Zanim podejmiesz decyzję o wyjeździe, zrób listę argumentów za i przeciw. Umieść na niej nie tylko wysokość zarobków i wydatków "tu" i "tam", ale również czynniki, które mogą wpłynąć na twoje samopoczucie. Dobry stan psychiki często okazuje się ważniejszy od pieniędzy.
Inny język, inna kultura To największy problem emigrantów, przysparzający ogromnego stresu. Nawet ci, którzy wyjeżdżając, znają język kraju docelowego w stopniu umożliwiającym porozumiewanie się, często nie potrafią przełamać strachu przed mówieniem. Problemem jest również zrozumienie rdzennych mieszkańców oraz innych imigrantów, których wymowa różni się od wymowy nauczyciela ze szkoły językowej, posługującego się językiem literackim. "Tubylcy" mówią z różnymi akcentami, mówią niewyraźnie, używają słów, których nie ma w słowniku, co utrudnia porozumienie się. A przecież wiele osób wyjeżdża za granicę, w ogóle nie znając języka. Liczą na to, że będą pracować wśród innych Polaków i "jakoś to będzie". Tymczasem emigracja - nawet krótka, nastawiona na szybki zarobek - to nie tylko praca, ale również wizyty w sklepie, u lekarza, na poczcie, w aptece. Niemożność wyjaśnienia wszystkiego na migi jest niezwykle stresująca. Takie sytuacje powtarzają się kilka razy dziennie. Wielu osobom wydaje się, że za granicą wchłoną język jak gąbka, bez wysiłku. Niestety, to nieprawda.
Wiele zachowań, które w Polsce uchodzą za normalne, za granicą budzi zdziwienie. O ile np. całowanie kobiet w rękę budzi co najwyżej uśmiech, o tyle nieznajomość reguł postępowania obowiązujących w kraju emigracji może prowadzić do nieprzyjemnych sytuacji. Niejeden polski emigrant ma na swoim koncie gafę polegającą na szczegółowym opisaniu swojego stanu zdrowia w odpowiedzi na zdawkowe angielskie "how are you?". Są jednak sytuacje, które mają poważniejsze konsekwencje. Np. za wyrzucenie papierka na ulicy, zostawienie na trawniku psiej kupy, pale-nie w miejscu publicznym w wielu krajach są kary. Zdarza się też, że za zachowanie, które u nas uchodzi za niewinne, Polacy trafiają za kratki, oskarżeni o molestowanie seksualne.
Poniżej kwalifikacji Coraz więcej Polaków wyjeżdżających za granicę podejmuje pracę w swoim wyuczonym zawodzie. Wciąż jednak wielu - zwłaszcza planujących krótką emigrację, nastawioną na szybki zysk - zatrudnia się w zawodach poniżej swoich kwalifikacji. Inżynierowie noszą cegły na budowach, absolwentki polonistyki serwują frytki, a dyplomowane pielęgniarki sprzątają szpitale. Jeśli nie mają silnej psychiki, ich poczucie wartości własnej spada w błyskawicznym tempie. A to najprostsza droga do depresji.
Stresujące są również warunki, w jakich przychodzi żyć emigrantom. Ponieważ chcą jak najwięcej zaoszczędzić, mieszkają po kilku w jednym pokoju. Kupują najtańsze produkty żywieniowe, jadają w tanich barach. W Polsce mieli
mieszkania, a może chociaż pokoje, które dzielili tylko z rodziną, gotowali smaczne obiady, urządzali grille z przyjaciółmi. Na emigracji, wśród obcych, bez własnego kąta i z tą samą zupką z proszku codziennie na obiad, łatwo się załamują.
Oczekiwania bliskich Problemem przysparzającym emigrantom zarobkowym wielu stresów często jest - paradoksalnie - pozostawiona w kraju bliższa i dalsza rodzina, której wydaje się, że właśnie złapała pana Boga za nogi. Krewni oczekują, że ten, który wyjechał "na saksy", zapewni wszystkim powinowatym lepszy standard życia. Nie wahają się prosić o bezzwrotne pożyczki, a jeśli ich nie dostają, obrażają się "na całe życie". Szantażują emocjonalnie, mówiąc np. "jak mi nie dasz, to chyba umrę z głodu". Nie pomagają również członkowie najbliższej rodziny emigranta, którym początkowo wystarcza, że nareszcie mogą opłacić rachunki za prąd i gaz, ale którym bardzo szybko zaczyna brakować nowego modelu telewizora czy zmywarki. Emigrant stara się zadowolić bliskich. Jeśli mu to nie wychodzi, zjada go stres i poczucie winy.
Droga donikąd Zestresowani emigranci próbują sobie poradzić ze swoim problemem. Niekoniecznie w rozsądny sposób, czyli udając się po poradę do psychologa, lekarza pierwszego kontaktu czy choćby przyjaciela. Niekoniecznie szukając źródła problemu. Najczęściej sięgają po alkohol albo po coraz łatwiej dostępne narkotyki. Używki koją ból na krótką chwilę, żeby później pozwolić mu wrócić ze zdwojoną siłą. Więc emigranci piją więcej i więcej, a to już prosta dro- ga do uzależnienia. Ci, których używki nie pociągają, szukają innych dróg radzenia sobie z emigracyjnym stresem. Popularne jest zamykanie się w polskiej enklawie. W wielu europejskich krajach istnieją środowiska polonijne, w których można żyć przez całe miesiące, nie stykając się z "obcym" otoczeniem. Są polskie sklepy, polski personel w banku, polskie kawiarnie i kina. Jednak życie pod takim ochronnym parasolem sprawdza się tylko na krótką metę. Kiedy przychodzi moment, w którym trzeba opuścić enklawę, stres jest wielokrotnie większy niż przy łagodnym wchodzeniu w obcy świat.
Recepta na sukces Czy emigracyjnego stresu można uniknąć? Raczej nie, ale można spróbować go okiełznać. Jak?
- Jasno określić cele
Uzmysłowienie sobie celu pobytu za granicą to najważniejszy krok w walce ze stresem. Cel powinien być realny. Nie ma co planować wybudowania domu w Polsce po roku pracy na zagranicznej budowie. Ale już uzbieranie pierwszej wpłaty na własne mieszkanie brzmi rozsądniej. Warto wyznaczyć sobie plan i po kolei wykonywać czynności z listy. Przy takim postępowaniu stres jest mniejszy, bo każde działanie zbliża emigranta do celu. Może wtedy myśleć: "pracuję za barem, zamiast na uczelni, ale za to w Polsce będę wreszcie mógł sobie kupić kawalerkę".
- Nie bronić się przed integracją
Wyjeżdżając za granicę, warto zachować otwarty umysł. Łatwiej przychodzi wtedy dostosowanie się do życia w obcym otoczeniu, zgodnie z innymi regułami. Wyjazd zarobkowy można potraktować trochę jak wycieczkę turystyczną. Zamiast narzekać na wszystko, co inne niż w Polsce, lepiej potraktować osobliwości jak wakacyjną ciekawostkę. Przy takim podejściu stres związany z adaptacją do nowych, innych warunków życia jest zdecydowanie mniejszy.
- Zachować elastyczność
Czasami okazuje się, że cel, który emigrant postawił sobie przed wyjazdem, jest nierealny. Np. wydawało się, że znajomość języka jest na tyle dobra, że znajdzie pracę w swoim zawodzie. Niestety, udało mu się dostać jedynie posadę barmana. Jeśli w zderzeniu z rzeczywistością oczekiwania się nie sprawdzają, warto je przeorganizować. Postawić sobie nowy cel, którego spełnienie będzie możliwe. I zawsze żyć w zgodzie ze sobą.
Praca biurowa - oferty pracy na Pracawbiurze.pl
>