Być może mężczyznom łatwiej oddzielić seks od miłości niż kobietom, ale i oni funkcjonują o niebo lepiej, gdy kochają i są kochani.
Zdecydowanie potrzebują miłości, ciepła, zrozumienia i dowartościowania. Oczekują od swoich kobiet, że będą odgadywać ich pragnienia i potrzeby, że będą w seksie aktywne, inspirujące.
Kobieta powinna chcieć wiedzieć, co mężczyźnie sprawia przyjemność, jak go pobudzić, zachęcić, podniecić. Powinna też zachować takt i dyskrecję. W przeciwieństwie do niej mężczyzna nie może bowiem w seksie niczego ukryć, udać, zamaskować. Jego seksualność jest wystawiona jak na tacy. Wszelkie niedoskonałości, dysfunkcje, mankamenty czy potknięcia są od razu widoczne dla partnerki, dlatego tak bardzo go deprymują. Tej wiedzy nie wolno nigdy wykorzystywać przeciw niemu, bo godzi się wtedy w najczulszy punkt męskiego ego. Nic tak bowiem nie podważa męskiego poczucia własnej wartości jak oskarżenie, że jest kiepski w łóżku. I nic tak nie rozpala jak świadomość, że kobieta go pragnie i chce z nim uprawiać najdziksze swawole...
Badania przeprowadzone wśród mężczyzn wykazały, że przeciętny facet myśli o seksie średnio sześć razy na godzinę.
Mężczyźni na taki wynik badań reagują oburzeniem: "Jak to? Tylko sześć?!". U obu płci popęd płciowy jest wywoływany przez hormon męski - testosteron. Panowie mają go oczywiście więcej niż kobiety, co - w potocznej opinii - czyni ich niemal seksualnymi maniakami, nienasyconymi potworami, które są w stanie kochać się zawsze i wszędzie, nikomu nie odmówią, żadnej nie przepuszczą, nie cofną się przed niczym, by zaspokoić swoje żądze. Ta opinia jest lekko przesadzona. Owszem, mężczyźni myślą o seksie często - ile razy na godzinę, to już ich słodka tajemnica. Fantazjują o nim, marzą i pragną go - prawie wszyscy bez wyjątku. Jednak z całą pewnością nie są maszynami do seksu, zawsze gotowymi do miłosnych podbojów, i to zawsze z tym samym dzikim entuzjazmem. Być może chcieliby się takimi widzieć, ale to jednak raczej sfera marzeń niż rzeczywistości.
Męskie libido, czyli popęd płciowy, jest tak samo jak kobiece sprawą indywidualną.
Niektórzy mężczyźni odczuwają silną potrzebę seksu kilka razy dziennie, innym wystarcza rozładowanie napięcia seksualnego raz w tygodniu. Co wcale nie oznacza, że ci drudzy wypadają w łóżku bladziej. Wręcz przeciwnie, ich partnerki mogą być z nich bardzo zadowolone, zwłaszcza jeśli same mają podobny temperament. Fakt, że mężczyzna robi to z nimi nieco rzadziej, nie stanowi żadnego problemu, jeśli robi to naprawdę dobrze. Szczerze powiedziawszy, bardzo niewiele kobiet przedkłada ilość nad jakość. Dobrze byłoby, żeby mężczyzna zdał sobie z tego sprawę, zanim zacznie mierzyć swoją męskość liczbą stosunków, które jest w stanie odbyć.
Gorsze dni zdarzają się najlepszym . Stres, zmęczenie, choroba, kłopoty w związku albo po prostu niedyspozycja bez żadnej konkretnej przyczyny może się przytrafić każdemu mężczyźnie. Bo przecież libido nie jest funkcją stałą - pożądanie może być falowe, nasilać się i słabnąć, zmieniać jak pory roku, a nawet razem z nimi - naukowcy sprawdzili, że wydzielanie testosteronu w miesiącach letnich wzrasta aż o 30 proc. w stosunku do miesięcy zimowych (nie bez kozery właśnie latem nawiązują się gorące romanse). Trzeba po prostu przeczekać te chłodniejsze erotycznie dni i tyle.
Niektórzy mężczyźni to rozumieją i z okresowych spadków formy nie robią wielkiego halo.
Inni jednak, gdy tylko sprawy gorzej stoją, zaczynają szukać winnego. Czasami winą obarczają kobietę - uznają, że to ona niewystarczająco ich już podnieca, że przy innej byliby w stanie wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu. Innym razem winią siebie i barykadują się za swoim nadwątlonym ego, unikając kolejnych sytuacji, w których ich libido byłoby wystawione na próbę. To droga donikąd. Najlepszym wyjściem z sytuacji jest nie szukanie winnego, nie dociekanie, który czynnik zawiódł - psychika, hydraulika, kobieta czy też skrzypiące łóżko. Im bardziej mężczyzna się nad tym zastanawia, tym bardziej nakręca spiralę nerwów. Jeśli jednak spadek seksualnej witalności nie mija lub przechodzi w stopniową utratę popędu, nie można siedzieć z założonymi rękami, ulegając przy tym rozpaczy i frustracji, tylko trzeba działać. Warto poszukać - ale uwaga - nie winnego, tylko przyczyny. Można zacząć od zbadania poziomu testosteronu we krwi lub wykonania innych podstawowych badań zleconych przez lekarza.
Jak pobudzać apetyt na seks
Rady dla niego
• Wysypiaj się
Naukowcy potwierdzają, że powtarzający się, regularny brak snu jest wrogiem libido. Aby być w pełni swych seksualnych (i nie tylko) sił, powinieneś spać przynajmniej 7-9 godzin na dobę.
• Ćwicz, ale nie przesadzaj
Umiarkowany wysiłek fizyczny pobudza produkcję testosteronu i zwiększa apetyt na miłosne igraszki. Jednak bardzo intensywny, nadmierny wysiłek działa wręcz odwrotnie. Optymalna dawka ruchu to 200-250 minut tygodniowo rozłożone na 3-5 sesji ćwiczeniowych.
• Naucz się relaksować
Stres, nawet ten niepozorny stres codzienny (np. związany z pracą), negatywnie wpływa na poziom testosteronu w twoim organizmie. Dodatkowo adrenalina wydzielana w chwilach stresu zmniejsza dopływ krwi do narządów płciowych, utrudniając osiągnięcie wzwodu. Dlatego właśnie, gdy świadomie lub podświadomie czymś się denerwujesz, organizm może płatać ci figle w sytuacjach intymnych. Nie panikuj wtedy, to naturalne. Spróbuj wypracować sobie sposoby odreagowywania codziennych kłopotów - może np. za pośrednictwem sportu. Będzie to dla ciebie bardzo korzystne z wielu względów. Długotrwałe napięcie, życie w stresie są przyczynami wielu innych kłopotów ze zdrowiem, nie tylko problemów w sferze intymnej.
• Stosuj naturalne afrodyzjaki