SPOTKANIE Z BRUNETEM Małgosia Limanówka prawdopodobnie zostałaby przedszkolanką w przedszkolu gdzieś na Podlasiu, skąd pochodzi. Ale kiedy pierwszego dnia czytała plan swoich zajęć na Akademii Podlaskiej, gdzie studiowała pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą, ujrzała osoby niesłyszące.
- Oniemiałam z wrażenia. Ognisty, przystojny brunet migał do pięknej, filigranowej blondyneczki. Pomyślałam: jak to niesamowicie wygląda! I jaki on uroczy! Ciekawe, o czym rozmawiają? To było takie tajemnicze. Niemal magiczne. Okazało się, że wszyscy jesteśmy na jednym roku. On, słabo słyszący, był później jednym z moich pierwszych nauczycieli języka migowego, a z nią (była głuchą studentką) bardzo się zaprzyjaźniłam.
Małgosia zamarzyła wtedy, żeby zostać tłumaczem.
- Pamiętam wyraz oczu niesłyszącego studenta, gdy obcesowo potraktował go jeden z profesorów. Pomyślałam: chcę pomóc tym ludziom, żeby nie czuli się dyskryminowani.
GŁUSI PRZEZ DUŻE G Zacznie się uczyć na studiach systemu językowo-migowego.
- Nie było to trudne, bo system opiera się na gramatyce polskiej, którą przecież znam - wspomina. Jak się później zorientowała, system nie pomaga w komunikacji osobom niesłyszącym.
John Walker, niesłyszący trener i znany badacz języka migowego z Uniwersytetu w Sussex (
Wielka Brytania) powiedział, że "pierwszy krok społeczności Głuchych do siły i niezależności to wykwalifikowani tłumacze". Głusi bowiem powinni być traktowani jak mniejszość językowa. Dlatego należy pisać ich przez duże G.
Małgosia nie miała pojęcia, że system nie jest tożsamy z naturalnym językiem Głuchych.
Agnieszka Lewandowska-Lepak tłumaczy to tak: - System powstał głównie po to, żeby słyszący mogli porozumieć się z Głuchymi, a nie odwrotnie. Byłam przekonana, i wpajano mi to podczas wielu godzin praktyk, że do Głuchych mówi się "to jest lala", pokazuje obrazek i tak wygląda szczyt komunikacji.
Agnieszka, podobnie jak Małgosia, uważa, że studia surdopedagogiczne (dział pedagogiki specjalnej zajmujący się nauczaniem i wychowaniem osób z wadami słuchu) to jeden z przykładów myślenia słyszących o tym, jak uzdrowić Głuchych. Dostosować do społeczeństwa. Nauczyć mówić. W tym celu powstał w Polsce system językowo-migowy - oparty na języku polskim, nie mający nic wspólnego z naturalnym językiem migowym, którego od małego od głuchych rodziców uczy się każde niesłyszące dziecko. O tym naturalnym języku długo mówiło się, że jest prymitywny i pozbawiony abstrakcyjnych pojęć.
SYSTEM JEST SZTUCZNY System językowo-migowy nie sprzyja porozumieniu, przeciwnie, wywołuje izolację.
- Brak celu w życiu, brak marzeń - obserwowałam to u moich uczniów - wspomina Agnieszka. - Mówili: po co mamy się starać, i tak nie mamy żadnych możliwości rozwoju. To było pokolenie Głuchych na rencie, zajmujących się oglądaniem telewizji w czterech ścianach. Wiele dzieci obserwowało w domach takie wzorce. Przełom zaczął się, gdy pierwsi Głusi skończyli studia. Potem kolejni, następni. Zaczęli wyjeżdżać za granicę i zrozumieli, że mają prawo do własnej tożsamości.
- Pracowałam w internacie dla osób niesłyszących. Widziałam różnicę w rozwoju dzieci głuchych z głuchych rodzin i dzieci głuchych z rodzin słyszących - opowiada Magdalena Sipowicz. - To jest przepaść. Bo gdy dzieci z rodzin słyszących idą do szkoły, spotykają tam dzieci z rodzin głuchych, które rozmawiają własnym, naturalnym językiem. I dzieci ze słyszących rodzin czują się wyalienowane. Niektóre popadają w depresję, zdarzają się nawet próby samobójcze.
Wprowadzanie systemu językowo-migowego i wiązanie w szkołach głuchym dzieciom rąk, by nimi nie migały po swojemu, rodziło frustracje i niczemu nie służyło. I tak oglądając telewizję większość niesłyszących nie zrozumie tłumaczy migowych. Będą więc oglądali obraz bez fonii. A zamiast sztucznego systemu nadal będą używali własnego, naturalnego języka (czyli Polskiego Języka Migowego).
Magda, która mieszka w Krakowie, wspomina, że kończąc surdo-i oligofrenopedagogikę (
pedagogika dla osób z niesprawnością intelektualną), przeszła wszystkie stopnie wtajemniczenia w system językowo-migowy.
- Wydawało mi się, że o miganiu wiem już wszystko. Aż do chwili, gdy w 2007 roku dostałam propozycję tłumaczenia. Nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Okazało się, że przez te lata nie nauczyłam się niczego, by uprawiać ten zawód. I że naturalny język migowy jest czymś innym. To całkiem inny świat od tego, który znałam.