NIE - Becikowe po prostu nie działa. dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert prawa
pracy PKPP Lewiatan
Biorąc pod uwagę racjonalność wydatkowania środków publicznych i realizację celów polityki prorodzinnej, uważam, że becikowe jest wyjątkowo nietrafionym pomysłem.
PO PIERWSZE SĄ TO KWOTY ABSURDALNE, jeśli weźmie się pod uwagę rzeczywiste koszty opieki nad małym dzieckiem, a później jego wychowania. Przy tym becikowe zakłada wypłacanie kwot, o których zupełnie nie wiadomo, jak są spożytkowane. W rodzinach najuboższych mogą być przeznaczane na inne cele związane z utrzymaniem rodziny. A w drastycznych przypadkach, np. w rodzinach dotkniętych patologią, pieniądze te mogą być wydawane zupełnie niezgodnie z ich przeznaczeniem - na alkohol i używki. Przy tym wydaje mi się, że nie ma dobrego sposobu na przeciwdziałanie takim sytuacjom, ponieważ nie istnieje żadna możliwość poddania tych wydatków jakiejkolwiek skutecznej formie kontroli.
JEŚLI PAŃSTWO CHCE (A PRZECIEŻ POWINNO) WSPIERAĆ RODZINĘ, trzeba wypracować jakiś system kompleksowych rozwiązań. Do takiego systemu powinno należeć zapewnienie stałego wsparcia, zwiększenie dostępu do usług, m.in. medycznych, zwiększenie infrastruktury, czyli żłobków i przedszkoli oraz dostępu do nich, zwłaszcza dla rodzin w trudnej sytuacji materialnej. W Polsce jest również poważny problem z aktywizacją zawodową młodych kobiet. Ważne jest więc zapewnienie im realnego wsparcia, które ułatwiłoby łączenie obowiązków rodzicielskich z karierą zawodową. A to skutkowałoby przecież także stałym wzrostem przychodów rodziny.
RÓWNIEŻ JEŚLI WEŹMIEMY POD UWAGĘ FUNKCJĘ SPOŁECZNĄ, czyli działania na rzecz wzrostu przyrostu naturalnego, becikowe nie wydaje się dobrym rozwiązaniem. Najważniejsze bolączki ludzi młodych to brak mieszkań, pracy, zabezpieczenia finansowego i poczucia stabilizacji oraz wysokie koszty utrzymania. Kompleksowa polityka prorodzinna, która stworzyłaby zintegrowany system opieki nad rodziną zapewne nie rozwiąże tych problemów, ale może je przynajmniej złagodzić. To byłaby o wiele bardziej skuteczna zachęta do założenia rodziny niż jakakolwiek kwota pieniężna wypłacana jednorazowo.
TAK- Lepsza niewielka pomoc niż żadna. Marek Szambelan, prezes Fundacji Razem Lepiej
Przy wszystkich wadach tego rozwiązania, uważam, że becikowe zdecydowanie powinno zostać utrzymane. Zgadzam się z głosami, że kwota jest zbyt mała i tak naprawdę ma niewielkie znaczenie. Ale zawsze lepiej niewiele niż nic.
OSOBIŚCIE OPOWIADAM SIĘ NAWET ZA MNIEJSZĄ KWOTĄ WYPŁACANĄ REGULARNIE, co miesiąc na każde
dziecko (ale większą niż obecne dodatki rodzinne). Przy czym taka pomoc nie musiałaby dotyczyć wszystkich, a jedynie najbiedniejszych.
KAŻDY, KTO PRZEŻYŁ I PAMIĘTA PRZYJŚCIE NA ŚWIAT DZIECKA, DOBRZE WIE, ile z tym jest związanych dodatkowych i często nieprzewidzianych wydatków. Nie odczuwają tego rodziny zamożne, ale już rodziny o średnich dochodach zdecydowanie tak.
MYŚLĘ, ŻE CI, KTÓRZY MÓWIĄ, ŻE TO NIE WYSTARCZY NAWET NA WYPRAWKĘ, nie zdają sobie sprawy z ogromu biedy, jaka istnieje w naszym kraju. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Unii Europejskiej w Polsce niedożywionych jest ponad 2 mln
dzieci. Właśnie dlatego nasza fundacja obecnie prowadzi akcję "Dzień dobrego Głoda" (więcej informacji na www.ddg.org.pl). Wracając do becikowego - są rodziny wielodzietne, które za tysiąc złotych żyją przez cały miesiąc. Dla nich każdy dodatkowy wydatek - nawet rzędu 100 czy 200 złotych - jest problemem. Becikowe to są takie pieniądze na start - pozwalają zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby nowo narodzonego dziecka. Myślę więc, że wprawdzie w ograniczonym stopniu, ale jednak spełnia ono także funkcję społeczną, czyli przyczynia się do wzrostu przyrostu naturalnego. W rodzinach najuboższych pozwala z większym spokojem przygotować się do nieuniknionego wzrostu wydatków związanych z pojawieniem się dziecka.
UWAŻAM, ŻE PAŃSTWO AKURAT TUTAJ NIE POWINNO SZUKAĆ SPOSOBÓW NA ŁATANIE DZIURY BUDŻETOWEJ. Te mniej więcej 300 milionów, które "kosztuje" becikowe, w
budżecie państwa jest niewiele znaczącą kwotą, natomiast w budżecie domowym najuboższych rodzin ma jednak ogromne znaczenie. Zresztą, uważam, że polityka prorodzinna naszego państwa pozostawia wiele do życzenia. Póki nie wypracujemy lepszych rozwiązań lub póki państwowego
budżetu nie będzie stać na bardziej znaczącą pomoc, nie powinno się likwidować systemu niedoskonałego, ale jednak lepszego niż brak jakiejkolwiek pomocy. Jeżeli nie będziemy sprzyjać przyrostowi naturalnemu, to za kilkadziesiąt lat Polaków będzie o kilka milionów mniej, a już w tym roku obserwujemy ujemny przyrost naturalny.