Parafialna salka jednego z warszawskich kościołów. Na ścianie duży obraz ze świętym Franciszkiem, pośrodku sali zapalona świeca. Kobiet jest tylko nieco mniej niż mężczyzn. Elegancka blondynka, łysiejący czterdziestolatek, studentka o promiennym uśmiechu, biznesmen z laptopem. Jest też blondyn z kitką, nauczycielka z czerwonymi tipsami i cudzoziemiec - Anglik, dyrektor poważnej firmy. Wśród nich jest Michał, architekt.
Wychowały mnie kobiety - Kiedy pierwszy raz tu szedłem, bałem się. Myślałem, że spotkam jakichś zdegenerowanych zboczeńców, a zaskoczyła mnie normalność i przeciętność. Wielu ludzi na poziomie. Przedstawiali się imieniem i zawsze dodawali "jestem erotomanem".
A ja? Mnie nie chciało to przejść przez gardło. Wobec tylu osób miałem wyznać, że seks jest chorobą, która wyżera mi duszę? Nadal oszukiwałem siebie i rodzinę. Twierdziłem, że mam problemy emocjonalne, nerwicę, depresję, że cierpię na bezsenność... Nie chciałem się przyznać, że tylko poprzez seks jestem w stanie rozładować napięcie. Czasem czuję tak silne pożądanie, że nie zwracam uwagi na konsekwencje. Uprawiałem seks z naszą przyjaciółką, kiedy żona w tym czasie grillowała w ogrodzie. Sypiałem z moją sekretarką i jej siostrą bliźniaczką. To dodawało sprawie pikanterii. Jak się zaczął ten obłęd?
Wychowywały mnie kobiety. Matka, starsza siostra i ciotki, najczęściej "przyszywane". Ojca prawie nie znałem, bo
rodzice rozwiedli się, gdy miałem dwa lata. Do dziś nie wiem, czy tata nie chciał z nami utrzymywać kontaktów, czy też matka mu ich zabroniła. Była prokuratorem i z łatwością oskarżała nie tylko w sądzie. Potwornie bałem się jej cynicznego tonu i silnej ręki. Myślę, że miała problem z alkoholem. W domu często odbywały się libacje. Wtedy uciekałem do babci, która mieszkała w innej dzielnicy.
Ale kiedyś mi się nie udało. Miałem prawie 14 lat, w moim pokoju pojawiła się jedna z "przyszywanych cioć", nieco młodsza od mamy. Nie była brzydka, oczy jej błyszczały, stanęła przede mną i zaczęła się o mnie ocierać. Byłem zaskoczony, ale nie kryłem ciekawości, co będzie dalej. Usiadła na biurku, rozchyliła nogi i pokazała wyraźnie, że jest bez majtek. Zanim zdążyłem ochłonąć, majstrowała przy moim rozporku. Potem wszystko szybko się potoczyło.
To była moja inicjacja. Nie zdawałem sobie sprawy, że zostałem seksualnie wykorzystany. I to nie raz. "Ciocia" odwiedzała nas często, a ze mną regularnie uprawiała seks. Przy tych zbliżeniach traktowała mnie jak przedmiot. To ona decydowała, w jaki sposób i gdzie dojdzie do zbliżenia. Bawiła się mną, wyśmiewała moje zahamowania i to, że tak szybko się podniecam. Czułem do niej nienawiść i odrazę, ale równocześnie tęskniłem za jej ciałem. Niedawno przeczytałem świetną książkę amerykańskiego psychologa Patricka Carnesa pt. "Seks jako źródło cierpień. Dowiedziałem się z niej, że 81 proc. erotomanów doświadczyło seksualnych nadużyć w dzieciństwie. To mi wiele wyjaśniło.
Nieważne z kim, nieważne gdzie - W podstawówce moi koledzy oglądali pornosy, a ja imponowałem im moim seksualnym doświadczeniem, zgrywałem się na zimnego drania. Chłonęliśmy pornografię we wszelkich dostępnych formach. Prześladowały mnie seksualne fantazje i sny, więc masturbowałem się na okrągło. W szkole na przerwach zaspokajałem się w ubikacji i uprawiałem seks z przypadkowymi dziewczynami.
Na studiach miałem opinię casanowy i to mi odpowiadało. Kobiety lgnęły do mnie, chciały mnie usidlić, ale ja się nie dawałem. Seks tak, miłość nie - to była moja dewiza. Ale pojawiła się Ania, narzeczona kolegi, nieczuła na moje męskie wdzięki. Musiałem mu ją odbić. Pisałem wiersze, zasypywałem kwiatami, a ona była zimna jak lód. Posunąłem się nawet do próby samobójczej. Kiedy i to nie wystarczyło, oświadczyłem się. I zostałem przyjęty.
Gdy już byliśmy małżeństwem, a Ania zaszła w ciążę, zrozumiałem, że właściwie jej nie kocham. Zawsze ją zdradzałem. To mnie podniecało. Na własnym weselu uprawiałem francuską miłość z jedną z jej koleżanek i nawet zostaliśmy przez Ankę nakryci. Był wstyd, rozpacz, wyrzuty sumienia i obietnice, że to się nie powtórzy. Przez miodowy miesiąc wytrzymałem. Ale pojawiły się duszności, zawroty głowy, dreszcze, obsesyjne myśli i sny. Ruszyłem w miasto i uprawiałem seks z każdą, która nawinęła mi się pod rękę. Nie były ważne zabezpieczenia ani konsekwencje. Panika przychodziła po fakcie. Jeśli zostałem zakażony HIV-em, to mogę zakazić Anię... Trwało to latami.
Partnerki zdobywałem przez internet, z ogłoszeń, korzystałem z agencji towarzyskich, z usług tirówek. Potrzebowałem wciąż nowych, coraz bardziej ekstremalnych doznań. Nieważne z kim i gdzie. Ważne było rozładowanie napięcia. Inaczej nie mogłem pracować, myśleć. Ale coraz szybciej pobudzenie i niepokój wracały. Ręce mi się trzęsły jak alkoholikowi. Teraz wiem, że poprzez seks można osiągnąć stan upojenia szybciej i efektywniej, niż pijąc. W mózgu wytwarza się substancja o nazwie fenyloetyloamina, podobna do amfetaminy.
Zachowywałem się jak narkoman na głodzie, ale tego nie dostrzegałem. Kiedy świat mi się zawalił - żona wystąpiła o rozwód, bo znalazła sobie innego faceta, ukochana córka nie miała dla mnie czasu, w banku miałem debet, a w pracy zostałem pominięty przy podwyżkach - ogarnęło mnie przerażenie. Pojawiły się myśli samobójcze, bo powoli do mnie docierało, jaką jestem szmatą, jak strasznie ranię innych. A najbardziej przeraziło mnie, że jestem taki samotny, że nie potrafię kochać.
Michał trafił w końcu do seksuologa i to on go namówił do udziału we Wspólnocie Augustyńskiej SLAA. Tam poznał ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia i borykali się z podobnymi problemami. Dziś wspierają go, pilnują. Nawiązał przyjaźń ze swoim sponsorem Pawłem (sponsorem zostaje osoba z grupy, która od dawna nie ulega nałogowi i w każdej chwili jest gotowa służyć pomocą). Tam też doświadczył, jak trudny jest proces odstawienia seksu. Tłumione przez lata emocje dały o sobie znać.
- Czułem złość i ból. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Obrazy wykorzystania. Uczucia wstydu, upokorzenia. Winy i samotności. Przypomniałem sobie twarz koleżanki z podstawówki, która mi się podobała, którą kilka razy odprowadziłem do domu, ale potem kiedy zostałem seksualnie wykorzystany, wszystko się urwało... Poczułem straszną tęsknotę za tym uczuciem. Uczuciem, którego nie przeżyłem - wspomina Michał.
Długo namawiałam Annę - żonę Michała - na spotkanie. Wzbraniała się, tłumacząc, że grzebanie w przeszłości tak ją boli, że zrezygnowała z psychoterapii. Nagle sms - "Zapraszam jutro o 10". I adres.
Miłość nie wszystko wybaczy Ania mieszka w domu odgrodzonym od świata wysokim żywopłotem. W progu wita mnie zielonooka, piegowata kobieta z burzą rudych włosów. W obcisłych dżinsach wygląda najwyżej na 40 lat. Taka Ania z Zielonego Wzgórza. Uśmiecha się promiennie. - Pani pewnie lituje się nade mną, a może nawet mną gardzi... - wybucha i nie dopuszczając mnie do głosu, kontynuuje. - Sama się sobie dziwię. Jak mogłam wytrzymać z Michałem ponad 25 lat? Godzić się na to wszystko. Nie wiem... Kiedyś go wręcz obsesyjnie kochałam. Pamiętam, jak się poznaliśmy.
Na przyjęciu urodzinowym mojego ówczesnego narzeczonego Piotra. Przyszedł z tak piękną blondynką, że nawet Piotr nie mógł od niej oderwać wzroku, a on zamiast jej pilnować, bezczelnie mnie uwodził. Kiedy znaleźliśmy się sami w kuchni, zaczął mnie obłapywać. Wściekłam się i uderzyłam go w twarz. Roześmiał się i wyszedł. Wrócił z naręczem tulipanów, podobno ogołocił klomb przed blokiem. Był taki przystojny, uśmiechał się jak Jack Nickolson. Potem dowiedziałam się, że ma opinię kobieciarza. Dzwonił, pisał, wystawał pod gmachem uczelni, a ja nie chciałam go znać. Złamałam się, kiedy dowiedziałam się, że jest w szpitalu, bo połknął całe opakowanie relanium.
Wtedy uwierzyłam, że mnie kocha. I to był błąd. Kiedy wyzdrowiał, oświadczył się. Byłam w siódmym niebie. Dumna, że mi się udało zdobyć uczelnianego casanowę. Ale ta romantyczna historia już na weselu zamieniła się w tragifarsę. Pamiętam, że wyszłam na taras zaczerpnąć powietrza i usłyszałam postękiwania. Odwróciłam się i zobaczyłam scenę jak z telenoweli. W altanie stał mój mąż z opuszczonymi spodniami, a przed nim klęczała moja druhna i... Zatkało mnie. Zamarłam. Kiedy było już po wszystkim, Michał mnie dostrzegł i wtedy zaczęłam krzyczeć. Ktoś z gości wybiegł, a on zatkał mi usta i tłumaczył, że to taka nasza wstępna gra przed nocą poślubną.