Ich własny western

Iza Michalewicz
A A A Drukuj
- Indianie to waleczność, odwaga, honor. To wszystko stało się dla mnie wzorem - mówi Marek Ptasiński Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta - Indianie to waleczność, odwaga, honor. To wszystko stało się dla mnie wzorem - mówi Marek Ptasiński
Można powiedzieć, że Józef Kłyk myśli jak teksański kowboj, a Marek Ptasiński - jak Indianin z plemienia Lakota. Wszystko jest możliwe, kiedy pasja staje się sposobem na życie.
W westernach Józefa Kłyka zamiast whisky leje się piwo. - Bo my som stąd kaj Niemcy - mówi Kłyk, Ślązak z krwi i kości.
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
W westernach Józefa Kłyka zamiast whisky leje się piwo. - Bo my som stąd kaj Niemcy - mówi Kłyk, Ślązak z krwi i kości.
Józef Kłyk do filmów angażuje mieszkańców swojej rodzinnej wsi - Bojszowy
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Józef Kłyk do filmów angażuje mieszkańców swojej rodzinnej wsi - Bojszowy
Marek Ptasiński mówi o sobie, że jest indianistą. Najbliższe jego sercu jest plemię Indian Lakota.
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Marek Ptasiński mówi o sobie, że jest indianistą. Najbliższe jego sercu jest plemię Indian Lakota.
ZOBACZ TAKŻE
Miejsce akcji: Śląsk, Teksas, amerykańska preria, wyobraźnia bohaterów. Bohaterowie: Józef Kłyk, lat 61, Ślązak spod Pszczyny. Reżyser- -amator. I Marek Ptasiński, o dwadzieścia lat młodszy od Kłyka mieszkaniec Jaworzna. Indianista. Obaj zarażeni marzeniami.

CHAPLIN NA STRYCHU

Józef Kłyk zakochał się w filmie, będąc dzieckiem. Miał 7 lat, kiedy owijał się kotarą, zakrywającą ekran bojszowskiego kina.

- Kiedy film się zaczynał, wychodziłem po ciemku i siadałem gdzieś z boku. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyłem Amerykę i Dziki Zachód - opowiada.

Mały Józek zdumiał się na widok Charlie Chaplina, który podrygiwał w niemym rytmie i zauroczył Garym Cooperem, jako szeryfem ze słynnego westernu "W samo południe".

Kino w Bojszowach (jedyne w okolicy) mieściło się w Starej Karczmie. Józek mieszkał tuż obok i kiedy nie oglądał filmów, buszował po karczmianym strychu. A tam - poniemieckie księgi, pisane gotykiem i oprawiane w skórę, przedwojenne radia, patefony, cylindry. Świat, którego już dawno nie było.

Fascynacja zamieniła się w pragnienie. Najpierw - rosyjskiej kamerki 8 mm.

- Kupiłem ją, mając 17 lat. Miała tylko obiektyw i przysłonę, bez światłomierza. Najpierw wstydziłem się z nią wyjść. Jak to na wsi, pomyślą: głuptok, film będzie robił. No to z kolegami na strychu bawiłem się w Chaplina. Małpowałem go całkiem nieźle. Postanowiliśmy to sfilmować. Ale było za ciemno. Jak oddałem film do wywołania, okazało się, że na tle okna tylko podskakiwała niewielka postać i majaczył cień melonika.

CZŁOWIEK ZNIKĄD

Pierwszy światłomierz dała Józkowi Gabriela Boronowska. Miała laboratorium wywoływania filmów, a jej mąż, Norbert, był reporterem TV Katowice. Jak zmarł, Śląskie Towarzystwo Filmowe ustanowiło nagrodę jego imienia.

Józef Kłyk: - Dostałem ją po latach z rąk Kazimierza Kutza za film "Człowiek znikąd". To był rok '84. Opowiedziałem w nim historię Ślązaka Wawrzyna Złotki, który podczas zaborów ucieka do Ameryki i trafia do Teksasu. Cały film montowałem na projektorze. Bałem się, bo ciąłem nożyczkami, 24 klatki na sekundę. W białych rękawiczkach, na dywanie w pokoju. Tak powstał półtoragodzinny obraz.

Nim to jednak nastąpi, zdąży wyreżyserować kilkanaście innych obrazów. Do aktorstwa namówi mieszkańców wsi Bojszowy. I zagra w nich sam. Będzie też dźwiękowcem, scenografem, zaopatrzeniowcem planu. Wszystkim. Wykształcenia filmowego nigdy nie odbierze, bo zawsze miał temperament kowbojski. Porywczy i niezależny, nie zmieści się w żadnej szkolnej ławce, poza podstawową. W sumie nakręci niemal sto filmów, w tym pełnometrażową trylogię o Ślązakach w Teksasie. Po "Człowieku znikąd" - "Full śmierci": o tym, jak mieszkańcy Śląska trafili na wojnę secesyjną, gdzie zresztą walczyli po obu stronach frontu. Kłyk interesował się losem mieszkańców Śląska w Ameryce. W jego rodzinnej wsi mieszkało kilku, którzy stamtąd wrócili. Zakładali w Teksasie wioski o wdzięcznych nazwach Panna Maria, Św. Helena czy Kościuszko. A potem o Ameryce opowiadali bojszowianom.

TEKSAS PO ŚLĄSKU

Józef Kłyk kręcił te swoje filmy, ale nigdy nie widział Dzikiego Zachodu.

- W moich westernach zamiast whisky zawsze lało się piwo - mówi. - Bo my som stąd kaj Niemcy. Na Śląsku byli i tu została ich kultura. Picia też.

Teksańską rzekę Cibolo Creek zrobił z Wiśliska w okolicach Jedliny. - Ich krajobraz nic się nie różni od naszego. Wiślisko wygląda jak tamta rzeka. Miałem jej zdjęcie.

Podobnie było z miasteczkiem Falls City. - Wzorowałem się na zdjęciu. Stali na nim Ślązacy pod karczmą, pod spodem był napis: "Ślązacy w niedziela czekają na piwo". Wszystko idzie zrobić, a z przyrody tylko co mi brakuje - to kaktusy.

Kłyk kręcił już kamerą 16 mm, którą kupiła mu żona. Jej mama była bileterką w kinie, gdzie pracował. - I żeśmy się przez to kino ożenili - śmieje się reżyser. - Ona też występowała w moich filmach. Pewnego razu mówi: "Ja widziałam taka lepsza kamera, z teleobiektywem". Poszliśmy obejrzeć, ale 5 tysięcy kosztowała, gdy ja zarabiałem 900 złotych. Godom: - Pięć tysięcy? Dzioucha!

- Ale ja mam! - ona na to. I mi kupiła. Zaczęło się szaleństwo: najazdy, odjazdy, nowa taśma. Kolorowa! Żona na początku dzieliła ze mną pasję, ale potem jej się znudziło. Bo kino to straszna nuda. Jedno wielkie czekanie. Zanim się zbierze ludzi, poprzebiera, każdemu powie, co ma mówić, to czas się ciągnie. Jak kiedyś dałem ludziom na kartkach, czego mają się nauczyć, to w barze się uczyli, pomylili kartki, a na drugi dzień nikt nic nie wiedział. Potem szedłem na ostro: jak już aktor ubrany, to mówię, co ma powiedzieć na chwilę przed ujęciem. Jak nie umie wypowiedzieć, biera szybko duża kartka i pisza, i mu trzymia przed kamerą. I niby patrzy donikąd, a czyta. Takie chwyty! I to jest najlepsze, bo on wtedy nie udaje. Jest sobą.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku