przynajmniej 3 szklanki mleka dziennie. Można je zastępować jogurtami, kefirami, serami, deserami mlecznymi. Jeśli to możliwe, dziecko powinno nadal pić mleko modyfikowane, może również dostawać mleko krowie UHT lub pasteryzowane o zawartości tłuszczu 2 proc.
SERY SERWUJEMY Z UMIAREM Pod koniec pierwszego roku życia dziecko zaczyna jadać twarożek. Żółty ser i sery topione wprowadzamy w drugim roku życia, ale bez pośpiechu. Żółty ser jest wprawdzie bogatym źródłem wapnia, ale zawiera sporo soli, tłuszczu i chemicznych dodatków. Jeśli dziecko chętnie pije mleko słodkie i kwaszone, z wprowadzaniem żółtego sera możemy poczekać.
Małym dzieciom (przynajmniej do 3. roku życia) nie podajemy serów pleśniowych z niepasteryzowanego mleka z powodu ryzyka zakażenia listerią, bakterią dla większości dorosłych niegroźną, ale niebezpieczną dla dzieci i kobiet w ciąży.
WYBIERAMY PEŁNE ZIARNA Utarło się, że dziecku smakować mogą jedynie delikatne białe bułki, biały
ryż, biały
makaron. Tymczasem to tylko kwestia przyzwyczajenia. Jeśli maluch będzie dostawał pyszne, kolorowe
kanapki na razowym chlebie,
spaghetti z pełnego ziarna, brązowy ryż z jabłkiem i cynamonem - polubi tę wersję zbóż. To ważne, bo oczyszczone produkty zbożowe tracą moc witamin, magnezu, błonnika, są też bardziej tuczące.
UNIKAMY CUKRU Popularny jest pogląd, że słodycze powinni ograniczać dorośli, a dzieciom - szczupłym, ruchliwym i zdrowym - nie zaszkodzą. Tak można było myśleć kiedyś, gdy czekolada, cukierki czy pączki były rarytasem, spożywanym od święta. I gdy dzieci spędzały czas na podwórku, a nie przed telewizorem... Dziś słodycze są tanie i ogólnodostępne (również słodzone napoje, soki, jogurty i desery). A nadmiar cukru to ryzyko otyłości, cukrzycy typu 2, chorób serca i naczyń, problemów ze stawami i kręgosłupem, próchnicy.
Na co dzień potrzebę łasowania z powodzeniem zaspokoją
owoce świeże i suszone, orzechy, migdały. Podsuwajmy dzieciom wafle zbożowe, małe marchewki, pomidorki koktajlowe... Jedzenie słodyczy warto ograniczyć np. do jednego dnia w tygodniu i wybierać to, co zdrowsze (czekolada, domowe ciasta).
WYBIERAMY DOBRE TŁUSZCZE Z diety eliminujemy tłuszcze zwierzęce. Owszem, niewielka ich ilość jest potrzebna do dobrego rozwoju organizmu, ale tę zapewni zwykła dieta, oparta na chudym mięsie i mleku o obniżonej zawartości tłuszczu. Wyrzekamy się także twardych margaryn oraz sporządzanych przy ich użyciu ciast i innych wyrobów gotowych (zawierają szkodliwe tłuszcze trans).
Stawiamy natomiast na tłuszcze roślinne (oliwa z oliwek i olej rzepakowy), dodając je do dań ciepłych i zimnych (np. sałatek). Kanapki cieniutko smarujemy masłem lub miękką margaryną wzbogacaną witaminami A i D. Warto zadbać, by na talerzach pojawiały się tłuste ryby - są bogatym źródłem cennych dla zdrowia (m.in. układu nerwowego i oczu) kwasów omega-3.
SMAŻYMY RZADKO Smażone produkty (a szczególnie panierowane) nasiąkają tłuszczem niekorzystnie zmienionym przez wpływ wysokiej temperatury. Warto używać parowaru. Szybko i wygodnie można w nim przygotować zdrowy i smaczny posiłek. Godne polecenia jest też pieczenie w folii albo duszenie (szczególnie, jeśli do mięsa czy ryby dodamy sporo warzyw).
Gdy dziecko nie chce już jeść, nie zmuszajmy go. Ono dobrze wie, kiedy nasyciło głód.
5 RAZY DZIENNIE Zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych bardzo ważna jest zasada jedzenia pięciu niezbyt wielkich, ale urozmaiconych posiłków w ciągu dnia. W ten sposób zapewniamy stałe dostawy potrzebnych organizmowi składników odżywczych, unikamy głodu, który zaburza metabolizm i obniża odporność, nie przejadamy się, a więc nie grozi nam nadwaga.