Szósty maja 2009 r., konferencja prasowa w klinice w Cleveland w USA. Pośród lekarzy zasiada 46-letnia Connie Culp - pacjentka po przeszczepie twarzy, którego dokonano w grudniu 2008 r. Po raz pierwszy pokazała się publicznie, ujawniono jej wiek i tożsamość. Ponadnaturalnej wielkości twarz Connie przypomina balon, z którego uciekła część powietrza. Monstrum - szepczą dziennikarze i dziwią się, że kierująca zespołem chirurgów prof. Maria Siemionow z Poznańskiego Uniwersytetu Medycznego uważa, że ta operacja to krok milowy w dziedzinie chirurgii plastycznej. Choć nie jest to zabieg pionierski, jest najbardziej rozległy, bo pochodząca od dawcy skóra twarzy zastąpiła blisko 80 proc. oblicza pacjentki.
Oddychać, jeść, mówić Pierwszego w historii przeszczepu twarzy dokonano we Francji trzy lata temu kobiecie pogryzionej przez psa. Kolejne operacje chirurdzy przeprowadzili w 2006 r. w Chinach i w marcu 2008 r. roku we Francji.
Dlaczego Connie musiała poddać się transplantacji? W 2004 r. mąż strzelił do niej ze strzelby z odległości 2,5 metra. Straciła nos, podniebienie, policzki i górną szczękę. Trzydzieści operacji rekonstrukcji twarzy, przeprowadzonych tradycyjnymi metodami, nie było w stanie doprowadzić do tego, żeby mogła przełykać, oddychać przez nos, czuć zapach, mówić. Transplantacja twarzy trwała 22 godziny i była obarczona ryzykiem odrzucenia przeszczepu. Już wiadomo, że zabieg się udał i choć twarz nie jest podobna do delikatnej buzi sprzed wypadku, Connie zapewnia, że jest szczęśliwa. Nareszcie może normalnie jeść, oddychać przez nos, wychodzić na ulicę, uśmiechać się, rozmawiać. Oczywiście twarz wymaga jeszcze korekt, ale - jak zapewnia prof. Siemionow - są to korekty kosmetyczne, a obrzęki ustąpią. Do transplantacji lekarka przygotowywała się od lat, przeprowadziła 20 eksperymentalnych zabiegów polegających na pobraniu skóry ze zwłok i przeszczepieniu jej martwemu biorcy. Najtrudniejsze było zszywanie mięśni mimicznych, których jest ponad 70. W rozmowie z dziennikarzem "Gazety Wyborczej" Marcinem Gadzińskim prof. Siemionow powiedziała, że celem zabiegu nie jest przywrócenie dawnego wyglądu - to jeszcze nie jest możliwe - ale sprawienie, że ktoś będzie wyglądał "normalniej": "Oprócz twarzy jest wiele elementów, które charakteryzują "nas" jako "nas". Oczy, gestykulacja, sylwetka, chód, głos" - tłumaczy.
Rodzinie i znajomym Connie zapewne niełatwo będzie pogodzić się z jej obecnym wyglądem, ale najważniejsze, że kobieta może rozpocząć normalne życie. Pracować, pójść do kina, odwiedzić przyjaciół. W klinice w Cleveland na przeszczep twarzy czeka 50 osób. Oszpeceni przez wypadki, poparzenia, operacje, choro- by, bo tak poważnej operacji nie wykonuje się po to, by poprawić wygląd czy zmienić tożsamość.
Kiedy inny znaczy gorszy Zdarza się natomiast, że chirurgię plastyczną wykorzystuje się, by zmazać stygmat choroby, np. zespołu Downa. W marcu 2008 r. brytyjskie i amerykańskie media poruszył zamiar przeprowadzenia operacji plastycznej dwuletniej Ophelii, córki chirurga plastycznego Laurence'a Kirwana. Ophelia ma zespół Downa i ojciec chciał poprawić jej rozszerzające się oczy, płaski nos, wąskie usta, wystający język i grubą szyję. Ostro zareagowało na to Brytyjskie Stowarzyszenie Osób z Zespołem Downa, pisząc, że nikt nie powinien być poddawany operacji tylko po to, żeby jego wygląd był bardziej akceptowany społecznie. Z tą opinią nie zgodzili się rodzice innej chorej dziewczynki - przyznali, że gdy miała pięć lat, poddali ją trzem operacjom, bo bali się, że: "świat jest okrutny i na pewno nie dostosuje się do naszego dziecka". W Polsce, w Specjalistycznym Centrum Medycznym w Polanicy Zdroju, na oddział chirurgii plastycznej trafia rocznie ok. 10 pacjentów z zespołem Downa, często w wieku przedszkolnym. Wielu rodziców jednak odkłada kwestie zabiegu, aby dziecko mogło samo podjąć decyzję. Wszyscy boją się, że ich latorośle będą nieakceptowane, bo nie toleruje się "inności", brzydoty. Wygląd liczy się bowiem bardziej niż wiedza czy talent.
Kopia ważniejsza od oryginału Medycyna estetyczna wychodzi naprzeciw marzeniom. Dziś można poprawić każdy fragment ciała. W USA prawie wszystkie kandydatki na modelki i aktorki zaczynają karierę od zmniejszenia nosa, powiększenia piersi czy ust. I to dopiero początek. Szczupłe, wysokie, z wydatnymi biustami pojawiają się na ekranach, przyprawiając nas o kompleksy. Podziwiamy je. Chcemy być takie jak one. Wierzymy, że zmiana twarzy czy sylwetki odmieni nasze życie, że bardziej opłaca się być kopią idola niż oryginałem samego siebie. Coraz nam trudniej czuć się dobrze we własnej skórze.
Kiedy amerykański kanał MTV zdecydował się wyprodukować program "I want a famous face" (Chcę mieć sławną twarz), podczas którego uczestnicy z pomocą chirurgów plastycznych upodobnią się do gwiazd, nie było żadnego problemu ze znalezieniem chętnych. Najpierw sfinansowano operacje braci Mata i Mike'a, którzy chcieli wyglądać jak Brad Pitt. Sporo wycierpieli - zmieniono kształty ich nosów, uwypuklono kości policzkowe i nałożono na zęby białe licówki. Potem Susan powiększyła sobie usta i biust silikonem, żeby upodobnić się do Pame- li Anderson. Najwięcej kontrowersji wzbudziła przemiana transseksualisty Toma w Jennifer Lopez. Kiedy przymierzano się do polskiej edycji tego reality show, zgłosiło się 90 chętnych w wieku od 16 do 22 lat.
Być jak Barbie Dla wielu osób upodobnienie się do idola staje się obsesją. Nadya Suleman jest psychofanką Angeliny Jolie. Matka ośmioraczków nie ma czasu zajmować się chorowitymi niemowlętami, bo poddaje się kolejnym operacjom, by przypominać ukochaną gwiazdę. Ostatnio wyszczupliła sobie twarz, podniosła brwi. Sarah Burge w ciągu 40 lat miała ponad sto operacji, wydała ponad pięćset tysięcy funtów, by stać się sobowtórem lalki Barbie. Nie udało się. Sarah- -Barbie musiałaby przy wzroście 179 cm ważyć 49 kg, mieć 84 cm w biuście, 46 cm w talii i 80 cm w biodrach. Atrakcyjna Szwajcarka Jocelyne Wildenstein, mieszkająca w Kenii i zafascynowana urodą drapieżników, zażądała od chirurga, żeby nadał jej twarzy kocie rysy. Po kilku operacjach okazało się, że nie może domknąć powiek, a po następnych przeobraziła się w monstrum.
Wiele gwiazd też nie zna umiaru i staje się własną karykaturą. Michaelowi Jacksonowi poprawiano nos (15 operacji), skórę (8 zabiegów wybielania), usta (5 operacji), powieki, policzki, podbródek, włosy. Obecnie nękają go ropiejące rany i musi chodzić w masce i rękawiczkach. Rekordzistką jest też Cher, która przeszła 30 operacji plastycznych. Nawet usunęła kilka żeber, żeby mieć talię osy. Groteskową twarz-maskę po kolejnych liftingach prezentuje Richard Chamberlain, a silikonowe piersi Pameli Anderson bardziej śmieszą, niż uwodzą.
Wzorzec pupy W Hollywood o to, by starość nie miała tu dostępu, dbają chirurdzy zrzeszeni w The American Academy of Facial Plastic and Reconstructive Surgery. Niedawno wybrali najpiękniejsze kobiety XXI wieku. Wygrała Catherine Zeta- -Jones (skorygowane powieki i czoło). Ogłoszono też, które części ciała gwiazd są najczęściej kopiowane przez innych. I tak np. wzorcowy nos ma Nicole Kidman, usta - Angelina Jolie, pupę - Jennifer Lopez. Męską sylwetkę - Matthew McConaughey, a oczy - Tom Cruise.
Mimo wszystko operacje plastyczne w Hollywood są tematem tabu. O tym, kto sobie co poprawił, szepcze się na przyjęciach, ale zaprzecza w wywiadach. Jedną z nielicznych, która zdecydowała się opowiedzieć o przygodach ze skalpelem, jest Dolly Parton. W autobiografii pochwaliła się, że zafundowała sobie biust, o jakim marzą wszyscy mężczyźni. Z polskich gwiazd do poprawiania urody przyznała się Kayah i Anna Powierza (zmieniły kształt nosa) oraz Mandaryna i Anja Orthodox (powiększyły biust).
Brama sukcesu czy ślepa uliczka Dziś w Hollywood unika się dużych operacji plastycznych i najczęściej przeprowadza się stopniowe korekty - biustu, ust, pośladków, powiek, podbródka. Nie wszyscy mężczyźni jednak akceptują takie zmiany u swoich żon. Antonio Banderasowi nie spodobało się, gdy Melanie Griffith powiększyła usta i biust o dwa rozmiary. Nie godził się na dalsze odmładzające zabiegi, bo kocha ją taką, jaka jest. Sprzeciw wobec magii skalpela wyraża Susan Sarandon (56 lat) i Sigourney Weaver (51), która twierdzi, że nigdy nie czuła się lepiej niż teraz. Rosanne Arquette (46) przekonuje, że pogoń za urodą i wieczną młodością to obsesja, która prowadzi w ślepą uliczkę.
W USA liczba operacji plastycznych rośnie średnio o 11 proc. rocznie, a w Wielkiej Brytanii aż o 35 proc. W Polsce w ciągu roku wykonuje się około miliona zabiegów. Do niedawna mogli sobie na nie pozwolić jedynie celebryci, ale teraz stały się bardziej dostępne. W latach 90. powiększenie piersi w USA kosztowało 12 tys. dolarów, teraz 500 dolarów. W Polsce - 12-14 tys. zł. W Brazylii operacja plastyczna stała się nawet modnym prezentem dla dziewczynek z okazji pierwszej komunii. Również w Chinach zabiegi upiększające dla nastolatek stają się popularne.
Nadchodzą czasy tyranii piękności - alarmuje francuski antropolog David Leberton w magazynie "Focus" i dodaje: "Ciało stało się dowodem osobistym określającym pozycję społeczną, charakter i szansę na sukces. Trzeba się dostosować [...], żeby mieć choć cień nadziei, że otworzą się dla nas bramy sukcesu". Ten cień nadziei dostała Connie Culp. Przeszczepiono jej twarz i choć nigdy nie będzie wyglądać tak jak przed wypadkiem, ma szansę być sobą, choć w innej skórze.
Nie dajmy się okaleczać! Dr n. med. Andrzej Sankowski, chirurg plastyczny z ponad 30-letnim doświadczeniem, od 15 lat prowadzi prywatną klinikę
Ostatnie lata przyniosły olbrzymie zainteresowanie medycyną estetyczną. Najczęściej przeprowadzane są operacje korygujące zniekształcenia wrodzone, takie jak odstające uszy czy brzydki nos, albo nabyte - obwisłe piersi, odkształcony brzuch po porodzie. Zajmujemy się też zabiegami przywracającymi młodość, np. liftingiem. Zgłaszają się do mnie również pacjentki do "poprawki" - źle zoperowane, a nawet okaleczone. Nieprofesjonalny zabieg może zmienić całkiem niebrzydką twarz w pociętą bliznami ranę. Dlatego przestrzegam przed oddawaniem swojego ciała w niepewne ręce. Szukając dobrego specjalisty, nie należy kierować się opiniami zamieszczonymi w internecie - są anonimowe, nie wiadomo kto je pisze i w jakim celu. Trzeba też wystrzegać się "naganiaczy". Czasem np. manikiurzystka czy fryzjer zachwalają usługi jakiegoś lekarza lub kliniki, bo czerpią z tego korzyści. Radzę też odwiedzić kilka gabinetów chirurgów plastycznych. Jeśli lekarz obiecuje nam, że wszystko jest możliwe, a nie mówi nic o bólu pooperacyjnym i ewentualnych komplikacjach i w dodatku wyznacza termin operacji za tydzień, to lepiej uciekać. W moim gabinecie na zabieg czeka się około pół roku i poprzedza go wiele dodatkowych badań.
Osobowość się nie starzeje Dr Katarzyna Korpolewska, psycholog, prowadzi firmę doradczą Profesja Consulting
Naturalne jest, że chcemy dobrze wyglądać, dbamy o siebie. Nie ma też nic dziwnego w tym, że chcemy przedłużyć młodość, np. poprzez uprawianie sportów, stosowanie dobrych kosmetyków czy nawet korzystanie z zabiegów medycyny estetycznej. Problem się zaczyna wtedy, kiedy poprzez liczne operacje plastyczne człowiek chce zmienić siebie, stać się kimś innym. Wynika to z niskiej samooceny i braku wiary, że może być we mnie coś interesującego. Upodobnianie się do ludzi sukcesu to marzenie, żeby się nimi stać. Myślenie magiczne: zmiana wyglądu doprowadzi do tego, że zmieni się moje życie. Jeśli stajemy się czyjąś kopią, może to doprowadzić do zaburzenia tożsamości, a przecież nawet po wielu operacjach będziemy jedynie podobni do np. Angeliny Jolie, a nie staniemy się nią. Zresztą o jej sukcesie poza urodą zadecydował talent i osobowość. Dlatego dbajmy nie tylko o wygląd, ale też o rozwój swojej osobowości i w ten sposób twórzmy kapitał, który jest ponadczasowy.