Nie ma miłości bez zazdrości

Iza Michalewicz, Jerzy Danilewicz
A A A Drukuj
Była jak malowany ptak. Nie pasowała do zgrzebnych czasów PRL-u. Często krytykowana przez media, uwielbiana przez publiczność. Zachwycano się jej głosem o niespotykanej skali i barwie. Oto fragmenty książki o zmarłej niedawno artystce Violetcie Villas.
Wielka diva estrady była gwiazdą m.in. Casino de Paris w Las Vegas.
Wielka diva estrady była gwiazdą m.in. Casino de Paris w Las Vegas.
Violetta Villas, a właściwie Czesława Maria Cieślak, zadebiutowała w 1960 r. odnosząc oszałamiający sukces. Jej życie owiane było aurą tajemniczości.
Fot. PAWEL RELIKOWSKI EAST NEWS
Violetta Villas, a właściwie Czesława Maria Cieślak, zadebiutowała w 1960 r. odnosząc oszałamiający sukces. Jej życie owiane było aurą tajemniczości.
Janusz Ekiert, muzykolog, dziennikarz muzyczny, poznał Violettę Villas na początku lat 60. Ostatecznie rozstali się w 1973 r.
Fot. Erazm Ciolek FORUM
Janusz Ekiert, muzykolog, dziennikarz muzyczny, poznał Violettę Villas na początku lat 60. Ostatecznie rozstali się w 1973 r.
Książka Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza ukazała się tuż przed śmiercią artystki. Violetta Villas zmarła 5 grudnia 2011 r.
Książka Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza ukazała się tuż przed śmiercią artystki. Violetta Villas zmarła 5 grudnia 2011 r.
ZOBACZ TAKŻE
Kochałam naprawdę tylko raz, byłam wierna naprawdę jednemu mężczyźnie, tyle że on był okropnie zazdrosny (...) - cytuje gwiazdę Witold Filler w swojej książce "Tygrysica z Magdalenki". A potem dodaje: "Miała dwóch mężów, lecz kochała tylko jednego. I nie był to mąż". (...)

Minie niemal pół wieku, kiedy usiądziemy z nim nad kawą przy placu Zbawiciela w Warszawie. Wiosną 2011 roku. Janusz Ekiert o niektórych sprawach opowie otwarcie, inne będzie chciał przemilczeć. Wyjdzie z tego obraz kobiety, która umiała szaleńczo kochać, ale nie wiedziała, jak tę miłość zatrzymać. Tak bardzo była skupiona na sobie i swojej karierze, chcąc całemu światu udowodnić, że jest jedyna, niepowtarzalna. Po prostu - Violetta Villas.

W MORZU NIEPRAWDY

- Myślę, że jednym z powodów jej powrotu do Polski (z Las Vegas) nie była chora na raka matka, lecz ja - opowiada Ekiert. - Najpierw pisała do mnie te wściekłe listy, że ją zdradzam, a potem przyjechała to sprawdzić. Gdy wróciła, to się nie kontaktowaliśmy. Ale po pewnym czasie zatelefonowała, że chciałaby się ze mną zobaczyć. (...) I tak jakoś to się z powrotem splotło. Na kilka miesięcy. Ona fascynowała nie tylko mnie, ale wszystkich. Kto na nią spojrzał, stawał jak wryty. Świetnie pokazał to Jerzy Gruza w filmie "Dzięcioł". (...)

O czym będzie chciał pomilczeć Ekiert, o tym szczerze powie Jerzy Gruza: - Wyglądała rewelacyjnie, zupełnie inny człowiek. Włosy, cycki, dupa, noga. Cała była zrobiona. Mówiła do mnie: "Zobacz (biorąc się za pierś) - jest cycowo? Jest? No jest!". A wcześniej miała naleśniki. Poczuła się po tej zmianie lepiej, pewniej. I to było bardzo ludzkie. Mentalnie też się zmieniła. Miała gest, mówiła z obcym akcentem. Amerykanka przyjechała.

Ale wróćmy do Janusza Ekierta: - Zaczęła sztucznie i intensywnie zmieniać swoją postać. Włosy - najpierw naturalne, gęste, potem, na scenie, już doczepiane, żeby były dłuższe i jeszcze gęściejsze. Doklejała sobie coraz dłuższe rzęsy, chociaż naturalne miała równie piękne. Poza tym w pewnym momencie utonąłem w morzu nieprawdy, którym się otaczała, i nie wiedziałem już, co jest prawdą, a co wykwitem jej wyobraźni. Po prostu bardzo dużo zmyślała. (...)

- W Ameryce przyzwyczaiła się do nocnego życia. W związku z tym nad ranem się kładła i spała do południa. Żeby zrobić się na bóstwo, potrzebowała kilku godzin. I nie miała czasu ani zjeść, ani cokolwiek ugotować. Zajmowała się wyłącznie sobą. Przed lustrem. Puder, szminka, włosy. (...) Poza tym pojawiła się u niej jakaś nadmierna nerwowość, przeczulenie czy przewrażliwienie.

- Była o pana zazdrosna?

- Na to wygląda. Wymyślała sobie jakieś sytuacje. Na przykład, że uwodzę koleżanki jej syna. To absurd! Bez przerwy śpiewała: "nie ma miłości bez zazdrości". (...) Największą ofiarą jej wyobraźni była ona sama.

PRZYPODOBAĆ SIĘ BOGU

- Czy w Magdalence Violetta rzeczywiście miała podgrzewany basen i kaplicę?

- Basen to chyba plastikowy w ogrodzie, ale kaplicę miała. Wyrzucała z piwniczki węgiel, żeby ją tam urządzić. Po powrocie stała się strasznie bigoteryjna. Leżała krzyżem, klęczała na kamieniach, gwoździach. Umartwiała się. Chciała, nie wiedzieć czemu, przypodobać się Bogu.

- Z czego się to brało?

- Z samotności. Przeżyła bardzo dużo rozczarowań. Przykrość sprawiały jej krytyka, wyśmiewanie, być może szukała potwierdzenia w niebie, że jest zjawiskiem. Zawsze twierdziła, że gorąco wierzy w Boga i modliła się, choć do kościoła nie chodziła.

OBŁĘDNIE KOCHAŁA SIEBIE

- Czy wróciła z Las Vegas rzeczywiście bardzo bogata?

- Wydaje mi się, że to było raczej rozdmuchane. Za resztki zarobionej fortuny kupiła dom w Magdalence, białego mercedesa (...), a potem nie miała za co żyć. Chciała tę fortunę w USA powiększyć i jakiś cwaniak, makler giełdowy, namówił ją na granie na giełdzie. Na pewno taki fakt zaistniał, bo strasznie się chciała dorobić i wrócić milionerką. Ale bardzo dużo straciła. Z utrzymaniem domu było związanych wiele wydatków. Trochę koncertowała, ale kłopoty były, bo miała już około pięćdziesięciu psów. W dodatku trzymała je w kojcach - żeby jej nie niszczyły zagonów czy grządek - i nie wypuszczała. Gotowała im jedzenie. Nie umiała ugotować obiadu, ale psom gotowała w nocy. I w nocy je karmiła.

- A jaka była w tamtych latach Violetta artystka?

- Zawsze była w pewnym sensie sobą: dziewczyną, która żyła w swojej wyobraźni, jak w bajce, i widziała siebie jako królewnę. A gdy zderzała się z rzeczywistością, następowały zgrzyty. Bo ona tę bajkę chciała przenieść w rzeczywistość i sprzedawać ją ludziom. Na przykład przerysowania z Las Vegas próbowała wtłoczyć do szarego PRL-u. Wydawało jej się, że Amerykanie są dyktatorami wszelkich mód i że należy to powtarzać. Żadnych rad nie słuchała. Widziała w sobie wielką artystkę. Komponowała piosenki, pisała teksty, śpiewała, ubierała się. Wszystko robiła sama. Obłędnie kochała przede wszystkim siebie. A tymczasem dobre piosenki pisali dla niej inni. (...)

- A jej kontakty z synem - były dobre czy takie sobie?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • avatar

    Gość: Emilka

    0

    Książka jest GENIALNA. Wspaniale napisana i wciągająca. Ja również bardzo polecam.

  • sysia722

    Oceniono 1 raz 1

    Czytałam tę książkę. Gorąco polecam. Dramat kobiety, która mogła wiele osiągnąć, a skończyła w nędzy i to głównie dzięki sobie, a właściwie przez chorobę. Tak naprawdę, to nigdy nie była zdrowa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku