Samodzielne czy samotne?

red.
A A A Drukuj
Jak kobieta jest sama, to Jak kobieta jest sama, to "nikt jej nie chciał", a jak facet - to "wolny ptak". czas odwrócić ten porządek.
O tym, czy bycie singlem jest wolnym wyborem, czy zrządzeniem (okrutnego) losu z Justyną Dąbrowską, psycholożką rozmawia llona Szajkowska.
ZOBACZ TAKŻE
Ostatnio na poradnikowym forum (poradnikdomowy.pl/forum) rozgorzała dyskusja o singielkach. Niektóre opinie były bardzo skrajne - że to kobiety, którym się w głowach przewróciło lub takie, które mają zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do mężczyzn, aż po stwierdzenie, że to brzydule, których po prostu nikt nie chce. Wydaje mi się to niesprawiedliwe. Czy bycie singielką lub singlem to rzeczywiście zły los, a nie własny wolny wybór człowieka?

Podejrzewam, że można zostać singielką z bardzo wielu powodów. To może być wybór, ale pojawia mi się w głowie pytanie, na ile on rzeczywiście jest świadomy. Czy towarzyszy mu taka szczera i głęboka analiza własnych motywów. Mówiąc szczerze, im dłużej żyję, tym częściej widzę, że to, co robimy, wynika na ogół z nieświadomych motywów. Głębokich uwarunkowań, które wiążą się z naszą historią, historią naszej rodziny, nawet kilka pokoleń wstecz. Więc - odpowiadając na twoje pytanie - powodów, dla których kobieta zostaje w życiu sama, może być bardzo wiele.

Złe doświadczenia z domu rodzinnego? Niechęć do powielania roli, jaką miała jej matka w rodzinie? Lęk przed porzuceniem po przeżytym rozpadzie rodziny?

Tak, między innym to, o czym mówisz. Ale to są te przyczyny najbardziej widoczne, namacalne. Wiele powodów jest ukrytych głębiej. Nazwałabym je ogólnie lękiem przed bliskością. A właściwie przerażającym lękiem przed opuszczeniem, porzuceniem. Widzisz, kiedy rodzi się dziecko, jego podstawową, pierwotną potrzebą jest nawiązanie więzi z opiekunem. Ten ludzki ssak, pozostawiony w samotności jest absolutnie bezbronny, dlatego aby przetrwać, MUSI się do kogoś przywiązać, a właściwie kogoś przywiązać do siebie. Nie może być sam, boby zginął. I to pierwotne przywiązanie jest czymś w rodzaju fundamentu, na którym budują się zręby osobowości dziecka. Żeby ono mogło się w ogóle rozwijać, musi mieć w sobie rodzaj takiego podstawowego zaufania. Takie poczucie, że ogólnie biorąc "świat jest OK". I takie ufne dziecko, czujące się bezpiecznie, bada świat i rozwija się w swoim tempie. Jeśli jednak w tym pierwszym okresie nie zostanie mu dana taka sytuacja dobrej więzi z jakimś dorosłym (a najlepiej z kilkoma), to dziecko "uznaje" (nieświadomie), że musi sobie jakoś poradzić samo. Że poleganie na innych, bycie blisko, jest czymś mocno ryzykownym. Tworzy się postawa "ostrożności nigdy za wiele", "świetnie sobie sam poradzę". Tymczasem to jest iluzja. My jesteśmy zwierzętami stadnymi. Rozwijamy się w relacjach. Nasze życie obraca się wokół trzech filarów: miłości, pracy i odpoczynku.

Single kochają, tylko nie nawiązują stałych, formalnych związków... No właśnie, długo zastanawiałam się nad zdefiniowaniem singla. Czy to ktoś bez stałego partnera/partnerki? Czy pozostający w związku, ale mieszkający osobno?

W socjologii przyjmuje się, że "singlem" jest osoba między 25. a 40. rokiem życia żyjąca samotnie, niezależna finansowo, bez stałego partnera. Z badań, do których dotarłam, wynika, że jest w Polsce 5 milionów takich osób! Dodałabym jeszcze, że ci ludzie nie mają dzieci, zazwyczaj są dobrze wykształceni i częściej mieszkają w dużych miastach. Pytani o życiowe priorytety, na pierwszym miejscu wymieniają pracę i samorealizację. Twierdzą, że "jeszcze nie spotkali swojej drugiej połowy".

To ja się z tym nie do końca zgodzę. Bo singlem jest też moja koleżanka, matka dwojga dzieci, która po rozwodzie postanowiła nie wiązać się z nikim. I takich singielek znam więcej. Może singlem jest osoba, która pozostaje sama - to nie to samo co samotna - z własnego wyboru. A ci, którzy są sami wbrew swojemu pragnieniu? Stara panna, stary kawaler? Wydaje mi się, że niektórzy myślą, iż "singielka" to politycznie poprawne określenie "starej panny".

To ważne, jak sobie to słowo zdefiniujemy. Póki co, w sferze publicznej jest ono niedookreślone. Na użytek tej rozmowy umówmy się, że mówimy o ludziach, którzy nie chcą się z nikim wiązać. Albo raczej - tak się deklarują. Tylko, że - jak już wspomniałam wcześniej - różnie bywa z tym "świadomym wyborem". Dzisiejsi młodzi dorośli nierzadko nie chcą się wiązać, bo uważają, że jest to krępujące (swoją drogą, ciekawe, że po polsku "więzy" mają zarówno pozytywną, jak i negatywną wymowę, zauważyłaś to?). Chcą mieć swobodę, nie chcą być od nikogo zależni, chcą sami sobie planować życie. Tyle że po pewnym czasie zwykle okazuje się - przynajmniej tak mówią badania - że ci, którzy chcieli być sami za młodu, wkraczając w czwartą dekadę życia, coraz mniej chcą być sami. A gdy już stuknie czterdziestka, orientują się, że czegoś im bardzo w życiu brakuje. Oczywiście mówimy tu o pewnej średniej. Świetnie sobie wyobrażam, że pasja również może być miłością człowieka. Znam wielu ludzi bardzo twórczych, pełnych namiętności - nie wiążących się z nikim z uwagi na swoje artystyczne (lub inne) powołanie. Może to brzmi obrazoburczo, ale zakonnice też są singielkami. Samotnej matki z dwójką dzieci nie nazwałabym "singielką", bo nie jest już pojedyncza. Ma rodzinę.

No, ale nie jest "do pary" i jest sama z własnego wyboru... Poruszyłaś - moim zdaniem - ważny punkt. Bo wydaje mi się, że singlem można być, a nawet często się jest, okresowo. Najczęściej w młodości i wieku bardzo dojrzałym. Dla mnie niezwykle ważnym kryterium jest samodzielny wybór statusu. To właśnie jest też punkt zapalny dyskusji na forum. Wiele osób nie wierzy w to, że można wybrać bycie "pojedynczym". Pojawiają się zarzuty: nikt cię nie chciał.

No właśnie, czyli cały czas rozmawiamy o tym, czy to rzeczywiście jest "wolny wybór". Wiesz, ja mam wykształcenie i doświadczenie psychologiczne i ono mi podpowiada rzeczy bardzo politycznie niepoprawne. Owszem, można wybrać życie w pojedynkę, ale jak z każdym wyborem i tu konsekwencje poznajemy dopiero po czasie. To, co wydaje nam się priorytetowe, po upływie pewnego czasu pokazuje swoją inną stronę. A gdy mamy czterdzieści lat, i orientujemy się, czym też nasz wybór skutkuje - o zmianę bywa trudniej. Powtarzam, według mnie głównym motywem "wybierania" życia w pojedynkę jest lęk przed związaniem się, zależnością, utratą (iluzorycznej) kontroli nad własnym życiem. Lęk przed odrzuceniem, zranieniem. Przed tym, że jeśli się zaangażujemy, a potem obiekt miłości nas porzuci, to będziemy cierpieć. Spójrz dookoła, związki wystawiają sobie nie najlepsze świadectwo. Ludzie się rozwodzą na potęgę, robiąc sobie przy okazji sporo krzywdy. Właściwie nie dziwię się młodym ludziom, że im nie jest spieszno do tej formy "organizacji życia". A jednocześnie jestem przekonana, że realizujemy nasz potencjał w relacjach z innymi ludźmi. Żyjemy dłużej, jeśli jesteśmy w związku - mniej wtedy chorujemy, rzadziej trafia nas depresja.

Myślę, że i decyzja na związek bywa, niestety, również skutkiem lęku. Przed samotnością, negatywną oceną środowiska, przed uznaniem za dziwaka. Może po części dlatego single bywają atakowani i atakowane?

Moim zdaniem trochę wynika to z tego, że ci, którzy są "sparowani" i żyją w rodzinach, mają w sobie mnóstwo sprzecznych uczuć. Mają czasami ochotę rzucić to wszystko w diabły (zwłaszcza kobiety, te "Danuty Wałęsowe" naszych czasów). Ponieważ one mają kłopoty z dbaniem o swoje potrzeby (w związku), zazdroszczą tym, które są same. I w taki, niezbyt dojrzały, sposób to okazują.

No cóż, o wiele bardziej niż ty wierzę w wolny wybór. Widzę to zjawisko raczej jako skutek wykształcenia, samodzielności ekonomicznej i energii życiowej wyzwolonych kobiet.

Pewnie są i takie kobiety wśród tych milionów ale przypuszczam, że to grupa mniejszościowa. Ponieważ zjawisko jest dość nowe, dopiero czas pokaże, czy te wybory przynoszą im satysfakcję i osobiste szczęście. Bardzo serdecznie im wszystkim tego życzę!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)





Polub nas na Facebooku