Nie ma jak u mamy?

Rozmawia: Maja Zawistowska
A A A Drukuj
Diomedia, iStockphoto.com, Albert Zawada
Utknęli w domu rodziców na dobre. Lata mijają, a oni wciąż są na ich garnuszku. Mają swój pokój, podany obiad, a często także kieszonkowe. Jak wtedy, gdy byli nastolatkami. A przecież dobiegają trzydziestki... O problemie niesamodzielnych dorosłych dzieci rozmawiamy z Ewą Chalimoniuk, psychoterapeutką.

Diomedia, iStockphoto.com, Albert Zawada
ZOBACZ TAKŻE


Bamboccioni, czyli dorosłe bobasy, tak mówi się na nich we Włoszech. Ale i w Polsce znalazłoby się sporo takich osób - niesamodzielnych dorosłych, którzy żyją z rodzicami i na ich koszt. Nie są gorsi czy mniej inteligentni niż ich rówieśnicy, którzy pną się po szczeblach kariery i wychowują dzieci. Co trzyma ich w domu? Brak własnego mieszkania? Trudności na rynku pracy?

Warunki ekonomiczne to z pewnością ważny powód, ale nie jedyny. Znam rodziny, w których rodzice byli w stanie kupić dziecku dom, nie tylko mieszkanie, a i tak nie mogli się doprosić, by się wyprowadziło. Zdarzyło się nawet, że to zdesperowani rodzice wyprowadzili się z własnego domu, żeby ich dziecko wreszcie się usamodzielniło.

W wielu przypadkach powodem nierozstawania się z rodzicami jest niedojrzałość psychologiczna młodych dorosłych. Rodzajów tej niedojrzałości jest wiele. Są np. osoby słabe emocjonalnie, które psychologicznie nigdy nie odcięły pępowiny. Mają tendencję do zlewania się z drugim człowiekiem, do bycia jemiołą na drugiej osobie. Wciąż są zależne i na tyle nie wierzą, że sobie w życiu poradzą, że tkwią przy rodzicach.

Drugą grupę, którą można by wyłonić, stanowią osoby o rysie narcystycznym, które do świata i ludzi podchodzą instrumentalnie - robią zwykle to, co im się bardziej opłaca. Jeśli więc zachodzi ryzyko, że oddzielenie się od rodziców będzie mniej opłacalne niż pozostanie z nimi - nie zrobią tego.

A mieszkanie z rodzicami ma swoje korzyści. W domu jest zawsze posprzątane, mama nie jest tak wymagająca jak żona. Można się spotykać, z kim się chce. Rozporządzać czasem i pieniędzmi - jeśli się je zarabia - wyłącznie według własnego uznania.

A dodatkowo nie trzeba się do niczego zobowiązywać, angażować się w wymagające relacje, jak trwały związek czy wychowywanie dziecka. To jest taka wygodna, egocentryczna postawa - nie chcę ryzykować, że będę mieć gorzej lub trudniej. Myślę, że jest ona udziałem wielu osób w takiej sytuacji.

I mężczyzn, i kobiet?

Tak, choć mam wrażenie, że problem ten dotyczy w większym stopniu mężczyzn. Być może dlatego, że kobiety mają gdzieś w podświadomości swój zegar biologiczny - coś w środku podpowiada im, że aby mieć dziecko, muszą się sprężyć i dojrzeć. Natomiast mężczyzn nic nie goni - im się wydaje, że są wciąż młodzi, że na wszystko mają czas, że życie dorosłe zacznie się "kiedyś", ale jeszcze nie teraz.

Rodzice niesamodzielnych dzieci często mają poczucie winy, że może to oni zawiedli, czegoś nie dopełnili...

Myślę, że trudno mówić tu o winie, raczej o współodpowiedzialności za nierozwiązanie problemu wcześniej, za łudzenie się, że za chwilę on się sam rozwiąże. W wielu przypadkach problem ten dotyczy całkiem dobrze funkcjonujących rodzin.

Oczywiście, są też sytuacje, kiedy wkład rodziców w zaistniały układ jest dość wyraźny. Tak jest np. w przypadku nadopiekuńczych matek, dla których dziecko, najczęściej syn, było zawsze tak wyjątkowe, że miały dla niego taryfę ulgową - wszystko mu wybaczały, wszystko za nie robiły (od słania łóżka po odrabianie lekcji). No i nadmiernie je ze sobą wiązały. Najgorzej, jeśli matka wiązała ze sobą syna w kontrze do ojca, przekazując komunikat: ty jesteś moim mężczyzną, ty jesteś lepszy od tatusia. Być może odcinała ojca od procesu wychowania - interweniowała, gdy chciał syna ukarać, mówiła, by się go nie czepiał. Jeśli mężczyzna dał się wykasować z roli ojca, to w pewnym sensie - jak pisze Wojciech Eichelberger - opuścił swojego syna. I zostawił go matce.

Która niewiele od niego wymagała i przyzwyczaiła go do tego, że nie musi się o nic martwić i specjalnie wysilać.

Mam wrażenie, że właśnie wysiłek jest tym, czego w wielu rodzinach dzieci się nie uczy. Chcemy go swoim pociechom za wszelką cenę oszczędzić. I znów, efekty tego wyraźniej widać u mężczyzn. Otóż w niektórych krajach, również w Polsce, pokutuje zasada, że od chłopców wymaga się mniej. Dziewczynkom każe się sprzątać, wycierać naczynia, pomagać mamie w kuchni. Natomiast chłopak - jeśli wynosi śmieci, to jest to szczyt aspiracji. W Stanach na przykład dzieci idą pracować do McDonalda w wakacje. Nawet w bogatych rodzinach dziecko musi na swoje kieszonkowe samo zarobić. U nas często jest inaczej - zależy nam, żeby dziecko nie musiało pracować. Jeszcze się napracuje - myślimy - ma się tylko uczyć. Niestety, osoby w ten sposób wychowane mają ogromny kłopot, gdy w pewnym momencie dowiadują się, że życie to wysiłek.

Nie są do niego przystosowane, nie potrafią się mierzyć z wysiłkiem?

Niestety. Jeżeli w dodatku taki młody człowiek miał szczęście - i nieszczęście jednocześnie - że był bardzo zdolny i nauka nie sprawiała mu trudności, to prawdopodobnie w ogóle nie wie, co to trud. Jeśli pójdzie do pracy - w której trzeba się nieustannie trudzić - to jest to dla niego jak zderzenie z czołgiem. Nic dziwnego, że z niej ucieka, często w żadnej pracy nie może zagrzać miejsca. Musimy pamiętać, że nadmiernie oszczędzając dziecko, nie ucząc go wysiłku, robimy mu krzywdę.

Co robić, gdy już mamy taką sytuację pozornie bez wyjścia - lata lecą, a dziecko zamiast wyfruwać z gniazda, coraz bardziej w nim osiada?

Najlepiej dłużej nie zwlekać, tylko poszukać pomocy terapeuty.

Kto powinien się do niego zgłosić? Rodzice czy dziecko?

Na początek ten, kto czuje problem. Oczywiście, byłoby najlepiej, gdyby przyszli wszyscy razem, ale w wielu przypadkach to się nie uda. Bo często jest tak, że rodzice widzą problem, zaś z perspektywy syna czy córki wszystko gra.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Dzień Matki 26 maja

Nie masz pomysłu na prezent? Wyślij piękny bukiet kwiatów »

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)





Polub nas na Facebooku