Konkursomaniaczki

Ewa Pągowska
A A A Drukuj
Fot. Marcin Tomalka / AG
Gdyby tak zsumować (łącznie) wszystkie nagrody, które Monika, Marta i Justyna (każda oddzielnie) dostały w ciągu ostatnich kilku lat, okazałoby się, że jest ich już prawie trzy tysiące. I ciągle przybywają kolejne.
Monika Dębowska
Fot.Tomasz Wiech / AG
Monika Dębowska
Marta Nowik
Fot. Alina Gajdamowicz /AG
Marta Nowik
SONDAŻ
Czy lubisz brać udział w konkursach?

Tak. Staram się jak najczęściej próbować swego szczęścia.
Bardzo rzadko.
Nie. Uważam, że to strata czasu i pieniędzy.

Toruń ma pierniki, Piza wieżę krzywą, Wisła ma Małysza, Łomża swoje piwo. Za to hasło reklamowe 31-letnia Marta Nowik z Warszawy dostała samochód. Za recenzję płyty Eweliny Flinty, która była trawestacją piosenki wokalistki pt. "Żałuję" i zaczynała się od słów: "Żałuję, że nie znałam, że wcześniej nie słuchałam" 35-letnia Monika Dębowska z Krakowa otrzymała Harleya Davidsona. Za wyczerpującą odpowiedź na pytanie "czym jest dla ciebie macierzyństwo?" 29-letniej Justynie Michalak z Katowic przysłano kamerę cyfrową. To jedne z najbardziej atrakcyjnych nagród, jakie otrzymały. Monika liczbę swoich zdobyczy szacuje na ponad 2 tysiące. Justyna właśnie przekroczyła 500. Ma je zewidencjonowane w dwóch 96-kartkowych zeszytach A4. Marta mówi o ponad setce trofeów.

Udział w konkursach jest dla tych dziewczyn życiową pasją. Jest jak spełnienie dziecięcych marzeń, by każdego dnia Mikołaj przynosił prezenty. Tyle, że jego rolę gra w tym przypadku listonosz. - Trudne ma ze mną życie. Od ośmiu lat, przynajmniej raz w tygodniu dostarcza mi jakąś paczkę - śmieje się Justyna.

To jakiś żart?

- Zaczęło się pewnego poranka dziesięć lat temu od braku pomysłu na dzień - wspomina Monika. - Leżałam w łóżku i oglądałam telewizję. Akurat mówili o teleturnieju "Czas to pieniądz". Zadzwoniłam pod podany numer i zgłosiłam się na casting. Największą wagę przywiązywano do swobodnego zachowania przed kamerą. 50 osób, w tym ja, zakwalifikowało się do udziału w programie. Miałam sporo szczęścia, bo jako pierwsza zostałam wylosowana, by odpowiadać na pytania z wiedzy ogólnej. Każda poprawna odpowiedź była premiowana kolejnym pytaniem. Tak dobrze mi szło, że w pewnym momencie prowadzący zażartował "Daj już szansę innym".

Monika dostała się do finału i wygrała. Nissana Micrę i telewizor. - Mama z wrażenia aż usiadła. Rodzice nie mieli pojęcia, że biorę udział w teleturnieju. Idąc na nagranie, powiedziałam im, że wybieram się do biblioteki - wspomina. - Oboje są osobami zajmującymi wysokie stanowiska. Uważają, że w życiu trzeba sobie na wszystko zapracować, wiedziałam więc, że do mojego startu w teleturnieju podejdą sceptycznie. Tata przekonał się do mojej pasji dopiero, kiedy podarowałam mu Harleya... Zresztą ani on, ani ja długo nie mogliśmy uwierzyć, że dostałam motocykl. Pamiętam, że kiedy poinformowano mnie o tym przez telefon, myślałam, że znajomi robią mi jakiś żart. "Tak, Harleya, chyba Matchboxa..."

W rzeczywistości jednak to także rodzicom Monika zawdzięcza swoje konkursowe zwycięstwa. Kładli ogromny nacisk na jej edukację. Dzięki ich wsparciu skończyła cztery fakultety: inżynierię materiałową, ochronę i inżynierię środowiska, pedagogikę oraz organizację i zarządzanie, a także opanowała biegle rosyjski, angielski, niemiecki i włoski.

Droga do celu

Pierwszy start w konkursie był dla każdej z dziewczyn przypadkiem. Gdyby nie fakt, iż od razu udawało się zdobyć atrakcyjną nagrodę, nie zdecydowałyby się na kolejne próby. Jednak kiedy wracają myślami do dzieciństwa, dochodzą do wniosku, że rywalizację i wyzwania lubiły zawsze. Konkursy plastyczne, olimpiady językowe, rysunki wysyłane do "Piątku z Pankracym", wielki blok słonego masła z kościelnych darów za własnoręcznie wykonane serduszko adwentowe. Konkursowe hobby wynika więc w dużej mierze z wewnętrznej potrzeby sprawdzania się. Z zamiłowania do łamigłówek, prac ręcznych i zabaw słowem. Wszystkie trzy wybierają bowiem konkurencje, w których decydujące są umiejętności, a nie ślepy los. Bo, jak mówią, od nagrody ważniejsza jest dla nich droga do niej.

Złote czasy

Dla Marty konkursowa rywalizacja stała się hobby w 1997 r., kiedy wraz z ówczesnym chłopakiem, a dzisiaj mężem - Mariuszem, przeprowadziła się na studia z rodzinnej Łomży do Warszawy. - Mieliśmy sporo wolnego czasu, więc wymyślaliśmy slogany, rysowaliśmy mapy skojarzeń, zbieraliśmy opakowania, nakrętki i etykiety. Kiedy np. braliśmy udział w konkursie Pall Mall, pudełek szukaliśmy nawet na ulicach. Pamiętam też, jak przyjechaliśmy na weekend do rodziców i w sobotę dowiedzieliśmy się, że Browar Łomża organizuje konkurs na hasło reklamowe. Termin ich nadsyłania mijał w niedzielę. To była szybka akcja: Mariusz z ojcem pojechali do baru po kapsle, potem siedzieliśmy cały weekend i wymyślaliśmy slogany. Opłacało się. Dzięki temu mamy samochód.

Marta ma wrażenie, że w tamtych czasach grało się łatwiej, bo wymagania organizatorów były mniejsze. - Dzisiaj slogan czy spot muszą być naprawdę oryginalne, żeby zaskoczyć, zwrócić uwagę. Zarówno producentów, którzy organizują konkursy, jak i ich klientów. Nagrody z kolei są chyba mniej atrakcyjne - stwierdza, ale po chwili dodaje. - Chociaż tutaj pewnie nie jestem obiektywna. W tamtych czasach byliśmy niezbyt zamożnymi studentami, więc cieszyło nas wszystko. Każdy t-shirt z firmowym nadrukiem. Takich gadżetów reklamowych dostaliśmy naprawdę sporo. Niewiele zdarzyło się konkursów, po których nie pozostał żaden ślad. Były też oczywiście większe prezenty, m.in. opony zimo- we, wycieczka do Paryża, rower, wieża czy aparat fotograficzny.

Internet górą

Marta przyznaje jednak, że pod pewnymi względami dzisiaj jest łatwiej. Dzięki internetowi. On pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze. W ciągu godziny można wysłać kilkanaście zgłoszeń. Nie trzeba biec na pocztę, kupować kopert i znaczków. Szybciej też można znaleźć interesującą konkurencję. - Kiedyś wszędzie wypatrywaliśmy słowa "wygraj". Dokładnie czytaliśmy ulotki reklamowe, gazety, nietypowo, zaczynaliśmy od przeglądania reklam. Nie odwracaliśmy wzroku od billboardów, tylko uważnie się im przyglądaliśmy. W sklepach szukaliśmy produktów z napisem "promocja". To akurat zostało mi do dziś. Jestem idealnym celem dla wszystkich speców od marketingu. Jeśli na półce stoi pudło herbaty plus kubek, na pewno po nie sięgnę - śmieje się. - Poza tym trochę się jednak zmieniło. Oboje z Mariuszem pracujemy i wychowujemy naszego synka. Czasu mamy mniej, więc nasze poszukiwania ograniczamy zwykle do odwiedzin strony www.e-konkursy.com - mówi i zasiada przy laptopie. - To ogromna baza stron internetowych, na których można w coś zagrać. O, na przykład teraz mamy aż 662 linki w kategorii "konkursy aktualne".

Kolejnym miejscem w sieci, które chętnie odwiedzają miłośnicy rywalizacji, są fora internetowe. Tych związanych z konkursami na gazecie.pl jest kilka. Jedno z nich, o nazwie "konkursomaniacy", założyła na początku 2007 r. Justyna. - Złośliwych i zazdrosnych w sieci nie brakuje. To ważne, by ograniczyć im dostęp. Przecież forum jest miejscem, gdzie tworzą się przyjaźnie - tłumaczy. - Poza tym u nas trzeba coś od siebie dać, czyli np. wkleić linki do stron z konkursami, czy podać prawidłowe odpowiedzi, a nie jedynie żerować na cudzej pracy. Dlatego we wstępie piszemy wprost: "czytaczom i podglądaczom z góry dziękujemy:-)".

Na administrowanie, pogawędki i granie Justyna poświęca średnio dwie godziny dziennie. Startuje wtedy w 5 do 10 konkursach. Rezultat - ok. 5 nagród miesięcznie.

Specjalizacja

- Na początku gra się o wszystko i we wszystko. Potem każdy zaczyna się specjalizować w jakiejś dziedzinie - mówi Justyna. - Osiem lat temu, kiedy zaczynałam, nagrody, których nie potrzebowałam, sprzedawałam na Allegro. Dorabiałam sobie i 500 złotych miesięcznie.

Przez sześć lat, po urodzeniu córki, Justyna zajmowała się jej wychowaniem, zastrzyk gotówki był więc bardzo potrzebny. Twierdzi, że gdyby się bardziej przyłożyła, mogłaby nawet ze swojej pasji wyżyć. - Teraz pracuję jako opiekunka w żłobku i gram już tylko o to, na czym mi zależy - głównie o rzeczy dla dziecka, kosmetyki i sprzęt AGD. W konkursach, które wybieram, zadanie często polega na przesłaniu ciekawego przepisu na potrawę albo recepty na zdrowy tryb życia. Często, żeby zostać docenionym, wystarczy napisać wyczerpującą wypowiedź. Nie musi być nawet szczególnie oryginalna.

W przypadku Justyny zwykle wystarczy, żeby napisała prawdę. - Dbam o dietę, bo jestem hipoglikemiczką, staram się jeść dużo owoców i nabiału, nie siadam do kolacji po 18.00. Dbam też o skórę - wcieram wszelkie kremy i balsamy, stosuję naprzemienne prysznice zimną i ciepłą wodą, noszę bawełniane ubrania, nie biegam na szpilkach.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Dzień Matki 26 maja

Nie masz pomysłu na prezent? Wyślij piękny bukiet kwiatów »

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku