Zaczynają się wakacje i nasze nastoletnie dzieci bardzo chcą spędzić przynajmniej ich część z rówieśnikami. Pod namiotem, na kempingu. Nie ma co ukrywać, że większość rodziców obawia się, że mogą uprawiać seks. Tak, to bardzo prawdopodobne, że młodzi ludzie będą mieli ochotę pójść za impulsami, które są w tym wieku bardzo silne.
Jak powinniśmy się wobec dzieci i naszego lęku zachować? Zabronić wyjazdu? Jechać z nimi? Wysłać starsze rodzeństwo w roli przyzwoitki? Zanim odpowiem, podzielę się refleksją, że to właśnie lęk jest tym, co nas tak bardzo ogranicza w kontaktach z naszymi nastolatkami. On nam odbiera zdolność racjonalnego rozumowania. Mówimy: "Chcesz wyjechać w Bieszczady? Pod namiot? Absolutnie wykluczone! To niebezpieczne, nie zgadzam się!". I nasz syn czy córka wściekają się, bo odbierają taki komunikat jako wyraz naszego niezrozumienia, protekcjonalizmu, autorytaryzmu, tego słynnego "ja wiem lepiej". Tymczasem nie chcemy zgodzić się na ten wyjazd, bo się boimy, że ona zajdzie w ciążę (zresztą rzadziej boimy się, że on "zrobi komuś dziecko", co pokazuje, jak bardzo w Polsce nadal uważa się, że sprawa płodności i antykoncepcji to sprawa kobieca). Taka rozmowa wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej, gdybyśmy powiedzieli: "Ale wiesz, ja się boję, że ty na takim wyjeździe stracisz głowę i na przykład zajdziesz w ciążę. Przekonaj mnie, że nie mam się o co martwić". Wtedy mówimy wprost, o co nam chodzi. Oczywiście jest możliwość, że nastolatek wzruszy ramionami i powie: "nie zawracaj mi głowy". Ale to prawdopodobnie będzie oznaczało, że w ogóle nasz wzajemny kontakt nieco szwankuje...
Nawet jeśli mamy z dziećmi dobry kontakt i rozmowa o życiu erotycznym człowieka nie jest w naszym domu tabu, to przed wyjazdem dziecka chyba warto zdecydować się na poważną rozmowę... Jeśli mamy z dziećmi dobry kontakt, to zapewne "rozmowa uświadamiająca" toczy się w naszym w domu od dawna. Dzieci są istotami seksualnymi - interesują się swoim i naszym ciałem, zadają pytania, pokazują sobie w przedszkolu pupy, ma- sturbują się, podglądają, jak się całujemy... Wystarczy więc być otwartym na dziecięce pytania, odpowiadać na nie, opisywać rzeczywistość. Niestety, my dorośli tę dziecięcą seksualność i ciekawość zazwyczaj negujemy. Boimy się jej. Rzeczywistość większości polskich domów wygląda tak: nikt z nikim o seksie nie rozmawia, do momentu pojawienia się pierwszego problemu, kłopotu, konfliktu. Jeśli udało nam się z naszymi dziećmi zaprzyjaźnić, nie zawadzi rozmowa z córką czy synem przed wyjazdem. Chodzi o to, że młodzi ludzie przede wszystkim czują i przeżywają. Z myśleniem mają kłopot. Wiedząc, że tak jest, możemy próbować minimalizować ryzyko. Mówiąc na przykład: "Wiem, że bardzo kochasz Joasię, ale decyzja o współżyciu to jest poważ- na sprawa i nie warto takiej decyzji podejmować pod wpływem impulsu, chwili". Albo: "Widzę, że po rozstaniu z Markiem jesteś smutna. Czasami za pomocą przelotnych związków próbujemy goić swoje rany, ale uważaj, bo chłopcy mogą twoją chęć przytulenia się odczytać opatrznie" itd., itp.
Kiedy przychodzi do takiej rozmowy, to nie jest ona łatwa nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach. W mojej rodzinie do dziś wszyscy śmieją się z tego, co zaserwowałam jednemu z moich dzieci przed wyjazdem na wakacje. Powiedziałam, że zgadzam się, ale pod warunkiem respektowania zasady: "zero seksu na polu namiotowym". Chodziło mi o przygodne związki, bezmyślne kontakty. To zrobiło wrażenie. Oczywiście w ten sposób tylko wyraziłam (dosadnie) swoje przekonanie. Nie miałam wpływu na to, czy ta zasada będzie respektowana. Ale cóż, musimy sobie radzić z brakiem kontroli nad tym, co robią nasze dorastające dzieci. Jeśli im zależy na dobrej relacji z nami, mogą (ale nie muszą) powściągać się od robienia głupot z szacunku dla nas, by nie zrobić nam przykrości, by nas nie zawieść.
Kto powinien z kim rozmawiać: ojciec z synem, a matka z córką? A może odwrotnie? Nie ma recept. Zazwyczaj łatwiej córce rozmawiać z matką, a synowi z ojcem. Matka była kiedyś dziewczyną i wie, jak to jest, łatwiej jej się wczuć w przeżycia córki. Ojcu może być łatwiej znaleźć wspólny język z synem. Ale może być inaczej. Chodzi przede wszystkim o to, by w ogóle rozmawiać, słuchać, próbować wejść w buty tej drugiej strony, a nie moralizować, robić wykład. W okresie dorastania największym wyzwaniem dla rodziców jest odpowiedzieć sobie na pytanie "kiedy mam zabronić, a kiedy mogę pozwolić". I na to pytanie musimy sobie odpowiadać niemal codziennie, bo granice, które stawialiśmy jeszcze wczoraj - jutro mogą stać się nieadekwatne.
Tradycyjnie mniej chętnie pozwalamy córkom na samodzielny wyjazd. Stereotyp czy racjonalna obawa? Mniej chętnie pozwalamy, bo boimy się, że córka zajdzie w ciążę. I zostanie z "owocem miłości". Praktyka pokazuje, że młode matki często zostają same z dzieckiem. W Polsce to na kobietę nakłada się odpowiedzialność za "pilnowanie" spraw dotyczących płodności. To niesprawiedliwe, bo przecież do aktu seksualnego potrzeba dwojga... Słyszałaś, żeby jakiś ojciec mówił synowi: "Nie spiesz się z tym, bo po pierwsze możesz kogoś bardzo zranić, a po drugie z tego są dzieci"? Obawa o córki jest o tyle racjonalna, że poziom edukacji seksualnej jest zatrważający. Nie mówimy o seksie w domu, nie mówimy w szkole. Pozostaje internet, a z niego dowiedzieć się można, na przykład, że "kobiety zachodzą tylko w styczniu". Ktoś, kto czerpie wiedzę z takiego źródła, ma szansę bardzo wcześnie stać się rodzicem.
Boimy się nie tylko ewentualnej ciąży, ale też - czułam to wyraźnie - obawiałam się, że przypadkowy seks moich dzieci będzie dla nich trudnym traumatycznym doświadczeniem, rzucającym cień na przyszłe życie seksualne. Chciałam, aby zrozumiały, że pochopną decyzją mogą sobie wyrządzić krzywdę.
Osobnym i bardzo ważnym tematem do rozmowy z dorastającymi dziećmi jest w ogóle kwestia inicjacji seksualnej. Czyli tego "kiedy zacząć". Jeśli w ogólnym naszym przekazie (w tym, jak traktujemy siebie nawzajem w związku, jak komentujemy zachowania znajomych, jakie oglądamy wspólnie filmy) jesteśmy spójni - łatwiej nam będzie przekazać dzieciom postawę, że seks, któremu nie towarzyszą uczucia, może stać się na- rzędziem instrumentalnego traktowania drugiego człowieka. Warto skupić się na tej kwestii. Zbliżające się wakacje są dobrym pretekstem, żeby usiąść i powiedzieć np. "Słuchaj, ponieważ jedziesz pod namiot, chcę ci coś powiedzieć. Wiem, że czasami w tym wieku ma się straszną ochotę dać upust swoim seksualnym ochotom, ale warto się z tym wstrzymać, bo można siebie albo kogoś drugiego bardzo skrzywdzić". Kłopot polega na tym, że większość rodziców w ogóle nie podejmuje takiej rozmowy - uważają, że sama rozmowa o seksie jest "zachęcaniem" młodego człowieka do jego uprawiania. Wolą wyrazić stanowczy zakaz, co jest chowaniem głowy w piasek. Jest odwrotnie - wsparcie i rozmowa mogą zapobiegać przypadkowym kontaktom seksualnym.
Chyba trochę inaczej (o czym innym) rozmawiamy z dzieckiem, które wyjeżdża ze stałą dziewczyną czy chłopakiem, niż w sytuacji, gdy obawiamy się, że na polu namiotowym "prysną zmysły"? Jeśli dziecko wyjeżdża ze stałym chłopakiem czy dziewczyną, to dobry moment na rozmowę o inicjacji. "Macie już 18 lat, czy myślicie o tym, żeby rozpocząć życie seksualne? Jeśli tak, to chciałabym o tym wiedzieć, bo domyślam się, że nie chcecie mieć dzieci. Warto zadbać o to, by pojawiły się na świecie wtedy, gdy będą wyczekiwane". Temat antykoncepcji jest dla młodych ludzi często bardzo krępujący. Nikt nie rodzi się z umiejętnością zakładania prezerwatywy... Taka rozmowa wymaga dużej delikatności - mówimy przecież o bardzo intymnej sferze życia drugiego człowieka. Ale jednocześnie warto stawiać sprawy bardzo wprost. Można powiedzieć na przykład: "nie jestem zadowolona, że zdecydowałaś się już na współżycie, ale skoro tak, to pójdźmy do mojej lekarki, dobierze ci odpowiednią metodę antykoncepcji".
10 ZASAD O KTÓRYCH WARTO PAMIĘTAĆ, ROZMAWIAJĄC Z NASTOLATKIEM Unikaj protekcjonalnego tonu ("ja znam życie, ty jesteś głupi, powiem ci, co masz robić").
Powiedz, jakie są twoje zasady w kwestii seksu (na przykład związane z religią), ale uznaj, że młody człowiek może mieć inne przekonania w tej kwestii.
Staraj się mówić jak najbardziej wprost, nazywając swoje obawy i uczucia, a nie oceniając nastolatka.
Używaj słów nie nacechowanych negatywnie, unikaj infantylizmów. Słowa takie jak "penis" czy "wagina" brzmią neutralnie.
Bądź konkretna. Upewnij się, że dziecko (zarówno syn, jak i córka) wie, jak przebiega cykl płodności u człowieka (czasem tylko nam się zdaje, że dzieci to wiedzą). Przypomnij, czym jest owulacja, a czym menstruacja i kiedy kobieta może zajść w ciążę.
Powiedz o chorobach przenoszonych drogą płciową (zakażenie chlamydią,
opryszczka genitalna, HIV, kiła, żółtaczka). Porozmawiaj o tym, jak się przed nimi chronić.
Nie opowiadaj o swoich doświadczeniach - mimo że nastolatek wydaje się być "dorosły", nadal jest twoim dzieckiem.
Nawet jeśli nie podoba ci się to, co robi twoje dziecko, nie obrażaj się, nie zrywaj kontaktu. Niech wie, że w sytuacjach trudnych może na ciebie liczyć.
Nie traktuj tego tematu śmiertelnie poważnie, ale też nigdy nie obśmiewaj pytań młodego człowieka czy jego niewiedzy. To zamknie waszą komunikację na amen.
Mimo że seks młodzieńczy wiąże się z zagrożeniami, nie zapominaj, że ta dziedzina naszego życia może być pełna radości.