Kiedy zbliżał się rok 1000, całą Europę przepełniał strach przed zbliżającym się "końcem świata" zapowiadanym przez proroków. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w roku 909, hierarchowie Kościoła katolickiego zebrali się na soborze w Trosly. Po burzliwych obradach doszli do wniosku, że zbliża się Sąd Ostateczny. Wiadomość lotem błyskawicy obiegła wszystkie narody europejskie, a ludzie zaczęli powoli godzić się z myślą o zbliżającym się biblijnym Armagedonie. Kroniki z roku 999 zawierają opisy tłumów gromadzących się w świątyniach, a także na wszelkich wzgórzach, by wypatrywać oznak zbliżającej się apokalipsy. W Rzymie, w kościele św. Piotra
papież Sylwester II odprawił mszę, a przez całą noc ludzie podobno dotykali co chwilę ziemi, sprawdzając, czy świat nadal istnieje.
METEORYT? BAKTERIA? WIRUS? Podobne szaleństwo zapanowało w roku 2000 - znów głównym źródłem niepokoju był początek nowego tysiąclecia. W internecie krążyły tysiące przepowiedni o tym, że świat za chwilę ulegnie zniszczeniu. Pojawiały się teorie a to o meteorycie, który przyniesie zagładę gatunku ludzkiego, a to o nowej bakterii, która zdziesiątkuje ludzkość. Mówiono też o wirusie komputerowym, który nie tylko sparaliżuje światowy system informatyczny, ale wręcz doprowadzi do jego samolikwidacji.
Wiele sekt i ruchów religijnych przygotowywało się do Dnia Sądu. W 1999 r. niektóre grupy amerykańskich mormonów przestały rekrutować nowych członków, twierdząc, że ci, którzy nie dołączyli w odpowiednim czasie, nie zostaną zbawieni. Kiedy okazało się, że 31 grudnia nic szczególnego się nie wydarzyło, błyskawicznie pojawiła się kolejna data zagłady świata. 2012 rok. Tym razem emocje sięgają zenitu.
WSZYSTKO PRZEZ TYCH MAJÓW Bardzo trudno ustalić, kto pierwszy podał rok 2012 jako hipotetyczną datę końca świata. Najprawdopodobniej winę za jej pojawienie się ponosi jedna z interpretacji tzw. Kalendarza Majów, stworzonego przez tajemniczy lud zamieszkujący przed wiekami duże obszary Ameryki Południowej. Majowie mieli obsesję na punkcie kalendarzy i liczb. Stworzyli Tzolkin, czyli kalendarz, który trochę przypomina licznik kilometrów w samochodzie. Najdłuższy przewidziany w tym kalendarzu okres, tzw. bactun, trwa ok. 5125 lat. Dzieli się on na okresy 52-letnie, w cyklu 7 dobrych (nieba) i 13 złych (piekła). Majowie uważali, że obecny bactun zaczął się ok. 3113 r. p.n.e., a skończy się właśnie w roku 2012 r. Niepokojące jest to, że teraz dobiega końca cykl 13 piekieł, z czego ostatnie ma być zdecydowanie najgorsze dla ludzkości (według Majów obecny okres piekła zaczął się w roku 1619). Kalendarz podaje dokładną datę końca tego cyklu: 21 grudnia 2012.
Majowie nie tylko doskonale znali matematykę, byli także niezwykle biegli w astronomii. Ustalili, że w 2012 r., wraz z końcem okresu piekieł, powtórzy się identyczny układ planet jak ten, który był na niebie na samym początku tego okresu, 5125 lat temu.
KONIEC ŚWIATA JAKI ZNAMY Kalendarz Majów nic nie mówi o apokalipsie czy końcu świata. Wręcz przeciwnie! Z końcem okresu piekieł ma nastąpić nowy, lepszy okres w dziejach ludzkości, a bogowie mają zyskać "widzialną dla ludzi postać". Jedna z interpretacji tych słów zakłada, że w roku 2012 wylądują na ziemi obcy z kosmosu! Mają oni pomóc naszej cywilizacji w pokonaniu kolejnej bariery rozwoju, tak jak pomogli przed tysiącami lat cywilizacji stworzonej przez Majów. Kiedyś zapytałem o rok 2012 słynnego szwajcarskiego pisarza Ericha von Dänikena, autora teorii paleoastronautycznej, która zakłada wpływ istot pozaziemskich na życie ludzi w czasach przedhistorycznych. Däniken powiedział, że jego zdaniem oficjalne przybycie obcych w 2012 r. jest możliwe i będzie oznaczało prawdziwy koniec tego świata, jaki znamy. Dodał, że chodzi mu wyłącznie o koniec "świata idei", a nie o powodzie czy
trzęsienia ziemi. Trzeba jednak przyznać, że wśród proroków apokalipsy autor słynnego cyklu książek o śladach kosmitów na Ziemi jest w mniejszości. Inni przewidują dla nas znacznie gorsze scenariusze.
SŁOŃCE OSZALEJE? Bodaj najbardziej znanym na świecie prorokiem zbliżającej się zagłady jest Belg, Patryk Geryl. Sam o sobie mówi, że jest jedynie "badaczem zagadek przeszłości", który poskładał elementy układanki w całość. W książce pt. "Proroctwo Oriona na rok 2012", którą napisał razem z Gino Ratinckxem, postawił zaskakującą tezę, że jesteśmy w przededniu przebiegunowania Ziemi.
Do takiego wniosku skłoniła go analiza nie tylko Kalendarza Majów, ale także egipskiej "Księgi Zmarłych" czy zapisów pozostawionych przez cywilizację Sumerów. Również słynny i tajemniczy kamień z hieroglifami znany jako "Zodiak z Dendery" miał zawierać informację o tym, że 21 grudnia 2012 r. Wenus, Mars, Orion i inne gwiazdy znajdą się w takiej samej pozycji, jak w roku 9792 p.n.e. Wszędzie pojawiała się ta sama data - rok 2012 jako koniec lub początek jakiegoś cyklu w dziejach Ziemi.
Patryk Geryl postawił tezę, że starożytni znali tajemnicę związaną ze Słońcem, a dokładniej z cyklem jego aktywności. Jego zdaniem co kilka tysięcy lat nasza gwiazda przeżywa stan hiperaktywności. To zjawisko nie jest znane współczesnym naukowcom, ale wiedzieli o nim starożytni astronomowie. Słońce zaczyna wtedy emitować tak potężne promieniowanie elektromagnetyczne, że jądro Ziemi zachowuje się niczym cewka elektromagnetyczna, w efekcie czego następuje zamiana biegunów. To z kolei wywołuje przemieszczanie się oceanów, trzęsienia ziemi i doprowadza do zagłady. Geryl doszedł do wniosku, że wiedza o zbliżającej się zagładzie była znana mieszkańcom Atlantydy. Gdy zbliżał się termin zmiany biegunów, zbudowali tysiące łodzi i uciekli do Ameryki Południowej i Egiptu. Tak miały powstać dwie nowe, wielkie cywilizacje - Majów i Egipcjan. Trzeba przyznać, że to ciekawa teoria, także z powodu podobieństwa obu kultur i ich wspólnego, zagadkowego zamiłowania do budowy piramid, choć dzieliły ich tysiące kilometrów i Ocean Atlantycki.
BĘDZIE POTOP? Zwolennicy teorii o zbliżającym się przebiegunowaniu Ziemi twierdzą, że 21 grudnia 2012 r. Słońce po raz kolejny okaże się sprawcą zagłady. Przesłanki, jakoby podobna tragedia miała już miejsce, znajdziemy w świętych księgach i przekazach wielu religii. Stary Testament mówi przecież o potopie, który doprowadził do zagłady ludzkości, a który był efektem "gniewu Boga na grzeszną ludzkość". O podobnym wydarzeniu w dziejach ludzkości mówili Indianie Hopi czy Sumerowie.
Wszędzie pojawia się ten sam motyw: powódź, która niszczy wszystko, co stworzył człowiek. Istnienie w przeszłości Ziemi gigantycznego kataklizmu potwierdzają geolodzy, którzy np. znajdowali skamieniałe gatunki zwierząt morskich na szczytach górskich w Grecji. Czy w 2012 r. ludzkość stanie ponownie w obliczu zagłady? Czy trzęsienia ziemi o niespotykanej sile i ogromne fale tsunami zniszczą naszą cywilizację? Czy w apokalipsie zginie niemal cała ludzka populacja, a przeżyją jedynie ci, którzy będą znali miejsca na ziemi, które ucierpią najmniej? Warto wiedzieć, że wśród nich wymieniana jest m.in.
Australia. Podobno Aborygeni od dawna mówią, że Ziemię czeka "trudny czas", ale zamieszkiwane przez nich tereny będą bezpieczne wobec żywiołów.
MOŻE JEDNAK PÓŹNIEJ... Nawet wśród osób przekonanych o czekającej nas zagładzie trwają zażarte spory, czy apokalipsa nastąpi rzeczywiście niebawem. Kwestionowana jest nawet data z Kalendarza Majów. Wiele osób zajmujących się kulturą Ameryki Południowej, jak prof. Elżbieta Siarkiewicz, antropolog kultury i mezoamerykanistka z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że Majowie, tworząc skomplikowany kalendarz, nie myśleli o czasie w takim sam sposób jak my. Jej zdaniem mierzyli go bardzo dokładnie, ale postrzegali jako powtarzający się wciąż cykl. Kalendarz Majów uwzględnia ważne wydarzenia, ale nigdy się nie kończy. Wniosek? Twierdzenie o końcu Kalendarza Majów w 2012 można wrzucić do kosza. Pojawiają się jednak i inne daty apokalipsy. 2013, 2016, a nawet 2030 rok.
CO NA TO KOŚCIÓŁ? Ostatnio do wiernych zaapelowali duchowni z Fatimy. Przyznają, że wiele osób traktuje wieści o końcu świata bardzo poważnie. Przerażeni ludzie szukają pocieszenia nie tylko w Kościele, ale i w podejrzanych wspólnotach modlitewnych, które obiecując np. wyjście z zagłady obronną ręką, wyłudzają pieniądze od łatwowiernych ludzi. Duchowni przekonują, że datę apokalipsy zna tylko Bóg, a wszelkie inne informacje na ten temat to czysta szarlataneria.