Cudzoziemcy o Polsce i Polakach

Małgorzata Szamocka
A A A Drukuj
Jak nas widzą, tak nas piszą... A także mówią o nas. Pytamy cudzoziemców, co ich w naszym kraju dziwi, drażni, a co zachwyca. Czym Polacy różnią się od innych narodów? Jakie są nasze narodowe wady, a czym się możemy pochwalić?
Akiko Miwa, Japonka, właścicielka pensjonatu Villa Akiko w Harklowej
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Akiko Miwa, Japonka, właścicielka pensjonatu Villa Akiko w Harklowej
WASZ KRAJ MA SZLACHETNĄ DUSZĘ

Akiko Miwa, Japonka, właścicielka pensjonatu Villa Akiko w Harklowej

Do podróży do Polski namówił mnie znajomy, który kiedyś tu studiował. To był rok 1989. Miałam wtedy 44 lata. W Nagano zostawiłam dom, trójkę dorastających dzieci i męża. Dlaczego postanowiłam w Polsce zostać? W Japonii nie czułam się spełniona, drażniło mnie, że wszystko jest takie poukładane. Musiałam szukać całkowicie nowego miejsca dla siebie. Tu, podczas spaceru w Gorcach, znalazłam się przypadkowo na polanie Styrek (obecnie osiedle Ariake) leżącej nad miejscowością Harklowa. Widok na zaśnieżone Tatry i dolinę Dunajca przypomniał mi góry na Hokkaii, czas nauki w liceum w Sapporo. Zauroczona, postanowiłam kupić polanę i wybudować pensjonat, bo czułam, że to moje miejsce na ziemi. Język polski znałam jedynie z zajęć w Instytucie Badań Polonii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Na to nowe życie zabrałam z Japonii 100 kilogramów bagażu, żywność, papier toaletowy, kilkadziesiąt par majtek i 150 par czarnych rajstop - w Polsce był wtedy kryzys.

Zaimponowali mi twardzi górale.

Zrozumiałam, że jeśli chcę mieć góralski dom i to na wysokości 750 m n.p.m., muszę być taka silna jak oni. Szybko przekonałam się, że jak kochają, to kochają, a jak nienawidzą, to nienawidzą. Mają poczucie narodowej dumy, trzeba uważać, żeby nie nacisnąć im na odcisk, choć też są otwarci na inne kultury. Są zadowoleni, że w szkole, w Harklowej uczę dzieci japońskich piosenek, byli wzruszeni, kiedy przyjechał japoński chór i zaśpiewał "Góralu czy ci nie żal". Założyłam tu z przyjaciółmi Stowarzyszenie polsko-japońskie na rzecz regeneracji środowiska "Tęcza", bo w Polsce nadal ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo niszczą otoczenie, np. paląc plastik, nie segregując śmieci, a przecież właśnie dzika przyroda jest polskim skarbem.

Urzekła mnie polska gościnność.

Kiedyś dziwiłam się, że ludzie tutaj odwiedzają się bez uprzedzenia, dziś jest to już dla mnie normalne. Podobnie było z góralską muzyką - najpierw była dla mnie za głośna, a teraz bardzo ją lubię, bo czuję, jak w tym skocznym rytmie góralska dusza wyrywa się wprost do nieba.

Zatrudniając Polaków, przekonałam się, że są ambitni i zdolni. Z drugiej strony, mają też swoje wady, większość z nich to indywidualiści, którzy uważają, że wszystko wiedzą najlepiej i czasem trudno zorganizować dobrze funkcjonującą partnerską grupę pracowników, która traktuje interes firmy jak własny.

Polska ma szlachetną duszę. Dlaczego? Polacy zawsze walczą do końca, nie są tchórzami, pomagają tym narodom, które są w niewoli. Walczą "za wolność naszą i waszą".

INNY SMAK POMIDOROWEJ

Vahe i Hakob Baghdasaryan, Ormianie, muzycy

Przyjechaliśmy tu w 1993 r., bo w naszej ojczyźnie była straszna bieda. Udało mi się znaleźć pracę, założyłem zespół "Musa-Lear" (od góry w Turcji związanej z historią Armenii), w którym gra mój syn Vaha. Nasz repertuar to tradycyjne utwory i tańce armeńskie.

Kiedyś brano nas za Rumunów. Nie wiedziano, że Armenia jako pierwszy kraj na świecie przyjęła chrzest. W Polsce dużo kościołów jest w ciągu dnia zamkniętych, w Armenii są otwarte i pełne ludzi. Wchodzisz, zapalasz świeczkę i mówisz Bogu o swoich potrzebach. Tu od poniedziałku do soboty ludzie o Bogu zapominają.

W Polsce często głową domu jest kobieta,

w Armenii wciąż jeszcze mężczyzna. U nas to on zarabia na dom, załatwia wszelkie sprawy urzędowe i ma dwie lewe ręce do sprzątania i gotowania. W Polsce jest podział obowiązków, ale nam się wydaje, że mężczyźni za bardzo nie lubią pracować i odpowiedzialność za rodzinę przerzucają na kobiety.

Polacy inaczej wychowują dzieci.

W Armenii najmłodszy syn zostaje z rodzicami, dba o nich, utrzymuje. Dla niego to nie kłopot, ale radość. Dlatego w naszym kraju nie ma problemu samotnych starych ludzi. My szanujemy dziadków, rodziców. To oni zajmują najważniejsze miejsce przy stole. "Słuchaj starszego, to nigdy nie potkniesz się o kamień" - mówi nasze przysłowie. Dopóki żyje dziadek, ojciec, ich słowa są święte. Dla nas zaskoczeniem było, że np. w autobusie młodsi siedzą, a starsi stoją, u nas to nie do pomyślenia. Dzieci przekrzykują starszych, wcześnie są puszczone samopas.

Na początku w Polsce brakowało nam przypraw oraz owoców i warzyw, które u nas mają inny smak. Tu inaczej pachnie pomidorowa - jadacie inne potrawy, choć czasem mają te same nazwy. Gołąbki w Armenii zawijane są w liście winogron i czym innym są nadziewane, a bigos jest u nas z warzyw, bez mięsa.

Polacy, tak jak Ormianie, lubią biesiadować,

tylko że u nas na ulicy czy w knajpie nie widzi się pijanych ludzi... Ormianie też piją mocne alkohole, ale przy tym dużo jedzą i wiedzą, kiedy przestać.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Dzień Matki 26 maja

Nie masz pomysłu na prezent? Wyślij piękny bukiet kwiatów »

Prowiant na piknik: tortille, kanapki, słone wypieki, mięsa na zimno.

118 prostych i pysznych przepisów z Poradnikiem Domowym (wersja w cenie 4,99zł)

Polub nas na Facebooku