Stylowo, bo za grosik

Małgorzata Szamocka
A A A Drukuj
Żeby się stylowo ubrać, nie trzeba worka pieniędzy. Wystarczy odwiedzać szmateksy, wymiany ciuchów i znać dobre adresy internetowych sklepów z używaną odzieżą. Czy może być lepsza recepta na kryzys?

Fot. Micha? Mutor / AG
Fot. Micha? Mutor / AG
Fot. Micha? Mutor / AG
ZOBACZ TAKŻE
Drogie koleżanki! Zapraszam na ciuchowymieniarkę, czyli rytualną wymianę przyodziewku, sposób na zakupy w czasach kryzysu tudzież handel wymienny trendów jesień 2009. - takie zaproszenia rozesłała pocztą elektroniczną Ania do swoich przyjaciółek.

Czas na swap

Ciuchowymieniarki, znane w Ameryce jako swap parties, to imprezy, których uczestnicy wymieniają się ubraniami, butami, biżuterią, akcesoriami. Wszystko zaczęło się w 1994 r., kiedy to Suzanne Agasi dostrzegła, że kupując ubrania, kierujemy się emocjami. I dlatego to, co w sklepie wydawało się nam ekstra ciuchem, w domu znika w czeluściach szafy. Czasem na zawsze. Dlatego namówiła swoich znajomych z San Francisco, żeby opróżnili szafy z fajnych, nienoszonych rzeczy i zamienili je na jeszcze fajniejsze ciuchy koleżanek. Każdy, kto chciał brać udział w swapie, musiał przynieść jakiś ciuch. Ponieważ spotkania cieszyły się coraz większą popularnością, stały się inspiracją do stworzenia przez Agasi firmy Clothing Swap. Organizuje swapy do dziś, załatwia lokal, catering, zaprasza stylistki, i, oczy- wiście, prowadzi imprezę. Wstęp wynosi od kilku do kilkudziesięciu dolarów.

Popularność swap parties jest ogromna, organizuje się je nie tylko w USA, Australii, lecz w wielu krajach europejskich. W Wielkiej Brytanii np. podczas słynnego Visa Swap Party, wśród tony rzeczy ukryte były prawdziwe rarytasy - ubrania pochodzące z szaf: Kylie Minogue, Naomi Campbell czy Rhihanny.

Również u nas ciuchowymieniarka staje się popularna. Co prawda imprezy te odbywają się zazwyczaj w wielkich miastach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się upowszechniły. Przecież swap parties w naszym kraju pojawiły się na długo przed kryzysem: - Zaczęłyśmy organizować ciuchowymieniarki sześć lat temu. Wymieniałyśmy naprawdę ogromne ilości ubrań - wyznaje Ania na portalu interii i dodaje - zazwyczaj w babskim gronie. Czasem jednak dziewczyny przychodzą z "męską obstawą" i widać, że panowie także mają ochotę na takie ciuchowe szaleństwo.

Ciuchowe sabaty

Ubrania to też pretekst do spotkań. Każda z uczestniczek przynosi na imprezę coś do jedzenia. Są ciasta, przekąski, wino, rozmawia się nie tylko o modzie. Czasem w trakcie spotkania można znaleźć opiekunkę do dziecka lub ciekawą pracę. Panuje jedna zasada: ciuchy do wymiany muszą być czyste i w dobrym stanie. Dziś Ania przyniosła dwie sukienki, torebkę, buty i marynarkę. Wyszła ze swetrem, prochowcem i spodniami. Julka wymieniła się z Olą, dając jej garsonkę w zamian za dżinsy z obniżonym krokiem. Zuzanna dała Magdzie sukienkę w kwiaty za rzymianki.

Pomieszczenia, w których organizowane są swap parties wyglądają jak ciuchland po dostawie towaru. Ubrania wykłada się na podłogę, stoły, meble. Segreguje się je tematycznie: tu sterta spódniczek, tam spodni, na dole dziecięce ubranka i buty, na drzwiach wiszą torebki i paski, na biurku stoi waza z biżuterią, a pod oknem kilkadziesiąt par butów.

Są różne style organizowania swapu - zależy to od liczby osób i warunków lokalowych. Można np. w każdym pomieszczeniu zrobić wymianę dla osobnego rozmiaru ubrania. Ważne, żeby w pobliżu było duże lustro, w którym można sprawdzić, czy wyszukana kreacja nam pasuje. Swap parties odbywają się też w knajpach. W Warszawie na wymianę ubrań można się skrzyknąć m.in. w kawiarni "Pędzle i szczotki" przy ul. Tamka.

W tradycyjnym swappingu po wyszukaniu ubrania szukamy jego właściciela. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, bo nie jest to łatwe w lokalu, w którym kłębią się tłumy. Kiedy znajdziemy właściciela, rozpoczynamy targowanie. Od tego, co mamy do zaoferowania i siły naszej perswazji zależy powodzenie transakcji. Z kolei metoda żetonowa wymaga od organizatorów sporych przygotowań. Ciuchy są grupowane (np. spodnie za 2 żetony, sukienki za 10 żetonów) - po czym lądują w sali, gdzie odbywa się impreza, a my z żetonami wyruszamy, by zdobyć najwspanialsze okazy.

Z szaf celebrytów

Z małych mieszkań swap parties zawędrowały do centrów handlowych i biurowców. Patronują im ośrodki rozwoju osobistego, portale internetowe, czasopisma poświęcone modzie, stacje telewizyjne. Jesienią 2008 r. ruszył specjalnie zaaranżowany SWAPshop w stołecznej galerii handlowej Złote Tarasy. Ubrania podzielono na kategorie, a każda uczestniczka, która je oddała, otrzymała pulę punktów do wymiany na inne ciuchy. Specjalnie sygnowane były ubrania ekskluzywnych marek. Atrakcję stanowiła Szafa Celebrities z kreacjami gwiazd show-biznesu. Miłośniczki mody miały szansę zdobyć odzież Beaty Sadowskiej, Grażyny Wolszczak czy Ilony Felicjańskiej, a nawet takie rarytasy jak buty Naomi Campbell lub koszulę Sharon Stone.

Swapping zyskał już w Polsce rzesze fanów. W Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Mysłowicach, Szczecinie, Krakowie, Trójmieście i Łodzi kilkakrotnie były organizowane akcje swappingowe na dużą skalę (np. Dni Ciucha, Swapshop, Uwolnij łacha!, Babi targ, Ciuch-Ciuch-Babka). Doczekał się już nawet kilku odmian - m.in. dla młodych mam, którym wymiana dziecięcych ubranek i akcesoriów bardzo się spodobała (właśnie taką imprezę 10 października przygotowuje Lula.pl). Trafił również do sieci. Powstały takie witryny, jak: mojeciuchy.pl i zakurzone.pl z działami "Za darmo" z myślą o tych, którzy potrzebują pomocy oraz tych, którzy mogą pomocy udzielić. Inne swappingowe portale to: wymianki.pl i bubbler.pl.

Bakcyla wymiany połknęły nie tylko młode dziewczyny. Na swap przychodzą też - choć rzadziej - starsze panie, ale za to przynoszą prawdziwe rarytasy, np. oryginalną ramoneskę, czyli kultową kurtkę motocyklową z lat 60.



Vintage, czyli ciuchy z rodowodem

Modę na stylowe rzeczy "z kufra prababki" określa się terminem vintage (jak dobre rocznikowe wina). Ciuchy vintage mają historię, są niezwykłe, nawet jeśli 20 czy 30 lat temu były częścią szarej codzienności. W cenie są starsze roczniki, ale nie wszystkie. Za granicą od dawna istnieją butiki vintage z używaną ekskluzywną odzieżą firmowaną nazwiskami znanych projektantów. Ceny dochodzą do kilkudziesięciu euro za sztukę. Ponad 40 lat temu przygodę z ciuchlandami rozpoczęli studenci, artyści, hippisi, punkowcy i heavymetalowcy. Odzież z drugiej ręki sprzedawali na wagę, przeważnie w garażach. Stąd nazwa niemieckiej sieci tego rodzaju sklepów - Garage. Początko-wo butiki były przeznaczone dla ubogich, z czasem jednak rósł ich prestiż. W ekskluzywnych secondhandach ubrania wiszą na wieszakach, często uporządkowane kolorami.

Najpopularniejsze sklepy z używaną odzieżą to tzw. secondhandy koszowe. Entuzjaści ciuchlandów twierdzą, że prawdziwe lumpeksy to właśnie te, gdzie można grzebać, przerzucać i wyławiać unikaty z koszy. I za bezcen wypatrzyć np. kultowy i oryginalny trencz Burberry (70 zł, przy cenie rynkowej ponad 3,5 tys. zł). - Uwielbiam wyprawy do tych grzebalni, w których niezależnie od tego, co odkryję, płacę "za kilogram" - mówi Magda, studentka iberystyki z Wrocławia. - Czuję dreszcz, kiedy zanurzam ręce w pudle czy skrzyni i nieoczekiwanie wydobywam sukienkę Prady. Z góry odrzucam ubrania na wieszakach - dodaje. Polowanie na "tę" właśnie rzecz to zabawa dla romantyków i tropicieli. Dla czujących modę. Można zaszaleć i nawet jeśli za tydzień nie będzie się miało ochoty założyć kupionej rzeczy, to niewielka strata.

Polowanie na niepowtarzalność

W sieci pojawiły się witryny, w obrębie których internauci dzielą się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi sklepów z używaną odzieżą. Jest też strona z adresami ciuchlandów z całej Polski. Lista jest długa, bowiem nawet w najmniejszych miastach roi się od szmateksów i można w nich znaleźć markową rzecz za kilka złotych. Natomiast w dużych miastach zauważalna jest tendencja odwrotna - wiele ciuchlandów zniknęło. Może dlatego, że zamieniły się w butiki, a ceny używanych ubrań są w nich niewiele niższe od tych z przecen w centrach handlowych.

Jednak zdobycz z ciuchlandu przyciąga wzrok. Przede wszystkim ze względu na swoją oryginalność. Zakupy w takich miejscach robią Julia Roberts i Brat Pitt, Kayah, Reni Jusis, Kasia Nosowska i Renata Przemyk, która w szmateksach zaopatruje się w kultowe skórzane kurtki. Najważniejsze, żeby były niepowtarzalne. Nawet na oskarowej gali Winonę Ryder czy Chloe Sevigny widziano w sukni Valentino... ale z lat 40. W Warszawie też już są butiki z używaną odzieżą, w których można wyszperać prawdziwe rarytasy, np. dżinsy Diesel, Naf-Naf, Hugo Boss (40-60 zł), żakiet Escady, Salvatore Ferragamo, Gucciego (50-150 zł) czy męskie koszule Giorgio Armaniego (50 zł). Oczywiście nie z najnowszej kolekcji, ale może właśnie to jest ich zaletą. Chętnych na takie polowania nie brakuje. Niektórym jednak nie odpowiada przegrzebywanie ton ciuchów czy przedzieranie się przez tysiące wieszaków. Dla nich rozwiązaniem są lumpeksy on-line.

Szaleństwo w sieci

Nie tracąc czasu na żmudne poszukiwania, otrzymują ofertę wyselekcjonowanych, czystych, a w wielu przypadkach w ogóle nie używanych ubrań. W internetowym sklepie można robić zakupy siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, ale nie można stwierdzić, jaki jest stan ubrania, np. czy rzecz nie jest poplamiona, nie ma skazy. Trudno to ocenić na podstawie zwięzłego opisu i zazwyczaj jednego, i to słabego, zdjęcia. Najtańszym internetowym secondhandem jest laroxy.com. Przy odrobinie szczęścia i cierpliwości na serwisach aukcyjnych można wyszperać wszystko - buty od Prady i ubrania z kolekcji Kate Moss.

Największy (ponad 5 mln użytkowników) i najstarszy (działa od 1999 r.) taki serwis w Polsce to allegro.pl. Powstał na fali sukcesu amerykańskiego ebay, który działa w 26 krajach i skupia kilkudziesięciomilionową, największą na świecie społeczność kupujących i sprzedających. Od 2005 r. eBay jest w Polsce i korzystanie z niego jest praktycznie nieograniczone. Można się rejestrować, dokonywać transakcji, wypowiadać się na forum. Nie ma problemów z dokonywaniem opłat, zwłaszcza za pomocą kart kredytowych lub przelewów bankowych, ceny podawane są w euro i przeliczane na złotówki wg kursu dnia. Trzecią popularną witryną aukcyjną jest Świstak.pl (www.swistak.pl), który za świadczone usługi nie pobiera obecnie prowizji.

W sieci można też znaleźć kilka polskich ekskluzywnych wirtualnych ciuchlandów. Część z nich oferuje odzież typu vintage. Przykładowo: www.vintageshop.pl - prowadzony przez fotografików i stylistów (specjalizacja lata 50.-80., wystawia- ją także markową odzież); glam.pl (dużo strojów wieczorowych, także w stylu glam i goth); www.vintage-agi.pl (w każdej dostawie są ubrania m.in. Gianfranco Ferre, Max Mary, Deni Cler, Diora, Moschino, Guy Laroche, Thierry Muglera, Burberry); www.mofashion.pl (kusi wyselekcjonowany- mi unikatowymi ciuchami). Warto również odwiedzać: www.stylografia.pl; www.superciuszki.com, www.butikvintage.com, www.madamemumu.pl; www.ready-to-wear.pl; www.kufersklep.pl. Minusem jest to, że w porównaniu z tradycyjnymi szmateksami ceny ciuchów sprzedawanych w internecie są wyższe. Trzeba również zapłacić za wysyłkę. Raczej odpada targowanie się o cenę, a rabaty przeznaczone są tylko dla stałych klientów. Jedno jest pewne: zarówno swap parties, jak i polowania w szmateksie lub w sieci, to metoda na nieograniczony lifting naszych szaf. I to za niewielkie pieniądze. A przy tym czeka nas dobra zabawa.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Dzień Matki 26 maja

Nie masz pomysłu na prezent? Wyślij piękny bukiet kwiatów »

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku