Tragedia czy ocalenie

Małgorzata Szamocka
A A A Drukuj
Rośnie liczba rodzin, którym sądownie odbiera się dziecko. Powód - ochrona przed patologią i przemocą w domu. Niestety, w wielu przypadkach dziecko traci dom rodzinny na skutek pochopnej interwencji instytucji opiekuńczych.

Fot. Barrett,Mark Getty Images/Photolibrary RM
ZOBACZ TAKŻE
Nadzieję na poprawę sytuacji dzieci w Polsce budzi nowelizowana właśnie ustawa o przemocy w rodzinie. Ale wywołuje też protesty tych, którzy uważają, że nowe przepisy zbyt mocno ingerują w niezależność rodziny.

Krzywda dziecka, krzywda rodziców

11-letni Sebastian rano wyszedł do szkoły. Po lekcjach jednak do domu nie wrócił. Na mocy nakazu sądowego, wprost ze szkoły, w asyście pracownic opieki społecznej, pojechał do Domu Dziecka w Lublinie. Chłopca odebrano rodzicom, bo dom jest biedny, a rodzice chorzy. Nakaz umieszczenia Sebastiana w domu dziecka wydał Sąd Rejonowy w Lublinie, w ten sposób uzasadniając swoją decyzję: "Matka nie interesuje się sytuacją syna, nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb, takich jak przygotowywanie posiłków, utrzymanie porządku w domu czy pomoc przy lekcjach". Pismo z sądu do Jolanty Gałęzowskiej, matki Sebastiana dotarło później, niż zabrano jej syna. - Świat zawalił się nam na głowę, urzędnicy chcą zniszczyć moją rodzinę. Zabrali mi dziecko! Ukarali za to, że żyjemy w nędzy - rozpaczała. Przyznaje, że z tym bałaganem to opieka rację miała, ale z posiłkami, to nieprawda. Napisała odwołanie od decyzji sądu.

W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej (MOPS), który wystąpił do sądu o zajęcie się sprawą Sebastiana twierdzą, że zrobiono, co tylko możliwe. Co miesiąc rodzinie Gałęzowskich przekazywano zasiłek w wysokości 300 -400 zł. Pracownice opieki społecznej odwiedzały dom i stwierdziły, że jest w nim brudno i brakuje ciepłej wody. Skierowały więc sprawę do sądu. Teraz, gdy o losie Sebastiana zrobiło się głośno, rozważają inne rozwiązanie. Choćby wysyłanie opiekunki społecznej, która mogłaby pomagać w sprzątaniu czy gotowaniu. Już raz, kilka lat temu, rodzinie Sebastiana przydzielono nadzór kuratorski. W domu brakowało wówczas lodówki, kuchenki, panował bałagan. Gałęzowscy na raty kupili te sprzęty, zadbali o dom, i nadzór zdjęto. Dlaczego nie sięgnięto po ten środek jeszcze raz?

Gdy pomoc społeczna zabierała Sebastiana ze szkoły, chłopiec nie płakał. - To dojrzałe jak na swój wiek dziecko - twierdzi dyrektorka szkoły. Płakały za to nauczycielki, bo znają tę rodzinę. Dom biedny, ale pełen miłości. Pani Jolanta, mama Sebastiana, od pewnego czasu chorowała na depresję. Pan Dariusz, ojciec, dorywczo pracował, ale ostatnie kilka tygodni przeleżał w szpitalu po dwóch operacjach, w tym amputacji nogi. Rodzina żyje z renty dziadka i z zasiłków z opieki społecznej; pomagała jej też szkoła i parafia. Proboszcz, ks. Andrzej Jurczyszyn, również dziwi się tej decyzji sądu, bo przecież nie jest to rodzina patologiczna.

Kto pomoże rodzinie

Podobnych przypadków jest w Polsce więcej. W lipcu 2009 r. tuż po porodzie odebrano matce maleńką Różę. Kurator szamotulskiego sądu stwierdziła, że matka małoletnich dzieci (w rodzinie oprócz Róży jest także troje starszych dzieci) jest niewydolna wychowawczo i nie nadaje się do opieki nad noworodkiem. Dziewczynkę przekazano rodzinie zastępczej.

Sprawa trafiła do mediów i tak zbulwersowała opinię publiczną, że do Błot Wielkich - gdzie mieszkają rodzice małej Róży - przyjechał rzecznik praw dziecka Marek Michalak i dopiero wtedy, po dwóch miesiącach, zdecydowano o powrocie dziewczynki do rodziców. Warunek: otrzymanie pomocy materialnej z zewnątrz. Burmistrz, sąsiedzi, urzędnicy i parafia zadeklarowali konkretną pomoc.

W naszym kraju kilkaset dzieci rocznie trafia do szpitali. Maltretowanych, cięż- ko pobitych, poparzonych, z połamanymi kośćmi, wylewami, obrażeniami spowodowanymi przemocą seksualną. Czasem nie udaje się uratować im życia.

Przemoc i patologia

Kilka takich przypadków wstrząsnęło nami w ostatnich miesiącach. W lutym czteromiesięczne niemowlę zostało brutalnie pobite. Przez kilka dni skutecznie walczono o jego życie w szpitalu przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. W kwietniu we Wrocławiu dwumiesięczny Adrianek trafił do szpitala z siniakami na całym ciele i alkoholem we krwi. Ojciec dziecka na chwilę został sam z synem i podał mu w butelce z mlekiem wódkę. Gdy matka wróciła do domu, zastała dziecko pobite.

W Polsce bicie dzieci jest jednak przez większość społeczeństwa akceptowane. Według Centrum Badania Opinii Społecznej aż 78 proc. polskich rodziców uważa, że kara cielesna to skuteczna metoda wychowawcza. Co czwarty Polak mówi, że kłótnie, pogróżki, rękoczyny to normalne zachowania w rodzinie. Jedna dziesiąta twierdzi, że zjawisko wykorzystywania seksualnego dzieci w ogóle nie istnieje - jest wymysłem dziennikarzy, manipulujących żon lub samych dzieci. Nic dziwnego, że osoby te krytyku- ją przepisy, które zabronią osobom sprawującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad dzieckiem stosowania form karcenia, naruszających jego godność. Oprócz bicia, ustawa ta zakaże poniżania, wyzywania, naruszania godności.

Przeciwna wprowadzeniu ustawowej ochrony nietykalności cielesnej dziecka jest połowa ankietowanych!

Tymczasem codziennie sądy odbierają rodzinom 22 dzieci. Pod kuratelą sądów rodzinnych znajduje się ponad 200 tys. dzieci mieszkających w domach skażonych agresją, narkomanią, alkoholizmem i biedą. Jedna dziesiąta z nich trafia do domów dziecka.

Siostra zakonna Małgorzata Chmielewska, ze Wspólnoty Chleb Życia, która prowadzi m.in. domy samotnej matki, uważa, że zabranie dziecka z domu, nawet najbardziej toksycznego, to zawsze tragedia i ogromny uraz. Lepsza jest nawet rodzina kochającego alkoholika niż najlepszy dom dziecka.

Dom dziecka nie na miłości

- Zabieranie dzieci z powodu biedy i niezaradności rodziców to przestępstwo. Prawa do wychowania nie może regulować kryterium dochodów. Przecież dziecko w biednej rodzinie może być szczęśliwe, nawet bardziej niż w zamożnej. Nie odrywa się go od kochających rodziców, nawet jeśli ojciec pije. Dom dziecka ich nie zastąpi, nie da miłości - zdecydowanie mówi siostra Małgorzata. - Jest u nas niewidoma, lekko upośledzona matka. Jej córka kończy już studia. Pomogli ją wychować wychowawcy. W myśl ustawy powinno się tej kobiecie odebrać prawo do dziecka, bo nie jest zaradna - dodaje.

Wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, posłanka Magdalena Kochan uważa, że najlepiej byłoby, gdyby w gminach oprócz pracowników socjalnych pojawili się asystenci rodzinni, zajmujący się wyłącznie pracą z rodzinami w domach. Pracownik socjalny, chociaż w Polsce ma pod opieką nawet 100 rodzin (na zachodzie Europy maksimum 14), nie jest dla podopiecznych całkiem obcą osobą, zwy- kle zna rodzinę, także tę dalszą. Może zaprowadzić dziecko do ciotki, babki, kogoś zaprzyjaźnionego, a nie, jak policja, do pogotowia opiekuńczego.

Lęk i nadzieja

Szczególny niepokój budzą te przepisy nowelizowanej ustawy, które dopuszczają możliwość interwencyjnego odebrania dziecka rodzicom przez pracownika socjalnego bez nakazu sądu. To jednak nie będzie takie proste. - W takiej sytuacji służby socjalne będą musiały natychmiast powiado- mić sąd, a ten w ciągu 24 godzin zdecydować o losie dziecka. Przepis ten ma jeden cel: ochronę dziecka przed przemocą. Nie oznacza to pozbawienia rodziców władzy rodzicielskiej czy oddania potomstwa do domu dziecka. Pracownik socjalny z policją po prostu ochronią dziecko przed grożącym mu niebezpieczeństwem - wyjaśnia Magdalena Kochan.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Dzień Matki 26 maja

Nie masz pomysłu na prezent? Wyślij piękny bukiet kwiatów »

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku