Życie w związku niesakramentalnym było dla sumienia Lucjana sporym ciężarem. Dlatego Ewa, która miała z nim dwójkę dzieci, a z poprzedniego - zawartego w młodości pod presją ciąży małżeństwa - córkę, postanowiła wnieść prośbę do sądu kościelnego o stwierdzenie nieważności ślubu. Lucjan był pewien, że poprzednie małżeństwo Ewy, rozumiane jako sakrament, nie istniało. Niestety, po dwóch latach starań, licznych przesłuchaniach, sąd kościelny pierwszej instancji prośbę odrzucił. Czy w dzisiejszych czasach można uznać, że kobieta w ciąży zawiera związek pod presją otoczenia? Wiele osób odpowie, że to argumentacja naciągana, choć nie musiało tak być w przypadku Ewy. A czy można mówić o przymusie i niechęci, jeśli np. narzeczona przed ślubem mieszkała ze swym partnerem?
W gąszczu procedur
Ewa nie dała za wygraną. Wiedziała, że Lucjan nigdy nie będzie z nią w pełni szczęśliwy, jeśli będą - w rozumieniu Kościoła - żyć w stanie grzechu ciężkiego i nie będą mogli przyjmować Komunii Świętej. - Poszłam do kurii i spotkałam się z prawnikiem, księdzem. Był miły i pomocny. Poradził, że właściwym tropem może być niedojrzałość psychiczna w momencie zawierania związku. Napisałam list do sądu. Poszłam do psychologa na specjalne badanie na potrzeby procesu, a on potwierdził moją niedojrzałość w chwili ślubowania - zwierza się Ewa w wydanej przez Znak w 2009 roku książce Macieja Mullera i Tomasza Ponikło "Miłość z odzysku - nowy związek - jak żyć w Kościele?". Autorzy starają się pomóc rozwiedzionym poruszać się w gąszczu procedur związanych z procesem o unieważnienie związku, w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, wyjaśniają stanowisko Kościoła. Opisują historie ludzi, którzy żyjąc w drugim związku, nie mogą przyjmować Komunii Świętej i czują się wyrzuceni na margines Kościoła. Są też wyznania tych, którym się udało - tak jak Ewie - doprowadzić do udowodnienia, że ich małżeństwo w ogóle nie zaistniało.
Do małżeństwa nie gotowi
Ks. Jacek Prusak, jezuita i psychoterapeuta, uważa, że obecnie ludzie często pobierają się, nie będąc do tego gotowymi, wystarczająco dojrzałymi. Nie zdają sobie sprawy, na czym tak naprawdę polega małżeństwo i jaką niesie ze sobą odpowiedzialność. Nie wystarczy bowiem powiedzieć "będę Cię kochał i szanował do śmierci". Liczą się nie tylko słowne deklaracje, ale czyny.- Niezdolność psychiczna, na którą tak często powołują się osoby występujące o stwierdzenie, że ich małżeństwo nie zostało ważnie zawarte, to musi być poważna anomalia, a nie wada charakteru - stwierdził na łamach "Gościa Niedzielnego" ks. prał. Antoni Stankiewicz, przewodniczący Papieskiej Rady Interpretacji Tekstów Prawnych. Chodzi o wszelkiego rodzaju patologie osobowości, począwszy od głębokiej niedojrzałości, skończywszy na alkoholizmie, narkomanii, seksoholizmie i innych uzależnieniach. Tak głębokie, że człowiek nie jest w stanie wypełniać obowiązków i budować normalnej rodziny. Czasami ta przyczyna jest błędnie utożsamiana z niezgodnością charakterów, co jest bardzo częstym powodem rozwodów cywilnych. Czy osoba, która została uznana za niezdolną psychicznie do zawarcia małżeństwa, może wstąpić ponownie w związek sakramentalny? Otóż nie jest to takie proste. Najpierw musi ona zasięgnąć opinii biegłego psychologa lub psychiatry, a następnie uzyskać zgodę ordynariusza na ponowne małżeństwo. Również narzeczony lub narzeczona danej osoby powinni być poinformowani o tym, że ich partner już stawał przed ołtarzem.Maria pochodzi z rodziny, w której rozwodów dotychczas nie było. Kiedy wychodziła za mąż za Wiesława, nie wiedziała, że jej narzeczony ma depresję, potrafi tygodniami nie wstawać z łóżka, ma problemy z komunikowaniem się z najbliższymi, nie jest w stanie pracować, zarabiać na utrzymanie. Być odpowiedzialnym mężem i ojcem. Po latach męczarni zdecydowała się na złożenie pozwu o stwierdzenie nieważności ślubu. - Wiem, że mam duże szanse. Zależy mi na tym, bo jestem katoliczką, a niedawno poznałam mężczyznę, który też jest głęboko wierzący. Chcemy się pobrać. Jednak czy mojego małżeństwa z Wiesławem nie było? Trudno mi to tak określić... Przecież mamy dorosłą córkę i syna. Co oni na to powiedzą? - zastanawia się.W takim wypadku, jeśli zostaje wydany wyrok orzekający o nieważności małżeństwa, to nie unieważnia on tych lat wspólnego życia i nie dotyczy też potomstwa. Dzieci są nadal poczętymi i zrodzonymi w małżeństwie katolickim.
Wprowadzenie w błąd
Stwierdzenie nieważności ślubu dla jednych jest początkiem nowego życia. Dla innych natomiast to bolesny koniec dotychczasowego porządku. Jak się z tym pogodzić w sytuacji, kiedy spędziło się ze sobą tyle lat? Tak było w przypadku Hanny. - W tym roku obchodzilibyśmy srebrne wesele, ale mąż po 20 latach małżeństwa odszedł do dużo młodszej kobiety. Przeprowadził cywilny rozwód - stwierdzono całkowity i trwały rozpad pożycia małżeńskiego. A potem złożył pozew do sądu kościelnego o stwierdzenie nieważności naszego ślubu, bo z nowo zawartego związku urodziło mu się dziecko. Byłam pewna, że nie ma szans na orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa, bo przecież przez tyle lat byliśmy dobraną parą. Sprawa ciągnęła się ponad rok. Wielu naszych bliskich znajomych zeznawało, ja też. Byłam badana przez psychologów. Mąż twierdził, że przez lata miałam rozstrój nerwowy, zarzucał mi, że nie chciałam mieć dzieci, choć przecież próbowałam metody in vitro - wyznaje Hanna. Wyrok otrzymała pocztą - sąd metropolitalny pierwszej instancji uznał jej trwające wiele lat małżeństwo za nieważne. Jako powód podano przypadek "podstępnego wprowadzenia w błąd". Co to oznacza? Stwierdzono, że Hanna jeszcze przed ślubem wiedziała, że będzie miała trudności z zajściem w ciążę i ten fakt przed narzeczonym zataiła. Ona twierdzi, że to nieprawda, dlatego złożyła apelację. Jednak obciążają ją zeznania bliskiej przyjaciółki, która wyznała, że Hanna jako nastolatka dokonała aborcji. Powołanie rodziny lub znajomych na świadków to normalna praktyka sądu. W przypadku poważnych oskarżeń ze strony jednego ze współmałżonków, małżeństwo jest brane pod lupę. Świadkowie podczas procesu przysięgają na krzyż, Ewangelię i Trójcę Przenajświętszą. Zapewniają uroczyście, że będą mówić prawdę i tylko prawdę, że zachowają tajemnicę, o co byli pytani i co zeznali. Jednak okazuje się, że niektórzy kręcą, kłamią, konfabulują. Nie jest łatwo być świadkiem, bo pytania dotyczą szczegółów pożycia pary. Wywlekane są na wierzch wszystkie brudy i tajemnice.
Boga nie da się przechytrzyć
Biskup Tadeusz Pieronek, profesor prawa kanonicznego, od 1960 r. pracownik sądu biskupiego, przyznaje, że czasem strony chcąc uzyskać orzeczenie nieważności małżeństwa, odwołują się do fikcyjnych argumentów. - Chcą przechytrzyć sędziego. I sędziego się da, ale Pana Boga nie. Poza tym sędzia, jeśli nawet da się zwieść i wyda wyrok pozytywny, to często w świetle nowych ważnych dowodów odkrywających kłamstwo, taki wyrok może obalić. Jeśli ktoś zaplanował, że się z Bogiem liczyć nie będzie, to nie ma rady. Dlatego sprawy małżeńskie nigdy nie przechodzą w stan rzeczy ostatecznie osądzonej.Poza niedojrzałością czy też presją, inną jeszcze podstawą do stwierdzenia nieważności ślubu jest wykorzystanie drugiej osoby pod pretekstem małżeństwa do realizacji własnych celów, np. przejęcia majątku. Małżeństwo nieważnym czynią też - według prawa kanonicznego - przeszkody, jakie były już w momencie ślubu: trwała impotencja, a także ukryte przed żoną święcenia kapłańskie, homoseksualizm, zbyt bliskie pokrewieństwo. Sakrament można też uznać za niebyły, jeśli wkrótce po ślubie jeden z partnerów został zdradzony - pod warunkiem że był także zdradzany tuż przed ślubem. Natomiast znane nam z historii "non consumatum", czyli małżeństwo, które nie zostało skonsumowane, jest zawarte ważnie, lecz niedopełnione. W tym wypadku dyspensy na zawarcie nowego małżeństwa może udzielić papież, bez pośrednictwa sądu.
Obrońca węzła czuwa
Czy warunkiem starania się o orzeczenie nieważności sakramentalnego małżeństwa jest rozwód cywilny? Nie. Gdy mamy wątpliwości, czy nasze sakramentalne małżeństwo zostało ważnie zawarte, najpierw powinniśmy się zwrócić do proboszcza. On skieruje nas do właściwego sądu biskupiego, przy którym zazwyczaj działa poradnia prawna. Prawnicy tam zatrudnieni opiniują, czy jest szansa na udowodnienie nieważności małżeństwa. Kościół przestrzega przed korzystaniem z usług cywilnych biur porad kanonicznych. Często prowadzą je ludzie, którzy nie znają dostatecznie prawa kanonicznego. Proces o stwierdzenie nieważności nie przypomina procesu cywilnego orzekającego rozwód. Po stwierdzeniu poprawności skargi przesłuchiwane są strony i świadkowie, ale indywidualnie, bez obecności innych osób. W zasadzie małżonkowie nie spotykają się nigdy na sali rozpraw. Wypowiadają się eksperci: psycholog lub psychiatra zatwierdzeni przez Kościół. Natomiast nad tym, aby proces od strony formalnej i materialnej był przeprowadzony zgodnie z przepisami, czuwa obrońca węzła małżeńskiego. To specjalny urząd. Obrońca przedkłada uzasadnione wątpliwości co do zebranych dowodów, na podstawie których małżonek uważa swoje małżeństwo za nieważnie zawarte. Akta sprawy zawierające protokoły zeznań świadków i stron, biegłych oraz dokumenty otrzymuje trzech sędziów. Każdy z nich wydaje decyzję indywidualnie. W wyznaczonym terminie sędziowie spotykają się i dyskutują nad swoimi decyzjami. Wyrok zapada większością głosów.
Na II miejscu
Ale sprawa się nie kończy - żeby decyzja sądu była prawomocna, musi być ponownie rozpatrzona przez sąd drugiej instancji. Czasami druga instancja uchyla wyrok pierwszej. Wtedy pozostaje trzecia instancja - Rota Rzymska, czyli Stolica Apostolska. Ta często jako trzecią instancję wyznacza sąd kościelny w Polsce. W pierwszej instancji proces powinien trwać nie dłużej niż rok (jednak np. w Sądzie Metropolitalnym Warszawskim trwa dwa lata), a w drugiej - skończyć się w pół roku. Jeśli chodzi o koszty, to w Polsce praktykowana jest zasada, że zainteresowany składa ofiarę zależną od jego możliwości finansowych, przeważnie w wysokości swojej jednej miesięcznej pensji. Polacy zajmują drugie za Włochami miejsce pod względem liczby składanych próśb o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Biskupa Tadeusza Pieronka ten fakt nie martwi. - To dobrze, że nadal jeszcze ludziom zależy na ułożeniu sobie życia zgodnie z wiarą chrześcijańską. Na Zachodzie wierni się już o to nie troszczą.
Nie ma testów na pomiar dojrzałości do małżeństwa
Ks. Jacek Prusak SJ, duszpasterz, psychoterapeuta, publicysta
Wiele przypadków nieważności małżeństw sakramentalnych orzeka się z tytułu niedojrzałości psychicznej w chwili ślubu. Najczęściej o uznanie, że sakramentu nie było, występują kobiety. Skarżą się, że ich mężowie nie są dorośli. Niedojrzałość przejawia się najczęściej na dwa sposoby: albo mężczyzna jest dyktatorem, albo zachowuje się jak mały chłopiec, unikając odpowiedzialności. Jak temu zaradzić? Wprowadzenie testów psychologicznych niczego nie załatwi. Nie istnieją też narzędzia do badania zgodności charakterów. Jeśli ludzie są dojrzali, wypracują model wspólnego życia mimo wyniesionych z domów różnych wzorów. Podoba mi się pomysł przedstawiony przez zmarłego niedawno prawosławnego teologa Oliviera Clementa. Proponuje on, by biorąc pod uwagę niedojrzałość współczesnego człowieka, poczekać z sakramentem, a narzeczonym udzielić jedynie błogosławieństwa. Kościół katolicki raczej się nie zdecyduje na taką ceremonię, bo uważa, że sankcjonowałoby to małżeństwo na próbę. Zdaniem Clementa, nie należałoby od razu wiązać młodych ludzi sakramentalnie, ale stworzyć okres przejściowy między narzeczeństwem a małżeństwem, błogosławiąc młodych. W ten sposób byłaby im dana szansa na zdobycie dojrzałości do sakramentalnego rozumienia ich związku. Do ślubu kościelnego szliby jako osoby dobrze wiedzące, czego chcą i na czym polega wspólne życie. Pamiętajmy, że Kościół jedynie błogosławi małżonków. Chodzi o to, aby miłość wspierała małżeństwa, a małżeństwo wspierało miłość. Kościół ma to chronić, a nie w tym przeszkadzać.
Niesakramentalnych obecność w kościele
Ks. Jan Pałyga SAC pisarz, misjonarz, duszpasterz związków niesakramentalnych, www.niesakramentalni.ecclesia.org.pl
Jeszcze niedawno nazywano mnie "producentem rozwodników", bo stworzyłem jedno z pierwszych duszpasterstw dla par niesakramentalnych. Prowadzę je do dziś. Opuszczone żony wściekały się na mnie, że okazuję serce tym wszystkim mężom, którzy je zostawili z dziećmi. Przełom nastąpił w 1983 r., kiedy Jan Paweł II w adhortacji "Familiaris consortio" jasno określił status rozwiedzionych żyjących w nowych związkach - "nie mogą oni czuć się odłączeni od Kościoła". Duszpasterze muszą pomagać im w zachowaniu wiary, a przede wszystkim chrześcijańskiemu wychowaniu dzieci. Dlatego dziś prawie w każdej diecezji są takie duszpasterstwa. Prowadzę dwie grupy: zaawansowaną i początkującą. Spotykamy się raz w miesiącu. Najpierw jest msza, podczas której ci, którzy wybrali tzw. białe małżeństwa (czyli postanowili nie współżyć seksualnie, przyp. red.) - jest takich par 12 i to są ludzie w sile wieku - przyjmują Najświętszy Sakrament, a reszta uczestniczy w Komunii duchowej - indywidualnie błogosławię ich Najświętszym Sakramentem. Przecież eucharystia jest dla wszystkich, niesakramentalnym zabrania się tylko uczestniczenia w jej jednym elemencie - Komunii Świętej. W duszpasterstwie trzeba najpierw wysłuchać partnerów. Dużo w nich żalu i pretensji, zwłaszcza do nas, duchownych. Ludzie są często głęboko zranieni, dlatego potrzeba cierpliwości i zwyczajnego ludzkiego ciepła. A kiedy się już wypłaczą, przechodzę do rozmów. Podpowiadam, jak mogą i powinni odnaleźć się w Kościele, jak wychowywać dzieci. Jednym z ważnych tematów jest zawsze sprawa ważności sakramentalnego małżeństwa.