Poczuła silny ból. - Zaczyna się - krzyknęła Magda, blondynka o niebieskich oczach i łagodnych rysach twarzy, kładąc ręce na dużym brzuchu.
- Tylko się nie denerwuj. Torba już spakowana. Taksówka zamówiona. Zaraz będziemy w szpitalu - gładzi po głowie Magdę Jola, filigranowa szatynka o bystrym spojrzeniu zza okularów.
- Ja rodzę! - przerażona Magda popędza swoją partnerkę. Przez wiele miesięcy obie czekały na ten dzień. Wyobrażały sobie, jak będzie wyglądał. Chodziły do szkoły rodzenia. Dziś zostaną matkami. Obie, choć urodzi Magda. Jola przetnie pępowinę maleństwu. Dziś wszystko się w ich życiu zmieni. Wkroczy w nie mały człowieczek....
Mama numer jeden, mama numer dwa 'Maleńka!
Sprowadziłyśmy Cię na ten niezbyt przyjazny świat, bo chciałyśmy podzielić się z Tobą naszą miłością. Kocham Twoją mamę i Ciebie pokochałam od pierwszej chwili Twojego życia. Byłam przy Twoich narodzinach. Chcę być też przy tym, jak będziesz stawiać pierwsze kroki i jak się w kimś zakochasz. Może wtedy łatwiej Ci przyjdzie wybaczyć nam to, że nasza rodzina jest 'inna'. Pewnie wiele razy będziesz się wstydzić, że masz dwie mamy. To nasza wina, nie Twoja. Ja
jestem tą drugą mamą, która Cię nie urodziła i która nie ma do Ciebie żadnych praw, ale za to chce się Tobą opiekować. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Najważniejsze, że jesteś. To prawdziwy cud!' - Jola, kilkanaście minut po narodzinach córeczki Magdy.
W szpitalu wita je położna, którą już wcześniej wybrały. Wszystko przebiega planowo. Mają do dyspozycji osobny pokój. Jola nie odstępuje Magdy. Pomaga się jej przebrać. Rozmasowuje nogi. Zwilża wodą usta. Całuje w czoło. Tuli, choć Magda wbija w jej rękę długie, pomalowane na niebiesko paznokcie. - Tak bardzo boli - przejmuje się.
Magda i Jola są ze sobą od trzech lat. - To była miłość od pierwszego wejrzenia - zgodnie twierdzą. Poznały się w uniwersyteckiej bibliotece i pół roku później wynajęły mieszkanie. Na początku nie myślały o posiadaniu dziecka.
- Macierzyństwo budziło we mnie odrazę. Karmienie piersią, przewijanie, kąpanie. Ubezwłasnowolnienie na własne żądanie - tak jeszcze do niedawna myślała Jola, kiedy słuchała opowieści swoich koleżanek, młodych mam. Zawsze była bardzo samodzielna, miała własne zdanie. Również w sprawie seksualnych preferencji. - Lubiłam melodramaty, lecz kiedy jako dziewczynka oglądałam "Przeminęło z wiatrem", kochałam się w Scarlett, a nie w Redzie. Czułam, że jestem inna, ale to nie znaczy gorsza - wspomina Jola. Powiedziała o tym rodzicom w dniu swoich 18. urodzin. Niełatwo było im zaakceptować to, że ich ukochana jedynaczka jest lesbijką.
Inaczej jest z rodziną Magdy. Ma dwie siostry i dwóch braci, pochodzi z małej miejscowości zagubionej w białowieskiej puszczy. Wychowywana tradycyjnie do dziś się nie ujawniła.
- Dla moich rodziców najważniejsze są
dzieci i wiara. Katolicka. W każdą niedzielę są w kościele. Kiedy dowiedzieli się, że jestem
w ciąży, nie potępili mnie, ale chcieli poznać ojca dziecka. Jak mam im powiedzieć, że sama go nie znam, bo zostałam zapłodniona metodą
in vitro, spermą anonimowego dawcy z Kriobanku w Białymstoku? - wyznaje Magda między jednym a drugim skurczem.
Decyzja, żeby zostać biologiczną matką dziecka, które mają z Jolą wychowywać, nie była dla niej łatwa. Ale to właśnie ona nie wyobrażała sobie ich dalszego wspólnego życia bez córki lub syna. A Jola na pytanie, czy chce z nią wychowywać
dziecko, nie odpowiedziała: "nie". Potem roztrząsały wszystkie za i przeciw.
Obie dziewczyny zbliżają się do trzydziestki, obie są po studiach psychologicznych, a przez pierwsze lata znajomości zajmowały się robieniem kariery zawodowej. Osiągnęły finansową stabilizację. Kiedy podjęły decyzję, że chcą zostać matkami, nie wyobrażały sobie zapłodnienia w tradycyjny sposób. - Jestem zazdrosna o Magdę i nigdy nie zgodziłabym się na to, żeby jakiś facet jej dotykał! - zwierza się Jolka.
Najważniejsze stało się znalezienie dawcy nasienia. Musiały się zdecydować, czy ma być anonimowy, czy też nie. Czy skorzystać z ofert mężczyzn (np. w internecie), którzy chcą zostać dawcami nasienia, a może namówić kogoś znajomego. Na przykład jakiegoś geja.
- Ale pojawiłby się problem jego udziału w życiu naszym i dziecka - wtrąca Jola.
- Znam taką lesbijsko-gejowską rodzinę. Mają wspólnie bliźniaki i te dzieci miesiąc mieszkają u tatusiów, a miesiąc u mam. Na razie są malutkie, ale za parę lat będą musiały pójść do przedszkola, potem do szkoły. Nie wiem, jak sobie z tym poradzą. Co z tego, że obie pary mieszkają w pobliżu siebie. Nasze społeczeństwo nie jest gotowe na zaakceptowanie dwóch mam, a co dopiero dwóch mam i dwóch tatusiów jednocześnie. Ale ja nie chcę się z nikim dzielić naszym dzieckiem - zdecydowanym tonem zaznacza Jola.
Dawca przestestowany Z serwisu dla lesbijek pragnących zostać matkami: www.lesmama.kobiety-kobietom.com dowiedziały się o metodach zapłodnienia in vitro w domu. Jednak nie przekonały się do nich.
- Transportowanie spermy uzyskanej od dawcy (w pojemniczku pod swetrem lub w termosie, żeby zachować odpowiednią temperaturę), a potem wprowadzanie jej do pochwy za pomocą jednorazowej strzykawki lub pipety - jak radzi portal lesmama - to straszne amatorstwo - przekonuje Jola. Wolały, żeby